21.08.2024, 21:39 ✶
Domyślała się, jakie pytania chodzą po głowie Jaspera, ale nie zamierzała na nie odpowiadać. I tak ujawniła mu zbyt wiele, i ta świadomość ciążyła jej na duszy niby kilka kamieni. To jednak była lepsza opcja niż gdyby miał oświadczyć komuś z Ministerstwa, że pomogła mu Crawleyówna. Albo wspomnieć o niej znajomym, a potem te słowa przeszłyby z ust do ust, przekazywane nawet nie w złej wierze, a dlatego, że gdy ktoś zaatakował twojego bliskiego, to przejmowałeś się tym i często o tym wspominałeś. Jedna uwaga mogła stać się iskrą, z której zrodzi się pożar, a ten mógłby dotrzeć aż do Warowni. A wtedy ktoś by zginął. Może Dora. Może Brenna albo ktoś z Longbottomów, kto stanąłby między nią a zagrożeniem. Może śmierciożercy, bo Brenna gdzieś w głębi serca wiedziała, że gdyby przyszli po jej rodzeństwo, uderzałaby tak, żeby zabić. Nieważne, jaką cenę miałaby za to zapłacić.
Ta przyszłość wciąż pozostała otwarta.
Pewnego dnia pewnie nadejdzie, ale Brenna zamierzała walczyć, aby odsunąć ją jak najbardziej.
– Poza oficjalnymi zeznaniami o niej nie wspominaj - poprosiła krótko. - Jeśli ktoś wspomniał im o was dziś lub jutro pewnie by sobie przypomnieli i zapamiętali. Ale za parę dni rozpłyniecie się w morzu innych gości. Sam nie zwróciłeś dużej uwagi na kelnera.
Brenna miała nawyk obserwowania ludzi wokół. Trochę dlatego, że naprawdę ją interesowali, trochę wynikało to z pracy i wychowania przez ojca: patrz, zapamiętuj, zwracaj uwagę na szczegóły. Ale większość ludzi nie była policjantami, a nawet ona, chociaż obrzuciła po wejściu spojrzeniem kelnerkę i zapamiętała, że ta jest ruda i krągła, za jakiś czas nie opisałaby już jej twarzy czy wzrostu. Za krótkie spotkanie, zbyt mało znaczący kontakt.
Odstawiła niemal pustą filiżankę. Na jej dnie rozmokłe fusy być może układały się w jakiś kształt, zwiastujący przyszłość, ale Brenna nie potrafiła zrozumieć tego symbolu.
– Będę wdzięczna, jeśli zaprowadzisz mnie do miejsca, gdzie doszło do ataku. Wezwę ekipę, a ty teleportujesz się do domu – poprosiła, wyciągając z kieszeni mugolskie funty, by zapłacić za ich zamówienie.
Ta przyszłość wciąż pozostała otwarta.
Pewnego dnia pewnie nadejdzie, ale Brenna zamierzała walczyć, aby odsunąć ją jak najbardziej.
– Poza oficjalnymi zeznaniami o niej nie wspominaj - poprosiła krótko. - Jeśli ktoś wspomniał im o was dziś lub jutro pewnie by sobie przypomnieli i zapamiętali. Ale za parę dni rozpłyniecie się w morzu innych gości. Sam nie zwróciłeś dużej uwagi na kelnera.
Brenna miała nawyk obserwowania ludzi wokół. Trochę dlatego, że naprawdę ją interesowali, trochę wynikało to z pracy i wychowania przez ojca: patrz, zapamiętuj, zwracaj uwagę na szczegóły. Ale większość ludzi nie była policjantami, a nawet ona, chociaż obrzuciła po wejściu spojrzeniem kelnerkę i zapamiętała, że ta jest ruda i krągła, za jakiś czas nie opisałaby już jej twarzy czy wzrostu. Za krótkie spotkanie, zbyt mało znaczący kontakt.
Odstawiła niemal pustą filiżankę. Na jej dnie rozmokłe fusy być może układały się w jakiś kształt, zwiastujący przyszłość, ale Brenna nie potrafiła zrozumieć tego symbolu.
– Będę wdzięczna, jeśli zaprowadzisz mnie do miejsca, gdzie doszło do ataku. Wezwę ekipę, a ty teleportujesz się do domu – poprosiła, wyciągając z kieszeni mugolskie funty, by zapłacić za ich zamówienie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.