20.08.2024, 23:54 ✶
– To dobrze. To jeszcze lepiej. Świetnie. Na pewno? Mi też tak kiedyś powiedzieli, dobra robota, moja krew. W sumie to właśnie i tak siedziałeś. Nawet szyja? Ale jeśli coś cię zaboli to pójdziemy. I czujesz mrowienie? A powiedziałeś im o takiej możliwości? No dobrze. Odpoczynek nie musi oznaczać spania. Tak tylko się kontrolnie pytam. – Wyglądało jednak na to, że Jessie naprawdę żył i miał żyć, co rozwiązywało jedynie połowę jego zmartwień. Machnął ręką i uśmiechnął się do niego dla podkreślenia słów, które miał zaraz powiedzieć. – Tak, wszystko w porządku. Nie byłem tam w sprawach zdrowotnych. Po prostu musimy coś dogadać w pracy z uzdrowicielami. Zapotrzebowania na zamienniki i inne takie. – Obecnie jedna z pilniejszych rzeczy w całym biurze, a przynajmniej taka, która zajmowała wszystkim najwięcej przestrzeni w głowie, ale na obecną chwilę nie było to takie istotne.
– Dobrze. To dobrze – powiedział, chociaż nie uważał, by ta sytuacja klasyfikowała się jako dobrze, a co gorsza brzmiała ona tak, jak coś w co on mógłby się wpakować, a potem zapewniać wszystkich, że nic mu się nie stało. dopiero w tym momencie przypomniał sobie, że był z nimi ktoś jeszcze. Jonathan uśmiechnął się po raz kolejny i przywitał się z wesołym psem, który był zachwycony tym, że teraz miał przy sobie dwóch człowieków, zamiast jednego, nawet jeśli po chwili stracił zainteresowanie Selwynem i wrócił do swojego pana.
Razem we trójkę udali się do mieszkania rodziny Kelly, ale gdy tylko weszli do kuchni Jonathan stanowczo oznajmił, że Jessie ma usiąść, a on machnięciem różdżki zaczął parzyć wodę na herbatę.
To nie było nic wielkiego.
A co jeśli było? Co jeśli Jonathan znał tego wampira? Albo tamten wampir znał tamtego wampira? Albo był to jedynie przypadkowy wampir, ale wrednie postanowi przyczepić się do Jessiego, a Ministerstwo Magii zawiedzie, tak jak do tej pory zawodziło raz po raz w walce ze Śmierciożercami?
– Jessie – zaczął, tonem głosy, jakby rozpoczynał kolejną z pogawędek. – Pamiętasz jak wyglądał ten wampir?
– Dobrze. To dobrze – powiedział, chociaż nie uważał, by ta sytuacja klasyfikowała się jako dobrze, a co gorsza brzmiała ona tak, jak coś w co on mógłby się wpakować, a potem zapewniać wszystkich, że nic mu się nie stało. dopiero w tym momencie przypomniał sobie, że był z nimi ktoś jeszcze. Jonathan uśmiechnął się po raz kolejny i przywitał się z wesołym psem, który był zachwycony tym, że teraz miał przy sobie dwóch człowieków, zamiast jednego, nawet jeśli po chwili stracił zainteresowanie Selwynem i wrócił do swojego pana.
Razem we trójkę udali się do mieszkania rodziny Kelly, ale gdy tylko weszli do kuchni Jonathan stanowczo oznajmił, że Jessie ma usiąść, a on machnięciem różdżki zaczął parzyć wodę na herbatę.
To nie było nic wielkiego.
A co jeśli było? Co jeśli Jonathan znał tego wampira? Albo tamten wampir znał tamtego wampira? Albo był to jedynie przypadkowy wampir, ale wrednie postanowi przyczepić się do Jessiego, a Ministerstwo Magii zawiedzie, tak jak do tej pory zawodziło raz po raz w walce ze Śmierciożercami?
– Jessie – zaczął, tonem głosy, jakby rozpoczynał kolejną z pogawędek. – Pamiętasz jak wyglądał ten wampir?