21.08.2024, 08:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2024, 09:24 przez Brenna Longbottom.)
– Jasne. Będę siedziała w Biurze. Żadnego Little Hangleton – obiecała Brenna solennie, bo nie chciała brać dnia wolnego, ale ostatecznie jeśli nawet nie pojmowałaby wcześniej, że ta klątwa naprawdę była bardzo wredna, to w ciągu ostatniego kwadransa przekonała się, że przekleństwo jest groźne nie tylko dla niej, ale też bywa uciążliwe dla innych. Nie chciała dać się zabić jakiemuś drzewu albo czemuś takiemu, i nie chciała też, aby ktoś inny został przez takie przygnieciony, bo miał nieszczęście stanąć obok niej. – Oj, mogę sobie wyobrazić, w Brygadzie jak bardzo, bardzo chcesz, żeby ktoś coś dla ciebie zrobił, że no po prostu to sprawa życia i śmierci, a ta osoba nie chce się zgodzić, to obiecujesz, że weźmiesz za niego kolejne zgłoszenie w Little Hangleton i to działa lepiej niż zaklęcie. Ja nie wiem, jak ktoś o zdrowych zmysłach może tam w ogóle mieszkać.
Chociaż w gabinecie Prewetta też najwyraźniej istniały różne niebezpieczeństwa. Lampy na przykład, próbujące spaść jej na głowę.
– Jasne, jasne, wszystko dobrze – zapewniła. Na czole wprawdzie zaczął formować się siniak, ale nie wyglądała na ogłuszoną, skóra nie była rozcięta i raczej nie uderzyła się na tyle mocno, aby naruszyło to kości, mózg, czy wrodzoną, tudzież nabytą longbottomowatość. Uśmiechnęła się zresztą do Basiliusa całkiem pogodnie, chcąc chyba trochę dodać mu otuchy, bo zaczęła mieć wrażenie, że sytuacja przytłacza biednego uzdrowiciela. A potem usiadła grzecznie na kozetce, też najpierw obrzucając ją podejrzliwym spojrzeniem i jeszcze naciskając na nią ręką, tak żeby się upewnić, czy ta na pewno nie zapadnie się pod jej ciężarem.
Nic takiego się nie stało, za to gdy Basilius już rzucił pole ochronne i zaczął przeglądać eliksiry, odkrył, że jeden z nich ma… nieco podejrzany kolor. Jego data ważności kończyła się jutro, ale najwyraźniej był odrobinę wadliwy, bo kiedy przypatrywał się pojemnikowi zdało mu się nawet, że wewnątrz coś trochę bulgoce, i z pewnością wymagał szybkiego przetransportowania do pojemnika na odpady medyczne, stojącego w gabinecie i zabezpieczonego na takie okazje.
Prawdopodobnie nie wybuchłby sam z siebie.
Prawdopodobnie.
Brenna siedziała bardzo grzecznie, nietypowo dla siebie nawet się nie ruszając, nie gestykulując i w ogóle, gdy Basilius oglądał eliksiry, a potem zabrał się za wszystkie procedury związane z klątwołamaniem, skupiając się na obserwacji otoczenia. Tak by móc zareagować odpowiednio wcześnie, gdyby na przykład sufit postanowił się walić.
Chociaż w gabinecie Prewetta też najwyraźniej istniały różne niebezpieczeństwa. Lampy na przykład, próbujące spaść jej na głowę.
– Jasne, jasne, wszystko dobrze – zapewniła. Na czole wprawdzie zaczął formować się siniak, ale nie wyglądała na ogłuszoną, skóra nie była rozcięta i raczej nie uderzyła się na tyle mocno, aby naruszyło to kości, mózg, czy wrodzoną, tudzież nabytą longbottomowatość. Uśmiechnęła się zresztą do Basiliusa całkiem pogodnie, chcąc chyba trochę dodać mu otuchy, bo zaczęła mieć wrażenie, że sytuacja przytłacza biednego uzdrowiciela. A potem usiadła grzecznie na kozetce, też najpierw obrzucając ją podejrzliwym spojrzeniem i jeszcze naciskając na nią ręką, tak żeby się upewnić, czy ta na pewno nie zapadnie się pod jej ciężarem.
Nic takiego się nie stało, za to gdy Basilius już rzucił pole ochronne i zaczął przeglądać eliksiry, odkrył, że jeden z nich ma… nieco podejrzany kolor. Jego data ważności kończyła się jutro, ale najwyraźniej był odrobinę wadliwy, bo kiedy przypatrywał się pojemnikowi zdało mu się nawet, że wewnątrz coś trochę bulgoce, i z pewnością wymagał szybkiego przetransportowania do pojemnika na odpady medyczne, stojącego w gabinecie i zabezpieczonego na takie okazje.
Prawdopodobnie nie wybuchłby sam z siebie.
Prawdopodobnie.
Brenna siedziała bardzo grzecznie, nietypowo dla siebie nawet się nie ruszając, nie gestykulując i w ogóle, gdy Basilius oglądał eliksiry, a potem zabrał się za wszystkie procedury związane z klątwołamaniem, skupiając się na obserwacji otoczenia. Tak by móc zareagować odpowiednio wcześnie, gdyby na przykład sufit postanowił się walić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.