22.08.2024, 00:38 ✶
Czasu było coraz mniej i pewnie jakiś czas temu, jeszcze w maju, czułby się tym faktem przynajmniej nieco zestresowany, ale teraz nie myślał o tym aż tak dużo. Do Samhain mieli jeszcze ponad dwa miesiące i co chwila dowiadywali się czegoś nowego, a to z kolei dawało pewnego rodzaju nadzieję. Inną kwestią był fakt, że Atreus mniej więcej od samego początku podejrzewał, że będą musieli się napracować, jeśli będą chcieli się tego cholerstwa pozbyć. Może nawet wyjdzie im to bokiem w jakiś sposób, ale nie popadał w pewną rezygnację, która miał wrażenie że wyczuł chociażby u Stewarda. Rozmowa z nim podczas pobytu w Windermere była ciekawa, ale gdzieś w tym wszystkim krył się niepokój tym, że będą to musieli przypłacić życiem. I tak jak Patrick godził się z tym stanem, osiągając jakiś wewnętrzny spokój, tak Bulstrode coraz żywiej zaczynał obracać ten temat w głowie.
Atreus poniósł spojrzenie znad kartki papieru, na której właśnie rozrysowywał dla Oriona wskazówki w formie obrazkowej co do tego co powinien zawrzeć w ich wspólnym raporcie. Rysunki były nieco koślawe, no bo przecież nie był wybitnym artystą, ale liczyła się inwencja twórcza. Ludzik oznaczony jako podejrzany uśmiechnął się do Brenny smutno, zanim kartka została zagięta, a dłonie powoli zaczęły pracować nad tym, by złożyć ją w samolocik.
- Zawsze - zapewnił ją, uśmiechając się do niej wesoło, bo mimo wszystko jakoś tak ucieszył się na jej widok. Co prawda podejrzewał, że był tylko jakimś przystankiem w jej wędrówce do Victorii, Caina lub Alastora, ale... ale jak widać, najwyraźniej się mylił. - Do Afryki? Chcesz teraz skakać do Afryki? Czy ty właśnie z niej nie wróciłaś? - zapytał niemal podejrzliwie, mrużąc przy tym oczy i przyglądając się jej, jakby troszkę zwariowała i próbował ocenić czy nie było to poważniejsze niż się wydawało. Jednocześnie też, skończył składać samolocik i uderzył w niego różdżką, a ten poderwał się i poleciał do adresata. - Znaczy no... mogę, ale do tego potrzeba pozwolenia...
Atreus poniósł spojrzenie znad kartki papieru, na której właśnie rozrysowywał dla Oriona wskazówki w formie obrazkowej co do tego co powinien zawrzeć w ich wspólnym raporcie. Rysunki były nieco koślawe, no bo przecież nie był wybitnym artystą, ale liczyła się inwencja twórcza. Ludzik oznaczony jako podejrzany uśmiechnął się do Brenny smutno, zanim kartka została zagięta, a dłonie powoli zaczęły pracować nad tym, by złożyć ją w samolocik.
- Zawsze - zapewnił ją, uśmiechając się do niej wesoło, bo mimo wszystko jakoś tak ucieszył się na jej widok. Co prawda podejrzewał, że był tylko jakimś przystankiem w jej wędrówce do Victorii, Caina lub Alastora, ale... ale jak widać, najwyraźniej się mylił. - Do Afryki? Chcesz teraz skakać do Afryki? Czy ty właśnie z niej nie wróciłaś? - zapytał niemal podejrzliwie, mrużąc przy tym oczy i przyglądając się jej, jakby troszkę zwariowała i próbował ocenić czy nie było to poważniejsze niż się wydawało. Jednocześnie też, skończył składać samolocik i uderzył w niego różdżką, a ten poderwał się i poleciał do adresata. - Znaczy no... mogę, ale do tego potrzeba pozwolenia...