20.08.2024, 16:02 ✶
- A nie istnieje jakaś możliwość, że ją zobaczyła bo coś jej dosypano do herbaty? Nie jestem specjalistą, ale na Beltane stoisko właśnie kowenu miało te swoje doprawiane napoje - zasugerował, przyglądając się Sebastianowi przez chwilę. Niby mówił to z obojętną miną, ale mimowolnie spojrzenie uciekło w bok, przelotnie prześlizgując się po twarzy Brenny na wspomnienie wydarzeń z majowego święta. Skoro ktoś serwował tam amortencję, to równie dobrze mógł dorzucić co halucynogennego do herbatek i na Lithcie.
Nie mogło być zbyt spokojnie i w końcu dobiegł ich czyjś okrzyk, gdzieś zza jednego z wielkich kamieni. Bulstrode instynktownie odwrócił twarz w tamtym kierunku, lustrując wyłaniającą się kobietę uważnym spojrzeniem. Machinalnie też próbował zerknąć na otaczające ją barwy, ale w odpowiedzi na to zwyczajnie zmarszczył brwi. Rozpościerające się dookoła niej halo drżało delikatnie i nawet jeśli mógł to zrzucić zwyczajnie na emocje które targały kobietą, coś w tym wszystkim było zwyczajnie niewłaściwego. Nie był jednak w stanie w pierwszym odruchu wyłapać w czym właściwie był problem.
- Nie obrazi się pani, jeśli zobaczymy dokumenty z jakiego departamentu pani jest? Pełno ludzi próbuje się tu kręcić, a przezorny zawsze ubezpieczony... - zwrócił się do kobiety lekkim tonem, uśmiechając przy tym jakby przepraszająco, że w ogóle chce weryfikować takie rzeczy. Przez moment jeszcze przyglądał się jej, albo raczej temu co ją otaczało. Szybko jednak jego spojrzenie uciekło na Sebastiana i Brennę, kiedy to ich aurze spróbował się przyjrzeć i ocenić, czy zachowywała się w taki sam sposób jak ta otaczająca nieznajomą. Może to była aura tego miejsca, a może chodziło o samą kobietę.
Sebastiana w tym momencie, i całego jego wywodu wywołanego przez Brennę, nie słuchał teraz zbytnio. Cokolwiek Macmillan miał w tym momencie do powiedzenia może i było ciekawe, ale Bulstrode niekoniecznie miał ochotę na filozoficzne rozważania na temat tego czy duch może zabić czy też nie. Magia mogła zabić. Noże mogły zabić. Nawet małe dziecko wystrzelone z odpowiednią prędkością mogło zabić, więc czemu nie duchy?
Nie mogło być zbyt spokojnie i w końcu dobiegł ich czyjś okrzyk, gdzieś zza jednego z wielkich kamieni. Bulstrode instynktownie odwrócił twarz w tamtym kierunku, lustrując wyłaniającą się kobietę uważnym spojrzeniem. Machinalnie też próbował zerknąć na otaczające ją barwy, ale w odpowiedzi na to zwyczajnie zmarszczył brwi. Rozpościerające się dookoła niej halo drżało delikatnie i nawet jeśli mógł to zrzucić zwyczajnie na emocje które targały kobietą, coś w tym wszystkim było zwyczajnie niewłaściwego. Nie był jednak w stanie w pierwszym odruchu wyłapać w czym właściwie był problem.
- Nie obrazi się pani, jeśli zobaczymy dokumenty z jakiego departamentu pani jest? Pełno ludzi próbuje się tu kręcić, a przezorny zawsze ubezpieczony... - zwrócił się do kobiety lekkim tonem, uśmiechając przy tym jakby przepraszająco, że w ogóle chce weryfikować takie rzeczy. Przez moment jeszcze przyglądał się jej, albo raczej temu co ją otaczało. Szybko jednak jego spojrzenie uciekło na Sebastiana i Brennę, kiedy to ich aurze spróbował się przyjrzeć i ocenić, czy zachowywała się w taki sam sposób jak ta otaczająca nieznajomą. Może to była aura tego miejsca, a może chodziło o samą kobietę.
Sebastiana w tym momencie, i całego jego wywodu wywołanego przez Brennę, nie słuchał teraz zbytnio. Cokolwiek Macmillan miał w tym momencie do powiedzenia może i było ciekawe, ale Bulstrode niekoniecznie miał ochotę na filozoficzne rozważania na temat tego czy duch może zabić czy też nie. Magia mogła zabić. Noże mogły zabić. Nawet małe dziecko wystrzelone z odpowiednią prędkością mogło zabić, więc czemu nie duchy?