21.08.2024, 04:47 ✶
Zmęczenie zawsze było dla Atreusa bardziej jak woda niż rozedrgana głębia owadów. Czuł się, jakby wszystko docierało do niego przez pewną nieprzebytą barierę; zniekształcone, niewyraźne, odrobinę za wolno. Wszystko co się przebijało, było natomiast niczym jasne, rażące w oczy rozbłyski światła odbijających się na tafli wody. Sprawiało, że odwracał wzrok. I robił to chętnie, w tym stanie niekoniecznie garnąc się do skupiania na barwnych rozbłyskach, które rozkwitały dookoła innych ludzi. Patrzył przede wszystkim gdzieś przed siebie, na jakiś nieuchwytny punkt zawieszony gdzieś w kuchennej przestrzeni, alko kierował spojrzenie w kierunku swoich dłoni, kiedy wolno i metodycznie wyginał palce.
Nieposiadanie różdżki było bardzo leniwym wytłumaczeniem. Nie potrzebowała jej, żeby stać się centrum uwagi każdego wydarzenia, a teraz zasłaniała się nią, jakby ten magiczny patyk miał wtedy zaważyć na wszystkim, co się tam działo. Nie chodziło z resztą aż tak bardzo o to, że nic nie zrobiła, a o fakt że czuła się w powinności narzekać na innych w tej kwestii. I nie chodziło tutaj o bohaterstwo, bo doskonale wiedział że Lorraine brakuje nieco akurat na tym polu. Chodziło o zasady.
- Nie. To że nikt nic nie zrobił, w żaden sposób na nic nie wpłynie - zapewnił ją. Bo dlaczego niby mieli kogokolwiek pociągać do odpowiedzialności w tym temacie? Z tego co wszyscy opowiadali, wszystko działo się zbyt szybko, nikt się tego nie spodziewał, a dodatkowo obudzili w tej kupie kamieni coś, co od dawna było uśpione. Jedynym odpowiedzialnym była tutaj Isobell, w której głowie urodził się ten chory pomysł.
- Urocze - rzucił trochę złośliwie. - Chociaż obchodzi, to chyba zbyt wiele powiedziane, biorąc pod uwagę że ktoś te raporty potem musi napisać - sarknął, uśmiechając się krzywo. Atreus miał tendencję do nieprzejmowania się tym, co go personalnie nie dotyczyło. Tym, co nie stało z nim razem w pokoju. Czego oczy nie widziały tego sercu nie żal, wchodziło tutaj w dość dosłownym sensie bo jakże łatwo było zdystansować się do tych wszystkich emocji, które nie błyskały człowiekowi pod powiekami. Pewnie gdyby nie to, że go do tej sprawy zaraz po Perle Morza przydzielili, to w ogóle nie zwróciłby na Agathę uwagi. Isobell też nie przejąłby się aż tak bardzo, bo zdecydować się na rozmowę z nią miał dopiero za parę dni. Teraz jednak? Dla niego mogły się tam obydwie pozarzynać, a on narzekałby wciąż, że to wiązało się z większą ilością papierkowej roboty.
- Jak jedna za mało to mogła sobie wziąć i całe stado - mruknął pod nosem, pocierając kciukiem skroń. - Nie mówiła po co chce ten całun rozpruć? - zapytał jeszcze, chociaż nie spodziewał się odpowiedzi w tym temacie. Szaleńcy mieli to do siebie, że powody kryjące się pod kluczowymi słowami pozostawiali dla siebie, jakby była dla nich najbardziej oczywiste na świecie, a przez to i miały takie być dla innych. - Nie, nie rozmawiałem. Zabrali ją na przesłuchania, ale plecie trzy po trzy, cały czas to samo, jakby straciła całkowicie kontakt z rzeczywistością. Niedługo pewnie trafi w ślad za Agatką do zakładu Lovegooda i tyle z tego będą. Naćpają ją i będzie siedzieć w swoim pokoju, odcięta już całkowicie.
Nieposiadanie różdżki było bardzo leniwym wytłumaczeniem. Nie potrzebowała jej, żeby stać się centrum uwagi każdego wydarzenia, a teraz zasłaniała się nią, jakby ten magiczny patyk miał wtedy zaważyć na wszystkim, co się tam działo. Nie chodziło z resztą aż tak bardzo o to, że nic nie zrobiła, a o fakt że czuła się w powinności narzekać na innych w tej kwestii. I nie chodziło tutaj o bohaterstwo, bo doskonale wiedział że Lorraine brakuje nieco akurat na tym polu. Chodziło o zasady.
- Nie. To że nikt nic nie zrobił, w żaden sposób na nic nie wpłynie - zapewnił ją. Bo dlaczego niby mieli kogokolwiek pociągać do odpowiedzialności w tym temacie? Z tego co wszyscy opowiadali, wszystko działo się zbyt szybko, nikt się tego nie spodziewał, a dodatkowo obudzili w tej kupie kamieni coś, co od dawna było uśpione. Jedynym odpowiedzialnym była tutaj Isobell, w której głowie urodził się ten chory pomysł.
- Urocze - rzucił trochę złośliwie. - Chociaż obchodzi, to chyba zbyt wiele powiedziane, biorąc pod uwagę że ktoś te raporty potem musi napisać - sarknął, uśmiechając się krzywo. Atreus miał tendencję do nieprzejmowania się tym, co go personalnie nie dotyczyło. Tym, co nie stało z nim razem w pokoju. Czego oczy nie widziały tego sercu nie żal, wchodziło tutaj w dość dosłownym sensie bo jakże łatwo było zdystansować się do tych wszystkich emocji, które nie błyskały człowiekowi pod powiekami. Pewnie gdyby nie to, że go do tej sprawy zaraz po Perle Morza przydzielili, to w ogóle nie zwróciłby na Agathę uwagi. Isobell też nie przejąłby się aż tak bardzo, bo zdecydować się na rozmowę z nią miał dopiero za parę dni. Teraz jednak? Dla niego mogły się tam obydwie pozarzynać, a on narzekałby wciąż, że to wiązało się z większą ilością papierkowej roboty.
- Jak jedna za mało to mogła sobie wziąć i całe stado - mruknął pod nosem, pocierając kciukiem skroń. - Nie mówiła po co chce ten całun rozpruć? - zapytał jeszcze, chociaż nie spodziewał się odpowiedzi w tym temacie. Szaleńcy mieli to do siebie, że powody kryjące się pod kluczowymi słowami pozostawiali dla siebie, jakby była dla nich najbardziej oczywiste na świecie, a przez to i miały takie być dla innych. - Nie, nie rozmawiałem. Zabrali ją na przesłuchania, ale plecie trzy po trzy, cały czas to samo, jakby straciła całkowicie kontakt z rzeczywistością. Niedługo pewnie trafi w ślad za Agatką do zakładu Lovegooda i tyle z tego będą. Naćpają ją i będzie siedzieć w swoim pokoju, odcięta już całkowicie.