22.08.2024, 00:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2024, 00:25 przez Brenna Longbottom.)
Większość ludzi reagowała na docinki agresją, zamknięciem się w sobie albo ewentualnie udawała, że ich nie dostrzega, w nadziei, że ktoś się znudzi, co czasem działało, a czasem tylko prowokowało bardziej. Brenna z kolei… Brenna naprawdę zupełnie się nimi nie przejmowała, może dlatego, że mogła sobie na to pozwolić, w uprzywilejowaniu, jakie padło jej udziałem, choć nie z jej zasług: miała bogatą, kochającą i wspierającą ją rodzinę, a sama umiała radzić sobie w życiu całkiem nieźle.
Można by czasem pomyśleć, że jest za głupia, aby zdać sobie sprawę z tego, że Eden próbuje jej dopiec albo za bardzo się boi, aby zdecydowanie zareagować.
Może przywykła do różnych złośliwości ze strony różnych ludzi i faktycznie puszczała je pomimo uszu.
Ale może w istocie chodziło o to, że po prostu w głębi ducha te złośliwości Eden po prostu ją bawiły.
Podtrzymywała Eden odruchowo, ilekroć ta się zachwiała, z wprawą kogoś, kto w pracy miewał do czynienia z bardziej pijanymi, a i na imprezach był tą trzeźwą, i czasem wyprowadzał z nich koleżanki i kolegów, a te pierwsze to bywało, że nawet wynosił. Brennie nie przyszło nawet do głowy, aby pozwolić Lestrange się zachwiać, ale prawdopodobnie jej paplanina, nawet jeśli składająca się z tych przydatnych informacji, i wcale nie padająca w złej wierze, była karą niż upadek dużo gorszą.
– Głowa boli, co, Raju Obiecany? – spytała więc na tę zaczepkę, i to ze współczuciem w głosie, najwyraźniej ani nie biorąc tych słów za podryw, bo to nie przyszłoby jej do łba, ani nie przejmując się pytaniem. Naruszanie przestrzeni osobistej w tej sposób nijak ją nie ruszało, bo sama odruchowo często obejmowała ludzi, brała ich za ręce i tak dalej, a przecież ledwo co pilnowała, aby ich gość nie runął na podłogę. Tak za to pomyślała, że Eden naprawdę musiała być mocno podpita.
Przez okno, na razie nie zasunięte zasłonami, wpadały pierwsze promienie słońca, oświetlające także widoczny stąd sad, a konkretnie tę jego część, którą porastały owocujące teraz jabłonie.
– Nie, na prawdziwym niedźwiedziu – odparła, poważnym tonem, bo przecież wcale nie chodziło o Erika. Stanęła w progu, upewniając się, że Eden w drodze do łóżka nie runie na podłodze, jednocześnie wyciągając różdżkę i celując nią w stronę własnego pokoju, żeby przywołać za pomocą accio jedną ze swoich piżam. – Ona też tu nocuje, to znaczy… hm, rankuje, mam zapytać, czy nie weźmie cię do własnego łóżka? – spytała, rzucając Eden uśmiech, a potem podeszła, by wręczyć jej swoją piżamę. Była od Lestrange odrobinę wyższa, ale luźna piżama nie była problemem. – Może jednak ci się przyda? W tym stroju to ci chyba nie będzie wygodnie, i jest trochę opiaszczony.
A poza tym przesiąkł zapachem dymu z ogniska, więc czysta piżama zdawała się Brennie lepszym wyborem. Materiał być z miękkiej bawełny, rękawy krótkie, na lato, i była to jedna z nowszych piżam, rzadko przez Brennę używanych… utrzymana w czerwonej, gryfońskiej kolorystyce, na koszulce miała wymalowane gałęzie jabłoni.
– Nie miałam pojęcia, że aż tak się przyjaźnicie – dodała, czekając czy Eden zdecyduje się na przyjęcie kompletu, czy też zdecyduje, czy woli jednak umrzeć. Moody i Malfoy? Dziwne połączenie, nawet wiedząc, że kiedyś z bratem Millie Eden współpracowała.
A w uchylonych drzwiach stanął Ponurak.
Faktycznie wyglądał jak czarodziejki omen śmierci: wielki, ciemny, o potężnym łbie, silnej szczęce, zlewający się niemal z cieniami poranka.
Można by czasem pomyśleć, że jest za głupia, aby zdać sobie sprawę z tego, że Eden próbuje jej dopiec albo za bardzo się boi, aby zdecydowanie zareagować.
Może przywykła do różnych złośliwości ze strony różnych ludzi i faktycznie puszczała je pomimo uszu.
Ale może w istocie chodziło o to, że po prostu w głębi ducha te złośliwości Eden po prostu ją bawiły.
Podtrzymywała Eden odruchowo, ilekroć ta się zachwiała, z wprawą kogoś, kto w pracy miewał do czynienia z bardziej pijanymi, a i na imprezach był tą trzeźwą, i czasem wyprowadzał z nich koleżanki i kolegów, a te pierwsze to bywało, że nawet wynosił. Brennie nie przyszło nawet do głowy, aby pozwolić Lestrange się zachwiać, ale prawdopodobnie jej paplanina, nawet jeśli składająca się z tych przydatnych informacji, i wcale nie padająca w złej wierze, była karą niż upadek dużo gorszą.
– Głowa boli, co, Raju Obiecany? – spytała więc na tę zaczepkę, i to ze współczuciem w głosie, najwyraźniej ani nie biorąc tych słów za podryw, bo to nie przyszłoby jej do łba, ani nie przejmując się pytaniem. Naruszanie przestrzeni osobistej w tej sposób nijak ją nie ruszało, bo sama odruchowo często obejmowała ludzi, brała ich za ręce i tak dalej, a przecież ledwo co pilnowała, aby ich gość nie runął na podłogę. Tak za to pomyślała, że Eden naprawdę musiała być mocno podpita.
Przez okno, na razie nie zasunięte zasłonami, wpadały pierwsze promienie słońca, oświetlające także widoczny stąd sad, a konkretnie tę jego część, którą porastały owocujące teraz jabłonie.
– Nie, na prawdziwym niedźwiedziu – odparła, poważnym tonem, bo przecież wcale nie chodziło o Erika. Stanęła w progu, upewniając się, że Eden w drodze do łóżka nie runie na podłodze, jednocześnie wyciągając różdżkę i celując nią w stronę własnego pokoju, żeby przywołać za pomocą accio jedną ze swoich piżam. – Ona też tu nocuje, to znaczy… hm, rankuje, mam zapytać, czy nie weźmie cię do własnego łóżka? – spytała, rzucając Eden uśmiech, a potem podeszła, by wręczyć jej swoją piżamę. Była od Lestrange odrobinę wyższa, ale luźna piżama nie była problemem. – Może jednak ci się przyda? W tym stroju to ci chyba nie będzie wygodnie, i jest trochę opiaszczony.
A poza tym przesiąkł zapachem dymu z ogniska, więc czysta piżama zdawała się Brennie lepszym wyborem. Materiał być z miękkiej bawełny, rękawy krótkie, na lato, i była to jedna z nowszych piżam, rzadko przez Brennę używanych… utrzymana w czerwonej, gryfońskiej kolorystyce, na koszulce miała wymalowane gałęzie jabłoni.
– Nie miałam pojęcia, że aż tak się przyjaźnicie – dodała, czekając czy Eden zdecyduje się na przyjęcie kompletu, czy też zdecyduje, czy woli jednak umrzeć. Moody i Malfoy? Dziwne połączenie, nawet wiedząc, że kiedyś z bratem Millie Eden współpracowała.
A w uchylonych drzwiach stanął Ponurak.
Faktycznie wyglądał jak czarodziejki omen śmierci: wielki, ciemny, o potężnym łbie, silnej szczęce, zlewający się niemal z cieniami poranka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.