20.08.2024, 15:56 ✶
Brenna bardzo starała się nie pokazać po sobie, że wewnętrznie spochmurniała. Drobne problemy piętrzyły się w wielką górkę kamyków, które mogły runąć wszystkie same i zasypać człowieka. Powstrzymała gest przesunięcia palcami po skroniach, bo to był jeden z tych drobnych ruchów, które mogły zdradzić, że coś jest nie tak, a teraz Jessie był dostatecznie przejęty i zdenerwowany, aby nie chciała podsycić tego własnym niepokojem.
– W takim razie nie wspominaj o niej na razie nikomu. Jeśli przyszedłby do ciebie ktoś z ministerstwa, powiedz, że pomagała ci Dora, ale nie pamiętasz jej nazwiska, dawna znajoma, wpadliście na siebie na moment przypadkiem – poinstruowała, szukając wersji najbliższej prawdy, która najmniej mogła wywołać kłopotów, zwłaszcza że istniała fałszywa tożsamość Dorothei Standford, która miała odpowiednie dokumenty i poręczenie całkiem sporego grona osób, że to ich krewna z zagranicy. Brenna jednak bardzo nie chciała, aby nazwisko Dory, obojętnie czy fałszywe, czy prawdziwe, gdzieś wypłynęło. Sztuką było więc poprowadzenie sprawy szybko i tak, by winnego złapano, zanim będzie konieczne szukanie dodatkowej osoby, a także przekonanie ofiary do zeznań, by te od Dory nie były potrzebne. Musiała też właściwie sformułować raporty i spróbować zaangażować w sprawę Brygadzistów z Zakonu, ale to były rzeczy, którymi Jasper nie musiał łamać sobie głowy: wystarczyło, że zgodził się współpracować. Ryzykował do pewnego stopnia, była więc mu wdzięczna.
– Widzisz, oni też zapamiętają was w ten sposób. A za dwa dni nie będą pamiętać wcale. – Ktoś z chorobą Milforda nie pracowałby przecież na kuchni. Kelnerka w każdym razie była najmniejszym ze zmartwień Brenny. Wypytywała ludzi o różne sprawy dostatecznie często, aby wiedzieć, że jeśli nie trąci odpowiednich strun, Dora zostanie zapomniana. – Wezmę to śledztwo lub poproszę, żeby zajął się jeden z moich przyjaciół. Jeśli się u ciebie pojawi, uprzedzi, że przyszedł ode mnie. Jutro wieczorem mogę porozmawiać z tą dziewczyną, do tego czasu będę miała rejestry wampirów z odpowiedniego departamentu. Prawdopodobnie nie będziesz na razie potrzebny w śledztwie, ale jeżeli przyjdzie do procesu, być może będziesz musiał zeznawać przed Wizengamotem. Będę się starała załatwić to tak, aby nie było to konieczne.
Nie chciała stawiać chłopaka w takiej sytuacji, a gdyby do tego doszło, zamierzała trzymać się zasady: jak najmniej kłamstw. Znajoma, Dora, pomogła, przestraszyła się wampira i potem znikła, nie ma z nią kontaktu, nie wie, gdzie mieszka. Skupienie na wampirze. Ale jeśli ten zaatakował raz, może były i inne razy i uda się go jakoś powiązać z innymi wypadkami… a i dziewczyna ze szpitala być może zechce zeznawać?
– W takim razie nie wspominaj o niej na razie nikomu. Jeśli przyszedłby do ciebie ktoś z ministerstwa, powiedz, że pomagała ci Dora, ale nie pamiętasz jej nazwiska, dawna znajoma, wpadliście na siebie na moment przypadkiem – poinstruowała, szukając wersji najbliższej prawdy, która najmniej mogła wywołać kłopotów, zwłaszcza że istniała fałszywa tożsamość Dorothei Standford, która miała odpowiednie dokumenty i poręczenie całkiem sporego grona osób, że to ich krewna z zagranicy. Brenna jednak bardzo nie chciała, aby nazwisko Dory, obojętnie czy fałszywe, czy prawdziwe, gdzieś wypłynęło. Sztuką było więc poprowadzenie sprawy szybko i tak, by winnego złapano, zanim będzie konieczne szukanie dodatkowej osoby, a także przekonanie ofiary do zeznań, by te od Dory nie były potrzebne. Musiała też właściwie sformułować raporty i spróbować zaangażować w sprawę Brygadzistów z Zakonu, ale to były rzeczy, którymi Jasper nie musiał łamać sobie głowy: wystarczyło, że zgodził się współpracować. Ryzykował do pewnego stopnia, była więc mu wdzięczna.
– Widzisz, oni też zapamiętają was w ten sposób. A za dwa dni nie będą pamiętać wcale. – Ktoś z chorobą Milforda nie pracowałby przecież na kuchni. Kelnerka w każdym razie była najmniejszym ze zmartwień Brenny. Wypytywała ludzi o różne sprawy dostatecznie często, aby wiedzieć, że jeśli nie trąci odpowiednich strun, Dora zostanie zapomniana. – Wezmę to śledztwo lub poproszę, żeby zajął się jeden z moich przyjaciół. Jeśli się u ciebie pojawi, uprzedzi, że przyszedł ode mnie. Jutro wieczorem mogę porozmawiać z tą dziewczyną, do tego czasu będę miała rejestry wampirów z odpowiedniego departamentu. Prawdopodobnie nie będziesz na razie potrzebny w śledztwie, ale jeżeli przyjdzie do procesu, być może będziesz musiał zeznawać przed Wizengamotem. Będę się starała załatwić to tak, aby nie było to konieczne.
Nie chciała stawiać chłopaka w takiej sytuacji, a gdyby do tego doszło, zamierzała trzymać się zasady: jak najmniej kłamstw. Znajoma, Dora, pomogła, przestraszyła się wampira i potem znikła, nie ma z nią kontaktu, nie wie, gdzie mieszka. Skupienie na wampirze. Ale jeśli ten zaatakował raz, może były i inne razy i uda się go jakoś powiązać z innymi wypadkami… a i dziewczyna ze szpitala być może zechce zeznawać?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.