20.08.2024, 18:13 ✶
– Masz rację, piwnicę też sprawdzimy – zgodziła się Brenna.
Gdy znalazły się w środku, nie słyszała kroków. Wbiła wzrok w schody, oceniając ich stan: nie wyglądały najlepiej, a wyglądało na to, że drugie piętro spustoszyły płomienie, a choć pierwsze się trzymało, to na klatkę schodową ogień też kiedyś musiał dotrzeć. Wahała się więc, czy w ogóle próbować tam wchodzić i ryzykować, że stopnie się zawalą. Powinny sprawdzić cały budynek, ale być może należało zacząć od innych części budynku…?
– Musimy znaleźć jakiś sposób, żeby obłożyć twoją miotłę zaklęciem pomniejszająco – zwiększającym – stwierdziła w zamyśleniu, bo pomyślała, że możliwość przelecenia nad tymi schodami bardzo by się przydała, ale ciężko było transportować miotłę do niemagicznego Londynu.
Słowa wypowiedziała dokładnie w tej chwili, w której Heather usłyszała kroki – nie zareagowała na te, zupełnie jakby ich nie usłyszała.
Bo faktycznie nie słyszała.
Może przez odległość, a może dlatego, że jej uszu dobiegł inny dźwięk, przypominający trochę łkanie, który dobiegał gdzieś z góry. Brenna postawiła stopę na pierwszym stopniu, decydując się zaryzykować, bo przecież musiała sprawdzić, czy dobrze słyszy, czy nie mamią ją zmysły – bo ten płacz był bardzo cichy, równie dobrze wiatr mógł zawodzić za oknem albo miauczeć jakiś bezpański kociak (nie że potrafiłaby tu zostawić bezpańskiego, przerażonego kotka). Ale co jeśli to któryś z Brygadzistów, może ranny? Albo doszło tutaj faktycznie do walki i jeden z jej uczestników wymagał pilnej pomocy? Zamarła jednak, słysząc przekleństwo Heather, i odwróciła się, odruchowo unosząc różdżkę.
– Heath? – padło pytająco, jakby chciała się upewnić, czy wszystko w porządku. Spojrzenie wbiła w mrok na dole, nie dostrzegała jednak niczego – może dlatego, że była wyżej niż Wood?
Bo młoda Brygadzistka nie dostrzegła wprawdzie nikogo na schodach, ale usłyszała kolejne skrzypnięcie. A potem ujrzała cienie, poruszające się powoli na parterze, ledwo widoczne w tym mroku. Ciemność w niektórych miejscach zdawała się głębsza. I ruszała się. Pochłaniała powoli podłogę, zalewała ją, kamień przestawał być powoli widoczny.
Mrok zalał pierwszy schodek.
Gdy znalazły się w środku, nie słyszała kroków. Wbiła wzrok w schody, oceniając ich stan: nie wyglądały najlepiej, a wyglądało na to, że drugie piętro spustoszyły płomienie, a choć pierwsze się trzymało, to na klatkę schodową ogień też kiedyś musiał dotrzeć. Wahała się więc, czy w ogóle próbować tam wchodzić i ryzykować, że stopnie się zawalą. Powinny sprawdzić cały budynek, ale być może należało zacząć od innych części budynku…?
– Musimy znaleźć jakiś sposób, żeby obłożyć twoją miotłę zaklęciem pomniejszająco – zwiększającym – stwierdziła w zamyśleniu, bo pomyślała, że możliwość przelecenia nad tymi schodami bardzo by się przydała, ale ciężko było transportować miotłę do niemagicznego Londynu.
Słowa wypowiedziała dokładnie w tej chwili, w której Heather usłyszała kroki – nie zareagowała na te, zupełnie jakby ich nie usłyszała.
Bo faktycznie nie słyszała.
Może przez odległość, a może dlatego, że jej uszu dobiegł inny dźwięk, przypominający trochę łkanie, który dobiegał gdzieś z góry. Brenna postawiła stopę na pierwszym stopniu, decydując się zaryzykować, bo przecież musiała sprawdzić, czy dobrze słyszy, czy nie mamią ją zmysły – bo ten płacz był bardzo cichy, równie dobrze wiatr mógł zawodzić za oknem albo miauczeć jakiś bezpański kociak (nie że potrafiłaby tu zostawić bezpańskiego, przerażonego kotka). Ale co jeśli to któryś z Brygadzistów, może ranny? Albo doszło tutaj faktycznie do walki i jeden z jej uczestników wymagał pilnej pomocy? Zamarła jednak, słysząc przekleństwo Heather, i odwróciła się, odruchowo unosząc różdżkę.
– Heath? – padło pytająco, jakby chciała się upewnić, czy wszystko w porządku. Spojrzenie wbiła w mrok na dole, nie dostrzegała jednak niczego – może dlatego, że była wyżej niż Wood?
Bo młoda Brygadzistka nie dostrzegła wprawdzie nikogo na schodach, ale usłyszała kolejne skrzypnięcie. A potem ujrzała cienie, poruszające się powoli na parterze, ledwo widoczne w tym mroku. Ciemność w niektórych miejscach zdawała się głębsza. I ruszała się. Pochłaniała powoli podłogę, zalewała ją, kamień przestawał być powoli widoczny.
Mrok zalał pierwszy schodek.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.