Jasper Kelly był typem osoby, która jeśli kogoś nie lubiła, odwróciłaby głowę, gdyby coś się tej osobie działo. Oczywiście, gdyby było to coś poważnego, z niechęcią by jej pomógł, ale jeśli zobaczyłby, że ktoś tej osobie robi psikusa, udałby, że nic nie widział i jak najszybciej by się oddalił. Może nie było to zachowanie, którym należało się szczycić, być z niego dumnym i uczyć go młodszych, ale każdy był inny i nie wszyscy byli idealnie dobrymi ludźmi. W każdym zbierała się złośliwość, której należało dać upust, zanim ta wybuchnie i stanie się katastrofa.
A jeśli ktoś sobie zasłużył, to musiała go dopaść kara.
Dlatego, nawet jeśli zawody "Kto pierwszy trafi papierem toaletowym w głowę ruszającego się ducha" mogły przez ułamek sekundy wydawać się zabawne (i jaki byłby to trening celności!), tak teraz nie było ani powodu, ani chęci do celowania w Martę czymkolwiek. O to Electra mogła być spokojna.
-Raczej nie zdarzyło mi się nic zniszczyć - wypłakać wszystkie łzy w poduszkę tak, ale nie zniszczyć.
Jeszcze za małego dziecka wszelkie napady złości u Jaspera tłumił jego ojciec, a potem... Potem Jessie musiał nauczyć się panować nad swoimi emocjami. Wolał nie wiedzieć, co jego mama by zrobiła, gdyby zniszczył coś w domu.
Zgodnie z oczekiwaniami, Electra wzięła na siebie rozpoczęcie i ewentualne podtrzymanie rozmowy z duchem, a Jessie przyglądał się im i słuchał. Oddalił się od umywalek i oparł plecami o ścianę, ręce zakładając na pierś. Słysząc oskarżenia, skierowane w stronę Electry, na jego twarzy pojawił się grymas. Sam nie był dla Electry może najmilszy, ale bynajmniej nie próbował jej wmówić, że jest miła na pokaz i tak naprawdę planowała coś przeciwko niemu.
-Nie musisz być dla niej niemiła, wiesz? - odezwał się chłodno. -Electra faktycznie chciała z tobą tylko porozmawiać. Ale jeśli faktycznie uważasz, że zaraz ktoś tu wpadnie i rzuci w ciebie rolką papieru, to może faktycznie powinienem to zrobić. Wtedy miałabyś powód do płaczu.
Oczywiście, nie miał zamiaru niczym w Martę rzucać. I może niepotrzebnie był dla niej zgryźliwy.
Marta popatrzyła na niego, oburzona, oczy jej się zaszkliły, podbródek zadrżał. Jasper westchnął, wznosząc spojrzenie na sufit.
O Merlinie, będzie ryczeć.
-Uspokój się - powiedział już spokojniej. -Nikt nie ma zamiaru w ciebie teraz niczym rzucać. Ja niczym nie rzucę, Electra niczym nie rzuci, ani nie pojawi się teraz nikt z korytarza, żeby w ciebie czymś rzucić.
-Myślisz, że jestem głupia?! - Marta w sekundę znalazła się przed Jasperem, wrzeszcząc mu prosto w twarz. -"Głupia Marta!"! "Brzydka Marta!"! "Nikt nie lubi Marty!"! Wiem, co wy wszyscy o mnie mówicie! I nie myśl sobie, że... - chwila błogiej ciszy, podczas której Marta po prostu wpatrywała się w twarz Krukona. -Wy-wyglądasz... Jak on - pociągnęła nosem, po policzkach popłynęły jej łzy.
-Jak kto?
-Jak... *chlip* Jak Ned... Ned Kelly...
W tym momencie Jasper zbladł.