21.08.2024, 00:52 ✶
Electra czuła się trochę dziwnie odwiedzając mamę na wsi. Co prawda rodzicielka często wysyłała jej listy (i pieniądze), ale dziewczyna zdążyła już się odzwyczaić od interakcji z nią. Szczerze mówiąc, ostatni rok mieszkania wyłącznie z braćmi i Cerberem był najlepszym okresem w jej życiu. Kiedy była mała, w domu zawsze panowała napięta atmosfera, spowodowana wzajemną niechęcią ojca i matki. Z tego powodu z utęsknieniem wyczekiwała powrotów Basila i Icarusa z Hogwartu. Wtedy wreszcie czuła się mniej samotna, mając z kim się bawić i rozmawiać. Nawet jeśli chłopaków denerwowało, że młodsza siostrzyczka cały czas się do nich przylepiała, to nigdy nie dali tego po sobie poznać. Teraz, kiedy już dorosła, ich trójka dogadywała się naprawdę dobrze. Tym, co zdecydowanie pomogło, był brak rodziców, których obecność zawsze kładła się cieniem nad interakcjami dzieci. Electra nigdy nie przyznałaby się do tego na głos, ale w głębi serca uważała, że śmierć ojca pozwoliła im wszystkim odetchnąć z ulgą (może poza Icarusem). Mama mogła teraz żyć tak jak chciała, bez konieczności odgrywania roli idealnej żony. W sumie nic dziwnego, że po tych ciężkich latach spędzonych w Londynie chciała zupełnie zmienić środowisko. Domek na wsi, który mogła udekorować według własnego gustu, wydawał się być idealną ostoją.
Wielokolorowe słoneczniki nie zdziwiły zbytnio Electry. Wbrew pozorom, mama lubiła eksperymentować z niecodziennymi połączeniami kształtów i kolorów. Ta awangardowość była jedną z niewielu rzeczy, które łączyły matkę i córkę, chociaż wychowana w konserwatywnej rodzinie Elise nie zawsze mogła znaleźć ujście dla swojej kreatywnej ekspresji. Teraz jednak była wolna od oceniających spojrzeń sąsiadów i mogła zmieniać kolory kwiatków w przydomowym ogrodzie według własnego uznania. Electra pogładziła delikatnie płatki słonecznika o miedzianym kolorze.
– Najwyraźniej, ale są całkiem ładne. Może będziemy mogli zabrać mały bukiet i postawić w salonie?
Kiedy kobieta wyszła ich przywitać, Electra odwzajemniła przytulenie lekkim uściskiem. Będąc tak blisko, mogła poczuć jej perfumy oraz inny zapach, którego się nie spodziewała.
– Świetnie wyglądasz mamo. U nas jak zawsze wszystko w porządku. Na kiermaszu było dużo ludzi, ale dało się normalnie zrobić zakupy. – kwestię bójek na peniso-świeczki zdecydowała się na razie pominąć.
– To dobrze, dobrze. Mam nadzieję, że udało wam się zdobyć wszystko, czego potrzebowaliście?
Nie umknął jej krytyczny wyraz twarzy, który zrobiła na widok stroju córki. Fakt, że mama lubiła niecodzienne kombinacje, nie oznaczał, że spodobałaby się jej moda z Carnaby Street. Electra musiała przed wyjściem zostawić swój zielony kombinezon i bułgarską chustę. A że jak zawsze zbierała się na ostatnią chwilę, przebrała się w pierwszy lepszy T-shirt i jeansowe szorty. Teraz trochę żałowała, że nie przygotowała sobie jakiejś sukienki.
Po zaproszeniu ich do środka, mama nawet nie czekała na odpowiedź i od razu zabrała się za przygotowywanie herbaty i przekąsek. Electra i Basil weszli do przedsionka, w którym ten charakterystyczny zapach był jeszcze intensywniejszy. Dziewczyna nachyliła się do brata, żeby zadać mu pytanie szeptem.
– Ej...czy ty też czujesz zioło?
Wielokolorowe słoneczniki nie zdziwiły zbytnio Electry. Wbrew pozorom, mama lubiła eksperymentować z niecodziennymi połączeniami kształtów i kolorów. Ta awangardowość była jedną z niewielu rzeczy, które łączyły matkę i córkę, chociaż wychowana w konserwatywnej rodzinie Elise nie zawsze mogła znaleźć ujście dla swojej kreatywnej ekspresji. Teraz jednak była wolna od oceniających spojrzeń sąsiadów i mogła zmieniać kolory kwiatków w przydomowym ogrodzie według własnego uznania. Electra pogładziła delikatnie płatki słonecznika o miedzianym kolorze.
– Najwyraźniej, ale są całkiem ładne. Może będziemy mogli zabrać mały bukiet i postawić w salonie?
Kiedy kobieta wyszła ich przywitać, Electra odwzajemniła przytulenie lekkim uściskiem. Będąc tak blisko, mogła poczuć jej perfumy oraz inny zapach, którego się nie spodziewała.
– Świetnie wyglądasz mamo. U nas jak zawsze wszystko w porządku. Na kiermaszu było dużo ludzi, ale dało się normalnie zrobić zakupy. – kwestię bójek na peniso-świeczki zdecydowała się na razie pominąć.
– To dobrze, dobrze. Mam nadzieję, że udało wam się zdobyć wszystko, czego potrzebowaliście?
Nie umknął jej krytyczny wyraz twarzy, który zrobiła na widok stroju córki. Fakt, że mama lubiła niecodzienne kombinacje, nie oznaczał, że spodobałaby się jej moda z Carnaby Street. Electra musiała przed wyjściem zostawić swój zielony kombinezon i bułgarską chustę. A że jak zawsze zbierała się na ostatnią chwilę, przebrała się w pierwszy lepszy T-shirt i jeansowe szorty. Teraz trochę żałowała, że nie przygotowała sobie jakiejś sukienki.
Po zaproszeniu ich do środka, mama nawet nie czekała na odpowiedź i od razu zabrała się za przygotowywanie herbaty i przekąsek. Electra i Basil weszli do przedsionka, w którym ten charakterystyczny zapach był jeszcze intensywniejszy. Dziewczyna nachyliła się do brata, żeby zadać mu pytanie szeptem.
– Ej...czy ty też czujesz zioło?