22.08.2024, 17:26 ✶
Ludzie czasem popełniali błędy, bo byli ludźmi. Brenna do tej pory czuła mdłości na myśl o kilku własnych z ostatnich miesięcy – które drogo kosztowały lub drogo kosztować mogły, i wynikały ze złej oceny sytuacji czy braku pomyślunku. Nie miała do nich prawa, ale nie umiała tych uniknąć. Inni popełniali je, bo byli leniwi, ich umysł zaprzątały inne sprawy, nie starali się zbytnio w pracy. Dość typowe, chociaż w niektórych zawodach, takich jak magipolicja, brzemienne w skutkach.
A niektórzy celowo przymykali oka, i w tej sprawie Brenna miała wrażenie, że mogło dojść do czegoś takiego. Ktoś tam namieszał zakulisowo, aby upewnić się, że zaginięcie Harta nie zwróci za wiele uwagi. To nie musieli być nawet śmierciożercy, czasem to był łańcuszek przysług, szantaży, wzajemnych zależności.
Nie skomentowała więc nijak tych słów.
– Mhm, dużo zależy czy i co znajdziemy. Może da się podrzucić jakieś dowody MM anonimowo. Albo powiedzieć, że przypadkiem zauważyliśmy o to i to, więc chcemy wznowić śledztwo. Ale może to nie będzie możliwe wcale, bo musielibyśmy sami siebie nawzajem aresztować albo… jeśli ktoś z wewnątrz jest w to zamieszany… to by tylko usunął dowody – wyrecytowała zamiast tego. Niestety, dobrze poznała tę grę, będąc jednym z wielu pionków, które przez ostatnie dwa lata na szachownicy przesuwał Dumbledore. A przecież i wcześniej Brenna nieraz wkurwiała się, gdy widziała, jak ktoś uchodzi sprawiedliwości, bo krewni i znajomi oraz dobry prawnik zadbali o to, aby zakopać sprawę pod dywan. – Nie ma sprawy, ja jestem beznadziejna w zauroczeniu, muszę je poćwiczyć, bo confundowanie jest przydatne… no i rozproszenie też przydałoby się podciągnąć – powiedziała, ruszając w klatkę, po czym wyciągnęła różdżkę, by ich oboje potraktować zaklęciem, które miało ubarwić ich ubrania i skórę tak, by stali się mało widoczni w mroku.
Wstrzymała oddech, gdy napatoczył się mugol, zeszła mu z drogi i zastygła. To nie była w końcu pełna niewidzialność, i cóż, może właśnie ten confundus byłby tutaj przydatny… na całe szczęście mugol był na tyle podpity, że nie zorientował się nawet, kiedy omal nie wpadł na Oriona.
– Nie przejmuj się, grunt, że tu jesteśmy – mruknęła sekundę później, gdy przekroczyła próg mieszkania. Nie ruszała na razie w głąb, a wyciągnęła różdżkę ponownie, by rzucić zaklęcia rozpraszające. Wyglądało na to, że jeśli nawet lokal jest zabezpieczony to raczej przed mugolami, właściciel chyba nie spodziewał się, że ktoś z czarodziei będzie go niepokoił.
To mogło oznaczać, że nie ma nic do ukrycia albo jest płotką. Tyle że większości przestępstw nie popełniali wcale jacyś geniusze zbrodni. To byli często przeciętni obywatele, albo wręcz przygłupi oportuniści. Śmierciożercy wprawdzie byli pewną elitą, ale Adrian nie wydawał się materiałem na takiego… mógł jednak do pewnego stopnia współpracować.
– Salon z kuchnią, sypialnia – powiedziała cicho, robiąc ostrożny krok do przodu i zaglądając do jednego i drugiego pomieszczenia. Oba były puste, i Brenna wreszcie rozświetliła mrok lumos, niezbyt mocnym: tak by móc przyświecić sobie różdżką, ale by z zewnątrz nie było widać za bardzo świateł w oknach. – Które bierzesz?
A niektórzy celowo przymykali oka, i w tej sprawie Brenna miała wrażenie, że mogło dojść do czegoś takiego. Ktoś tam namieszał zakulisowo, aby upewnić się, że zaginięcie Harta nie zwróci za wiele uwagi. To nie musieli być nawet śmierciożercy, czasem to był łańcuszek przysług, szantaży, wzajemnych zależności.
Nie skomentowała więc nijak tych słów.
– Mhm, dużo zależy czy i co znajdziemy. Może da się podrzucić jakieś dowody MM anonimowo. Albo powiedzieć, że przypadkiem zauważyliśmy o to i to, więc chcemy wznowić śledztwo. Ale może to nie będzie możliwe wcale, bo musielibyśmy sami siebie nawzajem aresztować albo… jeśli ktoś z wewnątrz jest w to zamieszany… to by tylko usunął dowody – wyrecytowała zamiast tego. Niestety, dobrze poznała tę grę, będąc jednym z wielu pionków, które przez ostatnie dwa lata na szachownicy przesuwał Dumbledore. A przecież i wcześniej Brenna nieraz wkurwiała się, gdy widziała, jak ktoś uchodzi sprawiedliwości, bo krewni i znajomi oraz dobry prawnik zadbali o to, aby zakopać sprawę pod dywan. – Nie ma sprawy, ja jestem beznadziejna w zauroczeniu, muszę je poćwiczyć, bo confundowanie jest przydatne… no i rozproszenie też przydałoby się podciągnąć – powiedziała, ruszając w klatkę, po czym wyciągnęła różdżkę, by ich oboje potraktować zaklęciem, które miało ubarwić ich ubrania i skórę tak, by stali się mało widoczni w mroku.
Wstrzymała oddech, gdy napatoczył się mugol, zeszła mu z drogi i zastygła. To nie była w końcu pełna niewidzialność, i cóż, może właśnie ten confundus byłby tutaj przydatny… na całe szczęście mugol był na tyle podpity, że nie zorientował się nawet, kiedy omal nie wpadł na Oriona.
– Nie przejmuj się, grunt, że tu jesteśmy – mruknęła sekundę później, gdy przekroczyła próg mieszkania. Nie ruszała na razie w głąb, a wyciągnęła różdżkę ponownie, by rzucić zaklęcia rozpraszające. Wyglądało na to, że jeśli nawet lokal jest zabezpieczony to raczej przed mugolami, właściciel chyba nie spodziewał się, że ktoś z czarodziei będzie go niepokoił.
To mogło oznaczać, że nie ma nic do ukrycia albo jest płotką. Tyle że większości przestępstw nie popełniali wcale jacyś geniusze zbrodni. To byli często przeciętni obywatele, albo wręcz przygłupi oportuniści. Śmierciożercy wprawdzie byli pewną elitą, ale Adrian nie wydawał się materiałem na takiego… mógł jednak do pewnego stopnia współpracować.
– Salon z kuchnią, sypialnia – powiedziała cicho, robiąc ostrożny krok do przodu i zaglądając do jednego i drugiego pomieszczenia. Oba były puste, i Brenna wreszcie rozświetliła mrok lumos, niezbyt mocnym: tak by móc przyświecić sobie różdżką, ale by z zewnątrz nie było widać za bardzo świateł w oknach. – Które bierzesz?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.