Anthony od razu zauważył, że to, co widzi, to wcale nie żaden dawny język, a uproszczony i pokaleczony alfabet Ormiański, lecz ułożony bez sensu — słowa nie miały ładu i składu. Nie były nawet słowami. Z kolei Guinevere z łatwością zauważyła powtarzalność liter i konstrukcję, która sugerowała, że mają do czynienia z jakimś rodzajem szyfru. Wspólnie mogli być w stanie rozwikłać ten problemu.
Erik mógł przez okienko dojrzeć wewnętrzny dziedziniec, gdzie na ławeczce siedział brodaty mężczyzna odziany w czerń, zaskakująco podobny do jego wujka Morpheusa, jedynie starszy, nieogolony i dużo, dużo wyższy. Czytał jakiś zwój.
— Jak sądzicie, będziecie w stanie nam pomóc? — zapytał ich przewodnik, parząc dla wszystkich w szklankach z metalowym koszyczkiem tradycyjną egipską herbatę różaną o intensywnie kwiatowym, słodko-kwasnym smaku i postawił przed każdym z nich, podając ją przez bawełnianą szmatką, aby uniknąć kontaktu.
Poproszę wszystkich o rzuty na percepcję.