22.08.2024, 23:19 ✶
— Z tego co pamiętam, Bones twierdził, że Ministerstwo próbuje zabezpieczyć większą liczbę lokalizacji, w tym Londyn. — Wzruszył sztywno ramionami. — Możemy tylko gdybać, jaki był ich cel. Może Śmierciożercom udało się podsunąć im jakąś fałszywą informację?
Wątpił, aby poza atakiem na Dolinę Godryka czarnoksiężnicy Voldemorta przeprowadzili inne działania zbrojne. Usłyszeliby o tym. Dotarłyby do nich jakieś plotki o tym, że doszło do jakiegoś ataku, zbiorowego porwania lub wyczarowania na nocnym niebie Mrocznego Znaku górującego ponad budynkami jakiejś zapomnianej przez Merlina mieściny. Jedno było jednak pewne - plany ich przełożonych nie pokryły się koniec końców z rzeczywistością. Podczas gdy część doświadczonych członków Brygady odbywała spokojną służbę w centrum magicznej dzielnicy, oni odpierali atak na Polanę Ognisk. A wsparcie przybyło kilka godzin za późno.
— Nie brzmisz, jakbyś miała jakąś wielką wiarę w jego umiejętności — rzucił z nutką dezaprobaty w głosie. — Zawsze moglibyśmy go uzbroić w jakiś rapier albo szablę. Nawet jeśli z różdżką radzi sobie nieco gorzej, to z mieczem nie powinien mieć najmniejszych problemów.
Nawet jeśli trzon Departamentu Tajemnic stanowili naukowcy, tak wydawało mu się, że w trzewiach sekretnych biur musiało kryć się coś więcej. Może jakieś artefakty mogące pomóc pracownikom na wypadek niespodziewanego ataku? Co więcej, wiedza też mogła być sporą przewagą. Zapomniane inkantacje, zaklęcia i rytuały mogące przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Tam nie mogło chodzić tylko o badania... Prawda?
— Tak, od tych rozmów o remoncie zrobiłem się głodny — stwierdził, posłusznie podążając za siostrą za drzwi ''apartamentu''.
Aż nader dobrze pamiętał, ile zajęło mu znalezienie odpowiedniego kandydata na odnowienie Warowni. Gdyby nie to, że Sam akurat urzędował w Dolinie Godryka, to pewnie po dziś dzień płot byłby nieodnowiony, a fasada budynków na działce dalej byłaby w opłakanym stanie. Może powinniśmy rozpytać Nory?, pomyślał mimowolnie, gdy schodzili po schodach z powrotem na parter.
W końcu dostosowanie klubokawiarni do obecnego stanu musiało wymagać jakichś konsultacji, nawet jeśli magia sporo ułatwiała. Kto wie, może kobieta mogła ich skierować do odpowiedniej - zaufanej - osoby? Eh, te i parę innych rzeczy będą musieli poruszyć przy ciastku i popołudniowej herbacie. Bo przecież samymi drożdżówkami na pewno się tam nie najedzą!
Wątpił, aby poza atakiem na Dolinę Godryka czarnoksiężnicy Voldemorta przeprowadzili inne działania zbrojne. Usłyszeliby o tym. Dotarłyby do nich jakieś plotki o tym, że doszło do jakiegoś ataku, zbiorowego porwania lub wyczarowania na nocnym niebie Mrocznego Znaku górującego ponad budynkami jakiejś zapomnianej przez Merlina mieściny. Jedno było jednak pewne - plany ich przełożonych nie pokryły się koniec końców z rzeczywistością. Podczas gdy część doświadczonych członków Brygady odbywała spokojną służbę w centrum magicznej dzielnicy, oni odpierali atak na Polanę Ognisk. A wsparcie przybyło kilka godzin za późno.
— Nie brzmisz, jakbyś miała jakąś wielką wiarę w jego umiejętności — rzucił z nutką dezaprobaty w głosie. — Zawsze moglibyśmy go uzbroić w jakiś rapier albo szablę. Nawet jeśli z różdżką radzi sobie nieco gorzej, to z mieczem nie powinien mieć najmniejszych problemów.
Nawet jeśli trzon Departamentu Tajemnic stanowili naukowcy, tak wydawało mu się, że w trzewiach sekretnych biur musiało kryć się coś więcej. Może jakieś artefakty mogące pomóc pracownikom na wypadek niespodziewanego ataku? Co więcej, wiedza też mogła być sporą przewagą. Zapomniane inkantacje, zaklęcia i rytuały mogące przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Tam nie mogło chodzić tylko o badania... Prawda?
— Tak, od tych rozmów o remoncie zrobiłem się głodny — stwierdził, posłusznie podążając za siostrą za drzwi ''apartamentu''.
Aż nader dobrze pamiętał, ile zajęło mu znalezienie odpowiedniego kandydata na odnowienie Warowni. Gdyby nie to, że Sam akurat urzędował w Dolinie Godryka, to pewnie po dziś dzień płot byłby nieodnowiony, a fasada budynków na działce dalej byłaby w opłakanym stanie. Może powinniśmy rozpytać Nory?, pomyślał mimowolnie, gdy schodzili po schodach z powrotem na parter.
W końcu dostosowanie klubokawiarni do obecnego stanu musiało wymagać jakichś konsultacji, nawet jeśli magia sporo ułatwiała. Kto wie, może kobieta mogła ich skierować do odpowiedniej - zaufanej - osoby? Eh, te i parę innych rzeczy będą musieli poruszyć przy ciastku i popołudniowej herbacie. Bo przecież samymi drożdżówkami na pewno się tam nie najedzą!
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞