-Czy ty na pewno powinieneś być zadowolony, że nie chcę współpracować z uzdrowicielami? - zaśmiał się lekko, trochę rozbawiony tym, jak ta rozmowa do tej pory przebiegała. -Nie, szyja mnie nie boli, a mrowienie tak, poczułem, ale chyba za bardzo o tym wtedy myślałem - o tym, co powiedziała mu Brenna i trochę o groźbie od samego wampira. -Odnośnie samochodu, to mogłem zapomnieć - na chwilę uciekł wzrokiem gdzieś w bok - im o tym powiedzieć, a oni nie pytali.
Jego brew uniosła się lekko, a oczy przesunęły się szybko po sylwetce wuja, jakby chciał sprawdzić, czy na pewno Jonathan nie kuśtykał, albo na jego garniturze nie dostrzeże żadnych śladów krwi.
Benji, zadowolony z atencji, którą otrzymał od człowieka, który go tak dzielnie uratował, przywitał się z Jonathanem już bez skakania na jego nogę, ale z szalenie merdającym ogonem, polizał go po dłoni i zaraz wrócił do Jessiego. Najwidoczniej były to ostatki sił, które był w stanie z siebie wykrzesać po bieganinie, którą Jessie zafundował mu na oddalonej polanie.
"To nie było nic wielkiego" i podobne temu teksty nigdy nie oznaczały, że to "nie było nic takiego", kiedy te słowa wypowiadała osoba, której coś się stało, i za tym zawsze stało coś więcej. W przypadku Jessiego była to wizja zeznawania, ale również groźba ze strony wampira.
Obiecał, że wróci. Wróci po niego i po Dorę.
Tego jednak Jonathan nie musiał wiedzieć, podobnie jak nie musiały o tym wiedzieć Charlotte i Rita.
Po wejściu do mieszkania Benji od razu pobiegł do swojej miski z wodą, stojącej w kącie salonu, i pewnie by się położył plackiem, gdyby obie miski nie stały w stojaczku, dzięki któremu woda i psie jedzenie nie lądowały na podłodze.
Jessie nie zdążył nawet zapytać wuja, jaką chciał herbatę, kiedy został uciszony z nakazem posadzenia swojego tyłka na krześle.
-Wiesz, że jestem w stanie przygotować nam herbatę, prawda? - nawet jeśli troska Jonathana mogłaby być nawet wzruszająca. -Nie zemdleję tylko dlatego, że będę stał. Wuju, na pewno wszystko u ciebie w porządku?
Pytanie Jonathana brzmiało tak, jak powinno brzmieć normalnie zadane pytanie w trakcie pogawędki, bez nerwów w głosie, bez drżenia rąk.
-Blondyn - odpowiedział powoli, przyglądając się wujowi w zastanowieniu. -Trochę wyższy ode mnie. Sprawa trafiła do Ministerstwa, do kogoś, kto tego nie zleje, więc chyba nie ma się czym przejmować.