21.08.2024, 23:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2024, 23:58 przez Alexander Mulciber.)
Wiatr dął ostro w plecy Alexandra, rozwiewając mu włosy spadające na twarz. Jasnowidz nie czuł zimna: wciąż smakował na języku ognistą, której szklankę lub dwie wychylił na ukojenie nerwów, pisząc list do Lorien. Alkohol przyjemnie rozgrzewał, ale zamiast uspokoić, tylko podrażnił tkliwe ego Mulcibera. Charles, Chester, cokolwiek, pomyślał, co za różnica.
– Nie musimy się znać – zauważył chłodno Alexander – Wystarczy, że dzielimy krew i nazwisko.
Wsadził ręce do kieszeni, nagle nienawidząc ciężaru rodzinnego sygnetu, który nosił na małym palcu dominującej dłoni. Przypatrując się kartom migającym w rękach Charlesa, zatęsknił za własną talią, schowaną w wewnętrznej kieszeni czarnej marynarki, tak jak tęskni się za dotykiem ukochanej. Chciał go napomnieć, by był subtelniejszy – nie, kurwa, nie tak, mógłby powiedzieć – jeżeli Chester dotykał kobiet w taki sposób, w jaki dotykał swoich kart, Alexander nie wróżył Richardowi szybkiego zostania dziadkiem. Czy kiedy on trzymał swoją talię po raz pierwszy w dłoniach też wyglądał tak jak ten młokos? Przynajmniej żadnej z kart nie upuścił, nie pozwolił porwać wiatrom, choć – gdyby zrzucił talię z klifu morską toń – czy nie byłoby w tym jakiejś krzty prawdy, krzty autentyczności? Nie przyszedłby w końcu na te klify, gdyby nie ciągnęło go by skoczyć z ich skraju. Nieopierzone pisklę, które wyrwało się z gniazda, myśląc, że potrafi latać. L'appel du vide, mawali Francuzi.
– Gdybym chciał rozmawiać z twoim ojcem, to rozmawiałbym z nim, nie z tobą. Myślisz, że fatygowałbym się bez powodu na te klify? Jesteś praworęczny. – Przytrzymał dzieciaka za nadgarstek, przesuwając spojrzeniem po jego smukłych, chłopięcych dłoniach: po liniach, jakie wyryło na ich powierzchni przeznaczenie, po plamie od mokrej trawy bliżej kłębu kciuka, powiódł wzrokiem po schludnie przyciętych paznokciach, za którymi tkwiła teraz cienka warstwa brudu. Dłonie powiedzą ci o człowieku wszystko, co tylko potrzebujesz o nim wiedzieć, mawiała jedna z jego nauczycielek chiromancji. Szukał charakterystycznych dla wielbicieli pojedynków zgrubień od różdżki, czując zawód, kiedy takowych nie znalazł, szukał blizn nadających mężczyznom charakteru i śladów po uprawianym rzemiośle. Czy Chester podjął się swojego fachu dlatego, że musiał, czy rzeczywiście znajdował satysfakcję w lepieniu pedalskich świeczek? Puścił ramię chłopca, pozwalając mu dalej bawić się talią. – No, dalej. Tak cię uczyli, czy tak wolisz?
Nie przestał mierzyć go wzrokiem.
– Nie musimy się znać – zauważył chłodno Alexander – Wystarczy, że dzielimy krew i nazwisko.
Wsadził ręce do kieszeni, nagle nienawidząc ciężaru rodzinnego sygnetu, który nosił na małym palcu dominującej dłoni. Przypatrując się kartom migającym w rękach Charlesa, zatęsknił za własną talią, schowaną w wewnętrznej kieszeni czarnej marynarki, tak jak tęskni się za dotykiem ukochanej. Chciał go napomnieć, by był subtelniejszy – nie, kurwa, nie tak, mógłby powiedzieć – jeżeli Chester dotykał kobiet w taki sposób, w jaki dotykał swoich kart, Alexander nie wróżył Richardowi szybkiego zostania dziadkiem. Czy kiedy on trzymał swoją talię po raz pierwszy w dłoniach też wyglądał tak jak ten młokos? Przynajmniej żadnej z kart nie upuścił, nie pozwolił porwać wiatrom, choć – gdyby zrzucił talię z klifu morską toń – czy nie byłoby w tym jakiejś krzty prawdy, krzty autentyczności? Nie przyszedłby w końcu na te klify, gdyby nie ciągnęło go by skoczyć z ich skraju. Nieopierzone pisklę, które wyrwało się z gniazda, myśląc, że potrafi latać. L'appel du vide, mawali Francuzi.
– Gdybym chciał rozmawiać z twoim ojcem, to rozmawiałbym z nim, nie z tobą. Myślisz, że fatygowałbym się bez powodu na te klify? Jesteś praworęczny. – Przytrzymał dzieciaka za nadgarstek, przesuwając spojrzeniem po jego smukłych, chłopięcych dłoniach: po liniach, jakie wyryło na ich powierzchni przeznaczenie, po plamie od mokrej trawy bliżej kłębu kciuka, powiódł wzrokiem po schludnie przyciętych paznokciach, za którymi tkwiła teraz cienka warstwa brudu. Dłonie powiedzą ci o człowieku wszystko, co tylko potrzebujesz o nim wiedzieć, mawiała jedna z jego nauczycielek chiromancji. Szukał charakterystycznych dla wielbicieli pojedynków zgrubień od różdżki, czując zawód, kiedy takowych nie znalazł, szukał blizn nadających mężczyznom charakteru i śladów po uprawianym rzemiośle. Czy Chester podjął się swojego fachu dlatego, że musiał, czy rzeczywiście znajdował satysfakcję w lepieniu pedalskich świeczek? Puścił ramię chłopca, pozwalając mu dalej bawić się talią. – No, dalej. Tak cię uczyli, czy tak wolisz?
Nie przestał mierzyć go wzrokiem.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat