22.08.2024, 01:12 ✶
- Nie robię aktualnie nic na tyle ważnego, żeby sobie nie strzelić małej wycieczki. Ale pomijając to, już myślałem że jakimś cudem udało ci się tak po prostu zorganizować coś takiego. Byłem o tyle - podniósł rękę i zbliżył do siebie palce, tak że niemal się stykały. - Żeby wyznać podziw - rozłożył ręce i wzruszył ramionami, wyrażając tym samym żal na temat braku tego typu atrakcji. Odłożył pióro na biurko, zamknął jakąś teczkę, a potem przerzucił ją na biurko Oriona, na którym też wylądował złożony przez niego przed chwilą samolocik, a potem podniósł się ze swojego miejsca.
- Skoro tak uważasz, to niech będzie wycieczka na Pokątną. Chodź - mruknął, ruszając w jej stronę w kierunku punktu teleportacyjnego. - Znam idealne miejsce. Schowane trochę w bocznej alejce, mało uczęszczane, ale całkiem przyjemne. To taka kawiarenka, akurat żeby napić się kawy która nie jest z tego okropnego ekspresu w kafeterii - wymruczał jeszcze po drodze, bo dzień bez narzekania na ministerialną kawę był dniem straconym. A kiedy już dotarli do punktu, ujął ją pod ramię i teleportował pod wspomniane miejsce.
Lokal był faktycznie niewielki, ulokowany z jednej z bocznych alejek przeczepionych do samej Pokątnej. Uliczka była wąska, a ściany budynków pięły się ciasno ku górze i wystarczyło przejść parę metrów od głównej ulicy by stanąć przed drzwiami gdzie ktoś obok ustawił szyld z jakimś chwytliwym powiedzonkiem o kawie i paroma doniczkami z kwiatami postawionymi na parapecie dużego, ciągnącego się na całą długość budynku okna. W środku były przytulnie, nawet jeśli wystrój wydawał się stawiać na niezdecydowanie, bo krzesła i fotele nie pasowały do siebie, każde różne, jakby właściciele udali się na targ staroci i tam wybrali meble.
Wpuścił Brennę przodem, a kiedy znaleźli się w środku rozejrzał się, szybko wynajdując wolne miejsce gdzieś w kącie, na które zaraz wskazał dłonią.
- Tam będzie chyba dobrze - rzucił jeszcze i ruszył w kierunku okrągłego stolika z dostawionymi dwoma fotelami. Sam zajął ten ustawiony tyłem do sali, trochę egoistycznie obawiając się chyba, że ktoś mógłby zwrócić na niego uwagę, a przecież chciała na spokojnie sobie porozmawiać.
- Skoro tak uważasz, to niech będzie wycieczka na Pokątną. Chodź - mruknął, ruszając w jej stronę w kierunku punktu teleportacyjnego. - Znam idealne miejsce. Schowane trochę w bocznej alejce, mało uczęszczane, ale całkiem przyjemne. To taka kawiarenka, akurat żeby napić się kawy która nie jest z tego okropnego ekspresu w kafeterii - wymruczał jeszcze po drodze, bo dzień bez narzekania na ministerialną kawę był dniem straconym. A kiedy już dotarli do punktu, ujął ją pod ramię i teleportował pod wspomniane miejsce.
Lokal był faktycznie niewielki, ulokowany z jednej z bocznych alejek przeczepionych do samej Pokątnej. Uliczka była wąska, a ściany budynków pięły się ciasno ku górze i wystarczyło przejść parę metrów od głównej ulicy by stanąć przed drzwiami gdzie ktoś obok ustawił szyld z jakimś chwytliwym powiedzonkiem o kawie i paroma doniczkami z kwiatami postawionymi na parapecie dużego, ciągnącego się na całą długość budynku okna. W środku były przytulnie, nawet jeśli wystrój wydawał się stawiać na niezdecydowanie, bo krzesła i fotele nie pasowały do siebie, każde różne, jakby właściciele udali się na targ staroci i tam wybrali meble.
Wpuścił Brennę przodem, a kiedy znaleźli się w środku rozejrzał się, szybko wynajdując wolne miejsce gdzieś w kącie, na które zaraz wskazał dłonią.
- Tam będzie chyba dobrze - rzucił jeszcze i ruszył w kierunku okrągłego stolika z dostawionymi dwoma fotelami. Sam zajął ten ustawiony tyłem do sali, trochę egoistycznie obawiając się chyba, że ktoś mógłby zwrócić na niego uwagę, a przecież chciała na spokojnie sobie porozmawiać.