14.01.2023, 13:49 ✶
Oczy mu się zaświeciły. A więc była jeszcze jakaś nadzieja na dołączenie do muzykantów. Uśmiechnął się szelmowsko i zerknął kątem oka na skrzaty wciąż nucące świąteczne melodie. Może po obiedzie potrenuje przy ich akompaniamencie przed małą, Hogwardzką społecznością? Spodobał mu się ten pomysł, ale na razie był zbyt głodny, by wprowadzić go w życie. Omiótł spojrzeniem stół i utkwił go w indyku. Radośnie nałożył kawałek i dołożył sobie ziemniaczków.
- Dużo wiesz o Hogsmeade w trakcie Yule – zauważył, nieświadomy tego, że tam mieszkała. Brzmiała dla niego bardziej jak stała bywalczyni w Hogwarcie w trakcie przerwy zimowej, obeznana ze wszystkim, co działo się wokół w tym okresie, a nie jak ktoś, komu przydarzyło się to raz, bo mama pojechała do krewnej.
- Znudziło? W porównaniu do takiego obrońcy to nie najgorsza opcja – Theodore również nigdy by nie rozważył zostania szukającym, bo to indywidualna robota i nie trzeba było przejmować tym, co dzieje się na boisku. Jednak istniało dużo gorsze miotlarskie zajęcie. Obrońca to według niego zdecydowanie najnudniejsza pozycja. Przez połowę gry nic się nie robiło oprócz czekania na to, aż drużyna przeciwna podleci z kaflem. Wszyscy inni zawodnicy przez cały czas mieli coś do roboty. Już chyba wolałby być tym durnym szukającym i przez cały mecz nie mieć ani jednej interakcji z innym graczem niż stać w obronie i przez cały czas pasywnie czekać na piłkę.
- Wydaje mi się, że na tym polega wróżbiarstwo. Przedstawia się coś, a jak to się nie wypali, to wtedy mówi się, że była to tylko jedna z możliwych przyszłości. Może więc rzeczywiście to zwierciadło jest wróżbiarskim artefaktem – odparł, uznając jej teorię za prawdopodobną, ale i tak zachichotał, bo rzeczy powiązane z prorokowaniem zawsze tak na niego działały. Nie miał wysokiego mniemania o sztuce czytania przyszłości. Była zdecydowanie zbyt mało konkretna. Gdyby tylko mógł na innych przedmiotach lać wodę tak, jak robią to wieszcze, to byłby piątkowym uczniem.
Nie zauważył, że w defensywny sposób zareagowała na jego pytanie. Nie miało one nikogo obrazić. Sam miał bardzo niewiele do roboty, a nie uważał się za nudną osobę. Lovegood zupełnie nieświadomy tego, co działo się w jej głowie i że właśnie przetestował jej cierpliwość, jak gdyby nigdy nic wepchnął porcję ziemniaków do ust. Jego talerz był pełen, widać było, że nie miał zamiaru się oszczędzać.
- Do-brego Yule – powiedział z pełnymi ustami, a gdy już udało mu się przeżuć i połknąć, uśmiechnął się szeroko zadowolony z tego, że coraz bardziej przekonywała się do poszukiwań lustra. Nie w pełni, bo uzależniła to od losu ich wyścigu, ale i tak uznał to za satysfakcjonującą zmianę.
- Dużo wiesz o Hogsmeade w trakcie Yule – zauważył, nieświadomy tego, że tam mieszkała. Brzmiała dla niego bardziej jak stała bywalczyni w Hogwarcie w trakcie przerwy zimowej, obeznana ze wszystkim, co działo się wokół w tym okresie, a nie jak ktoś, komu przydarzyło się to raz, bo mama pojechała do krewnej.
- Znudziło? W porównaniu do takiego obrońcy to nie najgorsza opcja – Theodore również nigdy by nie rozważył zostania szukającym, bo to indywidualna robota i nie trzeba było przejmować tym, co dzieje się na boisku. Jednak istniało dużo gorsze miotlarskie zajęcie. Obrońca to według niego zdecydowanie najnudniejsza pozycja. Przez połowę gry nic się nie robiło oprócz czekania na to, aż drużyna przeciwna podleci z kaflem. Wszyscy inni zawodnicy przez cały czas mieli coś do roboty. Już chyba wolałby być tym durnym szukającym i przez cały mecz nie mieć ani jednej interakcji z innym graczem niż stać w obronie i przez cały czas pasywnie czekać na piłkę.
- Wydaje mi się, że na tym polega wróżbiarstwo. Przedstawia się coś, a jak to się nie wypali, to wtedy mówi się, że była to tylko jedna z możliwych przyszłości. Może więc rzeczywiście to zwierciadło jest wróżbiarskim artefaktem – odparł, uznając jej teorię za prawdopodobną, ale i tak zachichotał, bo rzeczy powiązane z prorokowaniem zawsze tak na niego działały. Nie miał wysokiego mniemania o sztuce czytania przyszłości. Była zdecydowanie zbyt mało konkretna. Gdyby tylko mógł na innych przedmiotach lać wodę tak, jak robią to wieszcze, to byłby piątkowym uczniem.
Nie zauważył, że w defensywny sposób zareagowała na jego pytanie. Nie miało one nikogo obrazić. Sam miał bardzo niewiele do roboty, a nie uważał się za nudną osobę. Lovegood zupełnie nieświadomy tego, co działo się w jej głowie i że właśnie przetestował jej cierpliwość, jak gdyby nigdy nic wepchnął porcję ziemniaków do ust. Jego talerz był pełen, widać było, że nie miał zamiaru się oszczędzać.
- Do-brego Yule – powiedział z pełnymi ustami, a gdy już udało mu się przeżuć i połknąć, uśmiechnął się szeroko zadowolony z tego, że coraz bardziej przekonywała się do poszukiwań lustra. Nie w pełni, bo uzależniła to od losu ich wyścigu, ale i tak uznał to za satysfakcjonującą zmianę.