21.08.2024, 14:39 ✶
Musiał przyznać, w tej chwili był trochę wdzięczny za dodatkowe umiejętności Atreusa, szczególnie kiedy mogli bez problemów usiąść w środku, bez konieczności oznajmiania na prawo i lewo, że oto przyszli stróże prawa, niwecząc ich całą przykrywkę.
Sam raczej czuł się swobodniej prowadząc podobne sprawy na ruchliwych ulicach ulicach i w zwykłych barach, czy gdzieś poza granicami miasta.
Od zabawy z bogatymi i znanymi miał zwykle Erika.
Zaśmiał się jednak, gdy usłyszał przytyk co do jego wcześniejszej wypowiedzi.
- Dobra, może jednak muszę to przemyśleć. Macie bardziej twarzowe mundury. - Wyszczerzył się. Mówił to w żartach, gdzieś w głębi tak naprawdę lubiąc ten mało krzykliwy, szary materiał, z którego wykonane był uniformy brygadzistów. Miał do niego ogromną dawkę sentymentu, tak jak i do całej jednostki.
Zapewne mało co skłoniłoby go do zmiany, nawet na wyższe stanowisko.
Skinął znad menu na uwagę o konieczności zachowania choć minimum dyskrecji i naprawdę się starał, miał jednak cały czas poczucie, że inni zdają sobie sprawę, że tu nie pasuje. I nawet ten garnitur tego nie maskował.
Uniósł wysoko brwi, słysząc propozycję zapłacenia za niego, trochę zdziwiony hojnością, Bulstrode’a, choć po dłuższej chwili musiał przyznać, że musiało być to coś, co bogaci członkowie tego społeczeństwa uznawali już jako coś normalnego.
Raniło to trochę jego dumę, dano jednak nauczył się ją przełknąć.
- Naciąganie własnego departamentu na drogie jedzenie? Ekstra, zawsze chciałem zyskać w końcu jakieś sensowne benefity z tej pracy. - Uśmiechnął się, decydując się, że wolałby skorzystać z opcji, w której jego dzisiejszy partner nie musiałby opłacać go z własnej kieszeni.
Z tą myślą zdecydował się na jakąś zupę z pomidorami, która wydawała mu się brzmieć nawet smacznie. Kelnerka jednak jeszcze nie skierowała się w ich stronę, mogli więc zabić czas ukradkowym spoglądaniem na cel i rozmową.
Skrzywił się nieznacznie słysząc pytanie Atreusa, wiedząc, że nie miał pojęcia czym spowodowana była jego przerwa w obowiązkach. Spojrzał na niego, zastanawiając się, co odpowiedzieć. Jedna jego dłoń nieświadomie powędrowała na kark, gdy oczy wbite zostały w serwetnik.
- Chciałbym powiedzieć, że tak, choć więcej najadłem się nerwów. Wiesz, to był urlop z powodu kłopotów rodzinnych. - Nadal z kwaśną minął chwycił jedną z serwetek którą zaczął miętosić w rękach. - Ale po prawie spaleniu całego dobytku moich rodziców, jakoś się wszystko wyjaśniło i uspokoiło, także teraz już nie ma za dużo czym się martwić. - Wzruszył ramionami, nie wiedząc co dalej dodać.
Łatwiej rozmawiało się o tym z osobami, które były mu bliższe, niż ze zwykłym kolegą z pracy. Wolał, gdy ludzie nie zdzierali z niego maski beztroskiego i zawsze uśmiechniętego Thomasa.
Sam raczej czuł się swobodniej prowadząc podobne sprawy na ruchliwych ulicach ulicach i w zwykłych barach, czy gdzieś poza granicami miasta.
Od zabawy z bogatymi i znanymi miał zwykle Erika.
Zaśmiał się jednak, gdy usłyszał przytyk co do jego wcześniejszej wypowiedzi.
- Dobra, może jednak muszę to przemyśleć. Macie bardziej twarzowe mundury. - Wyszczerzył się. Mówił to w żartach, gdzieś w głębi tak naprawdę lubiąc ten mało krzykliwy, szary materiał, z którego wykonane był uniformy brygadzistów. Miał do niego ogromną dawkę sentymentu, tak jak i do całej jednostki.
Zapewne mało co skłoniłoby go do zmiany, nawet na wyższe stanowisko.
Skinął znad menu na uwagę o konieczności zachowania choć minimum dyskrecji i naprawdę się starał, miał jednak cały czas poczucie, że inni zdają sobie sprawę, że tu nie pasuje. I nawet ten garnitur tego nie maskował.
Uniósł wysoko brwi, słysząc propozycję zapłacenia za niego, trochę zdziwiony hojnością, Bulstrode’a, choć po dłuższej chwili musiał przyznać, że musiało być to coś, co bogaci członkowie tego społeczeństwa uznawali już jako coś normalnego.
Raniło to trochę jego dumę, dano jednak nauczył się ją przełknąć.
- Naciąganie własnego departamentu na drogie jedzenie? Ekstra, zawsze chciałem zyskać w końcu jakieś sensowne benefity z tej pracy. - Uśmiechnął się, decydując się, że wolałby skorzystać z opcji, w której jego dzisiejszy partner nie musiałby opłacać go z własnej kieszeni.
Z tą myślą zdecydował się na jakąś zupę z pomidorami, która wydawała mu się brzmieć nawet smacznie. Kelnerka jednak jeszcze nie skierowała się w ich stronę, mogli więc zabić czas ukradkowym spoglądaniem na cel i rozmową.
Skrzywił się nieznacznie słysząc pytanie Atreusa, wiedząc, że nie miał pojęcia czym spowodowana była jego przerwa w obowiązkach. Spojrzał na niego, zastanawiając się, co odpowiedzieć. Jedna jego dłoń nieświadomie powędrowała na kark, gdy oczy wbite zostały w serwetnik.
- Chciałbym powiedzieć, że tak, choć więcej najadłem się nerwów. Wiesz, to był urlop z powodu kłopotów rodzinnych. - Nadal z kwaśną minął chwycił jedną z serwetek którą zaczął miętosić w rękach. - Ale po prawie spaleniu całego dobytku moich rodziców, jakoś się wszystko wyjaśniło i uspokoiło, także teraz już nie ma za dużo czym się martwić. - Wzruszył ramionami, nie wiedząc co dalej dodać.
Łatwiej rozmawiało się o tym z osobami, które były mu bliższe, niż ze zwykłym kolegą z pracy. Wolał, gdy ludzie nie zdzierali z niego maski beztroskiego i zawsze uśmiechniętego Thomasa.