22.08.2024, 09:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2024, 10:20 przez Brenna Longbottom.)
– Przykro mi, że rozczarowałam, porwanie do Afryki dziś jednak nie nastąpi – stwierdziła, dochodząc do wniosku, że chyba gdyby był ktoś w tym Biurze, kto zgodziłby się na taką nagłą wycieczkę, to prawdopodobnie właśnie on. Victoria wprawdzie też się zgodziła, ale jej jednak Brenna zaproponowała to trzy tygodnie wcześniej. (Chociaż zorganizowanie wszystkiego w trzy tygodnie i tak mogły uznać na sukces, zważywszy na to, że szukała też specjalisty, i cóż, do tej pory nie była pewna, czy trafiła dobrze, czy źle.) Zawsze, obracała przez chwilę to słowo w głowie. Zawsze gotów do przerwy w pracy? – Za to mam dla ciebie fascynujące historie o magicznych jaszczurkach i czarnoksiężnikach – rzuciła, ruszając już za nim do wyjścia, i słowo czarnoksiężnicy to wypowiadając już zupełnie szeptem, bo aurorzy reagowali na nie często jak psy na widok smakowitej kości z dużą ilością surowego mięsa. Niektórzy z autentycznego powołania, inni na myśl o możliwych do osiągnięcia wyników.
Wystrój kawiarni Brennie się podobał, ale pod takimi względami jej upodobania były szerokie – lubiła i te eleganckie restauracje ociekające blichtrem, gdzie żaden szczegół nie był przypadkowy, i te małe, urocze i przytulne, i takie jak to, gdzie powstała pewnego rodzaju graciarnia, za to komfortowa. Odruchowo powiodła wzrokiem nie tylko po meblach i ozdobach, ale też szukając innych przejść, zerkając, czy nie rozpozna któregoś z klientów, upewniając, że żaden nie siedzi w zasięgu słuchu, i dopiero potem zajęła miejsce naprzeciwko niego. Wolała fotel przodem do wejścia, bo tak jak on chciał uniknąć rozpoznania i przyciągnięcia uwagi, tak ona wolała obserwować salę, by móc zamilknąć, gdyby dostrzegła, że ktoś się zbliża czy im przypatruje albo że w ich stronę ruszyła kelnerka. Wysunęła nawet z kieszeni różdżkę i machnęła nią dyskretnie, chcąc rzucić drobne zaklęcie, zagęszczające nieco powietrze wokół stolika. Tak żeby gorzej niosły się przez nie dźwięki.
Może i nie zrobili absolutnie niczego nielegalnego, szukając tych informacji i się nimi dzieląc, ale już nielegalne rzeczy prędzej czy później się staną.
A ta wiedza była niebezpieczna. Niebezpieczna, gdy zyskiwali ją inni. I niebezpieczna nawet, gdy dostawali ją sami Zimni. Brenna wciąż myślała z niepokojem o tym, co zrobi z tym Victoria. I niepokoiła się, co zrobi Atreus. Ale nie pomyślała nawet, aby te wyniki ich małego śledztwa przed nim taić. Musiał wiedzieć, sprawa dotyczyła go w końcu bezpośrednio i mógł znaleźć się w niebezpieczeństwie.
– Jeśli dobrze to wszystko rozumiem, a nie znam się na tym specjalnie i hm, miałyśmy tam trochę zamętu, to energia tego, co żywe, gdy to umiera, zasila limbo. Wraca do kręgu, o jakimkolwiek kręgu mowa. W waszym przypadku proces został odwrócony. Tam, w Limbo, odwrócili ten proces, nie tylko nie oddali energii, która powinna tam się udać, ale wzięli tę ze środka. Zdaniem specjalisty z Durmstrangu byliście martwi i energia Limbo przywróciła was do życia, a teraz staliście się… typem nieumarłych. Nowym. Zdaniem tej kobiety jest wręcz przeciwnie, jesteście bardziej żywi niż cokolwiek innego, bo ta dodatkowa energia w was krąży.. Kiedy… próbowaliście różnych metod sprawdzenia, co wam dolega… problem polegał na tym, że zakładaliście, że przez ten chłód brakuje wam energii. A was nie trzeba zasilać. To wy jesteście źródłem – powiedziała. Niezbyt głośno i jeszcze przysłaniając nieco usta ręką, tak na wszelki wypadek. Cynthia i Laurent przekazujący im własną energię nie mogli niczego zmienić, bo to Zimni mieli tej energii więcej. Nie trzeba było zasilać żadnej "dziury", nie istniały braki. To ich energii należało użyć. – A przynajmniej jest nimi pozostała trójka. Nie jestem pewna, jak działa to w twoim przypadku, skoro ciebie tamto miejsce jednak pochłaniało, a proces odwróciła w ostatniej chwili Isobell. I to dopiero początek rewelacji.
Wystrój kawiarni Brennie się podobał, ale pod takimi względami jej upodobania były szerokie – lubiła i te eleganckie restauracje ociekające blichtrem, gdzie żaden szczegół nie był przypadkowy, i te małe, urocze i przytulne, i takie jak to, gdzie powstała pewnego rodzaju graciarnia, za to komfortowa. Odruchowo powiodła wzrokiem nie tylko po meblach i ozdobach, ale też szukając innych przejść, zerkając, czy nie rozpozna któregoś z klientów, upewniając, że żaden nie siedzi w zasięgu słuchu, i dopiero potem zajęła miejsce naprzeciwko niego. Wolała fotel przodem do wejścia, bo tak jak on chciał uniknąć rozpoznania i przyciągnięcia uwagi, tak ona wolała obserwować salę, by móc zamilknąć, gdyby dostrzegła, że ktoś się zbliża czy im przypatruje albo że w ich stronę ruszyła kelnerka. Wysunęła nawet z kieszeni różdżkę i machnęła nią dyskretnie, chcąc rzucić drobne zaklęcie, zagęszczające nieco powietrze wokół stolika. Tak żeby gorzej niosły się przez nie dźwięki.
Może i nie zrobili absolutnie niczego nielegalnego, szukając tych informacji i się nimi dzieląc, ale już nielegalne rzeczy prędzej czy później się staną.
A ta wiedza była niebezpieczna. Niebezpieczna, gdy zyskiwali ją inni. I niebezpieczna nawet, gdy dostawali ją sami Zimni. Brenna wciąż myślała z niepokojem o tym, co zrobi z tym Victoria. I niepokoiła się, co zrobi Atreus. Ale nie pomyślała nawet, aby te wyniki ich małego śledztwa przed nim taić. Musiał wiedzieć, sprawa dotyczyła go w końcu bezpośrednio i mógł znaleźć się w niebezpieczeństwie.
– Jeśli dobrze to wszystko rozumiem, a nie znam się na tym specjalnie i hm, miałyśmy tam trochę zamętu, to energia tego, co żywe, gdy to umiera, zasila limbo. Wraca do kręgu, o jakimkolwiek kręgu mowa. W waszym przypadku proces został odwrócony. Tam, w Limbo, odwrócili ten proces, nie tylko nie oddali energii, która powinna tam się udać, ale wzięli tę ze środka. Zdaniem specjalisty z Durmstrangu byliście martwi i energia Limbo przywróciła was do życia, a teraz staliście się… typem nieumarłych. Nowym. Zdaniem tej kobiety jest wręcz przeciwnie, jesteście bardziej żywi niż cokolwiek innego, bo ta dodatkowa energia w was krąży.. Kiedy… próbowaliście różnych metod sprawdzenia, co wam dolega… problem polegał na tym, że zakładaliście, że przez ten chłód brakuje wam energii. A was nie trzeba zasilać. To wy jesteście źródłem – powiedziała. Niezbyt głośno i jeszcze przysłaniając nieco usta ręką, tak na wszelki wypadek. Cynthia i Laurent przekazujący im własną energię nie mogli niczego zmienić, bo to Zimni mieli tej energii więcej. Nie trzeba było zasilać żadnej "dziury", nie istniały braki. To ich energii należało użyć. – A przynajmniej jest nimi pozostała trójka. Nie jestem pewna, jak działa to w twoim przypadku, skoro ciebie tamto miejsce jednak pochłaniało, a proces odwróciła w ostatniej chwili Isobell. I to dopiero początek rewelacji.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.