21.08.2024, 01:49 ✶
Jonathan spojrzał na nią jedynie, a potem ponownie ułożył się na trawie z rękami pod głową.
– I jesteś pewna, że nie przewidziała takiej sytuacji i nie powiedziała twojemu ojcu, że na jej pogrzebie ma mówić, że jej ostatnim życzeniem było, aby córką wyszła za mąż? – spytał niby to żartem, ale znając matkę Charlotte nie byłoby to niemożliwe. Zresztą jak bardzo nie kochałby (po przyjacielsku) samej Lottie, tak nie miał zielonego pojęcia, czy w tym momencie żartowała, czy też mówiła na poważnie. Bo przecież gdy Charlotte Crouch wspominała o morderstwie należało się liczyć z tym, że gdzieś z tyłu głowy, w wolnym czasie, już planuje jego wszystkie szczegóły.
Sam nawet nie był, aż tak wściekły na swoich rodziców. To znaczy... Miał do nich pretensje, oh zdecydowanie miał do nich pretensje, a zwłaszcza do hipokryzji jego matki, ale gdzieś tam nawet rozumiał, że chcieli dla nich jak najlepiej i byli z siebie szczerze dumni, że udało im się wszystko załatwić tak, aby ich syn skończył żeniąc się z kimś, kogo autentycznie lubił. Chyba nawet zakładali, że Jonathan będzie z tego powodu przeszczęśliwy. Tylko, że nie był. Miał takie wewnętrzne przeczucie, motywowane nie jasnowidzeniem, a znajomością wielu dramatów, że to małżeństwo nie skończyłoby się dobrze. Że byłoby pelne frustracji, że ktoś zdecydował za nich i wtrącających się w ich życie rodziców, co mogłoby ostatecznie doprowadzić do rozpadu tej przyjaźni, a tego by chyba nie przeżył. Nie po to przecież próbował kiedyś przekonać skrzaty w Hogwarcie, aby wniosły łóżko godne księżniczki (z baldachimem!) do jej pokoju, aby teraz to wszystko tracić!
– A jak Ned? – spytał zerkając w jej stronę, a w jego głosie dało się słyszeć zmartwienie, bo nawet jeśli Jonathan uważał, że to on był głównym męskim bohaterem tej tragedii, tak nie zazdrościł tej sytuacji Nedowi Kelly. – Wiesz. Jeśli... Jeśli dojdzie do tego... Ślubu, to ja nie mam nic przeciwko temu, abyście dalej byli razem.
Coś przecież wymyślą. Zawsze potrafili coś wymyślić. Przecież po to właśnie były zawierane w Hogwarcie przyjaźnie, prawda? Aby w sytuacjach takich, jak ta razem coś wykombinować.
– I jesteś pewna, że nie przewidziała takiej sytuacji i nie powiedziała twojemu ojcu, że na jej pogrzebie ma mówić, że jej ostatnim życzeniem było, aby córką wyszła za mąż? – spytał niby to żartem, ale znając matkę Charlotte nie byłoby to niemożliwe. Zresztą jak bardzo nie kochałby (po przyjacielsku) samej Lottie, tak nie miał zielonego pojęcia, czy w tym momencie żartowała, czy też mówiła na poważnie. Bo przecież gdy Charlotte Crouch wspominała o morderstwie należało się liczyć z tym, że gdzieś z tyłu głowy, w wolnym czasie, już planuje jego wszystkie szczegóły.
Sam nawet nie był, aż tak wściekły na swoich rodziców. To znaczy... Miał do nich pretensje, oh zdecydowanie miał do nich pretensje, a zwłaszcza do hipokryzji jego matki, ale gdzieś tam nawet rozumiał, że chcieli dla nich jak najlepiej i byli z siebie szczerze dumni, że udało im się wszystko załatwić tak, aby ich syn skończył żeniąc się z kimś, kogo autentycznie lubił. Chyba nawet zakładali, że Jonathan będzie z tego powodu przeszczęśliwy. Tylko, że nie był. Miał takie wewnętrzne przeczucie, motywowane nie jasnowidzeniem, a znajomością wielu dramatów, że to małżeństwo nie skończyłoby się dobrze. Że byłoby pelne frustracji, że ktoś zdecydował za nich i wtrącających się w ich życie rodziców, co mogłoby ostatecznie doprowadzić do rozpadu tej przyjaźni, a tego by chyba nie przeżył. Nie po to przecież próbował kiedyś przekonać skrzaty w Hogwarcie, aby wniosły łóżko godne księżniczki (z baldachimem!) do jej pokoju, aby teraz to wszystko tracić!
– A jak Ned? – spytał zerkając w jej stronę, a w jego głosie dało się słyszeć zmartwienie, bo nawet jeśli Jonathan uważał, że to on był głównym męskim bohaterem tej tragedii, tak nie zazdrościł tej sytuacji Nedowi Kelly. – Wiesz. Jeśli... Jeśli dojdzie do tego... Ślubu, to ja nie mam nic przeciwko temu, abyście dalej byli razem.
Coś przecież wymyślą. Zawsze potrafili coś wymyślić. Przecież po to właśnie były zawierane w Hogwarcie przyjaźnie, prawda? Aby w sytuacjach takich, jak ta razem coś wykombinować.