22.08.2024, 00:36 ✶
— Obawiam się, że od takich pytań są kapłanki kowenu — odparł z dobrotliwym uśmiechem. — Z drugiej strony... Wiesz, zawsze możesz spróbować podpytać Morfeusza. Wróżbici też zainteresowali się tym, co się wydarzyło na Polanie Ognisk. Wprawdzie nie wiem, co mają wspólnego wizje przyszłości z ogniami kowenu i przejściem do Limbo, ale warto zapytać. — Skrzywił się nagle. — Noo… Chyba, że okaże się, że zahacza to o pracę. Wtedy wyciągnięcia jakiejkolwiek odpowiedzi będzie dużym wyzwaniem.
Co jak co, ale praca w Departamencie Tajemnic wydawała się Erikowi niesamowicie samotna. Owszem, pracownicy mogli rozmawiać między sobą o swoich zleceniach, ale w gruncie rzeczy mogli wówczas polegać tylko na sobie. Nic dziwnego, że tak wielu lądowało w Lecznicy Dusz czy u całej armii terapeutów. Jak odreagować taką pracę, kiedy nie można powiedzieć słowa nawet najbliższym krewnym? Oby Morfeusza spotkało to jak najpóźniej, pomyślał przelotnie. Oczywiście, najchętniej w ogóle nie dopuściłby do tego, aby wuj doznał traumy w wyniku wypełniania obowiązków służbowych, ale czy faktycznie mogliby temu zapobiec? Po tylu latach pracy? Morfeusz na pewno miał już i tak ogromny bagaż doświadczeń, z którego tylko on zdawał sobie sprawę.
— I bardzo słusznie — mruknął pod nosem, zduszając w zarodku ciężkie westchnienie. — Szczerze mówiąc, w ogóle nie trafiły do mnie wymówki o tym, że inne miejsca też wymagały obstawienia przez Ministerstwo Magii. Bez względu na to, czy w Londynie, Little Hangleton czy innej mieścinie czarodziejów odbywały się jakieś festyny, to na Polanie Ognisk było największe zgromadzenie. Bones i Moody powinni wywrzeć większe naciski. Może nawet dopuścić do głosu Departament Tajemnic. — Wzruszył sztywno ramionami. — To oni przejęli pieczę nad Knieją po Beltane, prawda? Skoro mogą pracować nad tym, to równie dobrze mogliby wziąć udział w zabezpieczaniu sabatu. Skoro społeczności grożą terroryści, to wypadałoby, żeby Ministerstwo zaczęło dostosowywać się do zmieniających się warunków pracy.
Sarknął, gdy Brenna nazwała się optymistką. Zaraz jednak spoważniał, bo poruszyła dosyć ważny punkt całej tej sprawy: nawet nieudolna Ministra Magii zapewniała pozory stabilizacji obecnego rządu. A to mimo wszystko zapewniało sporej części społeczności poczucie bezpieczeństwa. Może było to nieco złudne, ale trzymało ludzi w ryzach - dawało nadzieję tym, którzy chcieli, aby ogień konfliktu jak najszybciej wygasł, ale także sprawiało, że być może nawet dowódcy Śmierciożerców nie wiedzieli, co począć z tym fantem. W końcu kto mógł się spodziewać, jakie decyzje w sprawach bezpieczeństwa podejmie Jenkins, jeśli zostanie przyparta do muru?
— Generalny remont może przyciągnąć uwagę — wtrącił Erik, wodząc wzrokiem po wnętrzu. — Nawet jeśli nie mieszkają tu żadni czarodzieje, to jeśli ktoś zacznie tu węszyć, sąsiedzi mogą zacząć gadać. Nowe twarze, poważne prace remontowe... Chyba łatwiej będzie zniknąć w lokum, które jako tako nadaje się do mieszkania, niż z takiego, z którego co chwilę będziemy wywozić tony gruzu i śmieci.
Co jak co, ale praca w Departamencie Tajemnic wydawała się Erikowi niesamowicie samotna. Owszem, pracownicy mogli rozmawiać między sobą o swoich zleceniach, ale w gruncie rzeczy mogli wówczas polegać tylko na sobie. Nic dziwnego, że tak wielu lądowało w Lecznicy Dusz czy u całej armii terapeutów. Jak odreagować taką pracę, kiedy nie można powiedzieć słowa nawet najbliższym krewnym? Oby Morfeusza spotkało to jak najpóźniej, pomyślał przelotnie. Oczywiście, najchętniej w ogóle nie dopuściłby do tego, aby wuj doznał traumy w wyniku wypełniania obowiązków służbowych, ale czy faktycznie mogliby temu zapobiec? Po tylu latach pracy? Morfeusz na pewno miał już i tak ogromny bagaż doświadczeń, z którego tylko on zdawał sobie sprawę.
— I bardzo słusznie — mruknął pod nosem, zduszając w zarodku ciężkie westchnienie. — Szczerze mówiąc, w ogóle nie trafiły do mnie wymówki o tym, że inne miejsca też wymagały obstawienia przez Ministerstwo Magii. Bez względu na to, czy w Londynie, Little Hangleton czy innej mieścinie czarodziejów odbywały się jakieś festyny, to na Polanie Ognisk było największe zgromadzenie. Bones i Moody powinni wywrzeć większe naciski. Może nawet dopuścić do głosu Departament Tajemnic. — Wzruszył sztywno ramionami. — To oni przejęli pieczę nad Knieją po Beltane, prawda? Skoro mogą pracować nad tym, to równie dobrze mogliby wziąć udział w zabezpieczaniu sabatu. Skoro społeczności grożą terroryści, to wypadałoby, żeby Ministerstwo zaczęło dostosowywać się do zmieniających się warunków pracy.
Sarknął, gdy Brenna nazwała się optymistką. Zaraz jednak spoważniał, bo poruszyła dosyć ważny punkt całej tej sprawy: nawet nieudolna Ministra Magii zapewniała pozory stabilizacji obecnego rządu. A to mimo wszystko zapewniało sporej części społeczności poczucie bezpieczeństwa. Może było to nieco złudne, ale trzymało ludzi w ryzach - dawało nadzieję tym, którzy chcieli, aby ogień konfliktu jak najszybciej wygasł, ale także sprawiało, że być może nawet dowódcy Śmierciożerców nie wiedzieli, co począć z tym fantem. W końcu kto mógł się spodziewać, jakie decyzje w sprawach bezpieczeństwa podejmie Jenkins, jeśli zostanie przyparta do muru?
— Generalny remont może przyciągnąć uwagę — wtrącił Erik, wodząc wzrokiem po wnętrzu. — Nawet jeśli nie mieszkają tu żadni czarodzieje, to jeśli ktoś zacznie tu węszyć, sąsiedzi mogą zacząć gadać. Nowe twarze, poważne prace remontowe... Chyba łatwiej będzie zniknąć w lokum, które jako tako nadaje się do mieszkania, niż z takiego, z którego co chwilę będziemy wywozić tony gruzu i śmieci.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞