21.08.2024, 00:11 ✶
Drgnęła, gdy uświadomiła sobie, iż wypowiedziany na głos wniosek, który był adresowany bardziej do niej samej, aniżeli do ojca, został przez niego wysłuchany. Jego pytanie było na tyle podejrzane, że Scarlett domyślała się, że odpowiedź może nieść konsekwencje.
-Pewnie coś napomknął... - zreflektowała się, przeczesując dłonią włosy. Może i z bratem nie dzieliła ciepłych relacji, a w zasadzie to żadnych, no ale kapować nie będzie.
-Bardzo możliwe, że Charlie także mówił mi o tym gdzie jedzie Leo... i to nie raz... - westchnęła, mieszając w cały ten incydent młodszego z braci, aby uwiarygodnić to, że Leonard jednak oświecił ją gdzie wybywa. W zasadzie mało ją to interesowało. Jedyne co się zmieniło to fakt, że nie mija go czasami przypadkiem w drzwiach. Ani grzeje, ani mrozi.
-Wspomniałam Ci, że z Fridą jest źle... pracuje od świtu do zmierzchu i... mogłam nie do końca być przytomna. W zasadzie to ostatnio prócz pracy... mało ogarniam... - wyznała z głupim uśmiechem, na powrót podchodząc do ojca, aby na niego spojrzeć.
Kolejny raz oparła się o biurko, obserwując jak ten układa dokumenty.
Na wieść, że zamiast listu z decyzją, jej bracia sami się wysłali do Londynu, dziewczyna się zaśmiała.
-Musiałeś się nieco zdziwić, hm? - mruknęła z uśmiechem - Wuj również. No ale co do zasady, pewnie wybór potraktowali jako zaproszenie... Sophi z pewnością się ucieszyła, więc nie ma tego złego - delikatnie wzruszyła ramionami. Ta, jeśli po kimś spodziewała się entuzjastycznej reakcji to była to właśnie jej kuzynka.
-Nie mogę wpakować się w kłopoty... no bo... -na jej usta wpłynął niewinny, acz zaczepny uśmiech- nie ma obok mnie mojego wybitnego w swym fachu aurora - zagaiła, przenosząc wzrok na ojca. Ta żartobliwa wypowiedź kryła w sobie więcej prawdy, aniżeli mogłoby się wydawać. Nie miała zamiaru się pakować w kłopoty. A jednak to właśnie ojciec był tym, który pomagał jej papierkom pozostać czystymi. Co prawda ponosiła konsekwencje, ale nie prawne. Po jednym z większych wybryków wziął ją na poważną rozmowę i był to ostatni jej wybryk.
Czy żałowała go? Nie. I wiedziała, że Richard zdaje sobie z tego sprawę. Wiedział też, już wtedy, że Scarlett nie przeprosi tej dziewczyny. Mogła przeprosić swojego ojca, jej rodziców, ale nie jej samej. To była kwestia dumy i honoru. Scarlett odznaczała się lwią dumą, a tego typu przeprosiny byłyby ujmą. To nie tak, że nie potrafi przeprosić, po prostu w jej mniemaniu dziewczyna zasłużyła na to co ją spotkało, a przeprosiny byłyby przyzwoleniem aby obrażać jej rodzinę. Gdyby mogła cofnąć czas postąpiłaby tak samo. No, może wtedy rozbiłaby jej twarzą nie jedno, a oba lustra, skoro byłoby to jej ostatnie przewinienie. Także nie żałowała, ale Richard wiedział również, że ich rozmowa pomogła jej w jakiś sposób wydorośleć.
Wyciągnęła lekcje z ów zdarzenia, a w zasadzie nie tyle z samego zdarzenia, co z rozmowy ze swoim ojcem.
Drgnęła, wracając myślami do gabinetu, a tym samym do pytania na temat przyszłości
-Cóż... Frida o swojej śmierci mówi często. Dzieci pochowała, gdy te były małe - skrzywiła się delikatnie - nie ma żadnej rodziny... Mówiła, że jestem dla niej niczym wnuczka, której nigdy nie miała i chce mi to wszystko zostawić... - zaraz westchnęła, zjeżdżając spojrzeniem na podłogę-Gdy odmówiłam bo było to nagłe i niekomfortowe, powiedziała, że to jej ostatnia wola, nie moja, więc mam się nie wtrącać. A tak poza tym to chce z tobą porozmawiać na ten temat, bo ja bredzę z powodu wyrzutów sumienia- ostatnie zdanie to był bardziej obrażony pomruk.
Nie wiedziała co dalej. Teoretycznie mogłaby spokojnie wciąż ciągnąć działalność, ale bez Fridy zostałaby tam całkiem sama.
Lubiła swoją prace, a jednak jej cała rodzina wyjechała, Frida wkrótce umrze, a przyjaciele rozbiegli się po całym świecie. Został jej Bucik i skrzat.
-Także... nie wiem, tato. Gdy umrze zajmę się pogrzebem, a po tym... nie jestem pewna. Bez Fridy to nie to samo, poza tym... nie wiem czy chce tu zostać sama... no bo... - ponownie przeniosła wzrok na ojca -Ani ty, ani Charlie nie zamierzacie wrócić, prawda? -zapytała, po raz kolejny przeczesując dłonią włosy - Chyba dam sobie chwilę, aby to przemyśleć i się z tym wszystkim oswoić... Nawet jeśli po niej to przejmę, nie chce przyjmować klientów świeżo po jej śmierci. Szczególnie, że niezależnie od tego jaka jest prawda, mogłyby zacząć krążyć plotki, że pomogłam jej odejść na tamten świat, a to średnio wpływa na renomę - wymruczała, przewracając oczyma. Niestety tak właśnie było. Było to frustrujące, przecież nie zabiłaby własnej mentorki, a jednak ludzie lubią tworzyć sobie historyjki i legendy wyssane z palca.
-Pewnie coś napomknął... - zreflektowała się, przeczesując dłonią włosy. Może i z bratem nie dzieliła ciepłych relacji, a w zasadzie to żadnych, no ale kapować nie będzie.
-Bardzo możliwe, że Charlie także mówił mi o tym gdzie jedzie Leo... i to nie raz... - westchnęła, mieszając w cały ten incydent młodszego z braci, aby uwiarygodnić to, że Leonard jednak oświecił ją gdzie wybywa. W zasadzie mało ją to interesowało. Jedyne co się zmieniło to fakt, że nie mija go czasami przypadkiem w drzwiach. Ani grzeje, ani mrozi.
-Wspomniałam Ci, że z Fridą jest źle... pracuje od świtu do zmierzchu i... mogłam nie do końca być przytomna. W zasadzie to ostatnio prócz pracy... mało ogarniam... - wyznała z głupim uśmiechem, na powrót podchodząc do ojca, aby na niego spojrzeć.
Kolejny raz oparła się o biurko, obserwując jak ten układa dokumenty.
Na wieść, że zamiast listu z decyzją, jej bracia sami się wysłali do Londynu, dziewczyna się zaśmiała.
-Musiałeś się nieco zdziwić, hm? - mruknęła z uśmiechem - Wuj również. No ale co do zasady, pewnie wybór potraktowali jako zaproszenie... Sophi z pewnością się ucieszyła, więc nie ma tego złego - delikatnie wzruszyła ramionami. Ta, jeśli po kimś spodziewała się entuzjastycznej reakcji to była to właśnie jej kuzynka.
-Nie mogę wpakować się w kłopoty... no bo... -na jej usta wpłynął niewinny, acz zaczepny uśmiech- nie ma obok mnie mojego wybitnego w swym fachu aurora - zagaiła, przenosząc wzrok na ojca. Ta żartobliwa wypowiedź kryła w sobie więcej prawdy, aniżeli mogłoby się wydawać. Nie miała zamiaru się pakować w kłopoty. A jednak to właśnie ojciec był tym, który pomagał jej papierkom pozostać czystymi. Co prawda ponosiła konsekwencje, ale nie prawne. Po jednym z większych wybryków wziął ją na poważną rozmowę i był to ostatni jej wybryk.
Czy żałowała go? Nie. I wiedziała, że Richard zdaje sobie z tego sprawę. Wiedział też, już wtedy, że Scarlett nie przeprosi tej dziewczyny. Mogła przeprosić swojego ojca, jej rodziców, ale nie jej samej. To była kwestia dumy i honoru. Scarlett odznaczała się lwią dumą, a tego typu przeprosiny byłyby ujmą. To nie tak, że nie potrafi przeprosić, po prostu w jej mniemaniu dziewczyna zasłużyła na to co ją spotkało, a przeprosiny byłyby przyzwoleniem aby obrażać jej rodzinę. Gdyby mogła cofnąć czas postąpiłaby tak samo. No, może wtedy rozbiłaby jej twarzą nie jedno, a oba lustra, skoro byłoby to jej ostatnie przewinienie. Także nie żałowała, ale Richard wiedział również, że ich rozmowa pomogła jej w jakiś sposób wydorośleć.
Wyciągnęła lekcje z ów zdarzenia, a w zasadzie nie tyle z samego zdarzenia, co z rozmowy ze swoim ojcem.
Drgnęła, wracając myślami do gabinetu, a tym samym do pytania na temat przyszłości
-Cóż... Frida o swojej śmierci mówi często. Dzieci pochowała, gdy te były małe - skrzywiła się delikatnie - nie ma żadnej rodziny... Mówiła, że jestem dla niej niczym wnuczka, której nigdy nie miała i chce mi to wszystko zostawić... - zaraz westchnęła, zjeżdżając spojrzeniem na podłogę-Gdy odmówiłam bo było to nagłe i niekomfortowe, powiedziała, że to jej ostatnia wola, nie moja, więc mam się nie wtrącać. A tak poza tym to chce z tobą porozmawiać na ten temat, bo ja bredzę z powodu wyrzutów sumienia- ostatnie zdanie to był bardziej obrażony pomruk.
Nie wiedziała co dalej. Teoretycznie mogłaby spokojnie wciąż ciągnąć działalność, ale bez Fridy zostałaby tam całkiem sama.
Lubiła swoją prace, a jednak jej cała rodzina wyjechała, Frida wkrótce umrze, a przyjaciele rozbiegli się po całym świecie. Został jej Bucik i skrzat.
-Także... nie wiem, tato. Gdy umrze zajmę się pogrzebem, a po tym... nie jestem pewna. Bez Fridy to nie to samo, poza tym... nie wiem czy chce tu zostać sama... no bo... - ponownie przeniosła wzrok na ojca -Ani ty, ani Charlie nie zamierzacie wrócić, prawda? -zapytała, po raz kolejny przeczesując dłonią włosy - Chyba dam sobie chwilę, aby to przemyśleć i się z tym wszystkim oswoić... Nawet jeśli po niej to przejmę, nie chce przyjmować klientów świeżo po jej śmierci. Szczególnie, że niezależnie od tego jaka jest prawda, mogłyby zacząć krążyć plotki, że pomogłam jej odejść na tamten świat, a to średnio wpływa na renomę - wymruczała, przewracając oczyma. Niestety tak właśnie było. Było to frustrujące, przecież nie zabiłaby własnej mentorki, a jednak ludzie lubią tworzyć sobie historyjki i legendy wyssane z palca.