23.08.2024, 21:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2025, 10:01 przez The Lightbringer.)
Specjalna zniżka dla każdego, kto przeżuje ultra pikantną, ogniście ostrą papryczkę chili w całości. Przeżuje, nie wypluje, mówiło pełne wyczekującej nadziei spojrzenie Wojciecha Wędliniarza – a skoro rzekło się już “Jezus”, to trzeba też powiedzieć “Chrystus” – Jim zaczął przygotowywać się mentalnie na próbę wiary. A może po prostu próbę wytrzymałości swojej dupy.
Przesunął wzrokiem po oferowanych przez handlarza odmianach. Ognista grypa nie brzmiała zbyt zachęcająco, podobnie jak Smoczy żar… Zatrzymał się dłużej przy odmianie o bardziej poetyckiej nazwie: Piekielne pocałunki. Jim zmarszczył brwi. W tym miał doświadczenie.
Sięgnął po jedną z papryczek, widząc spanikowane spojrzenie brata. Najwyżej wyniosą nas na ołtarze jako świętych męczenników, chciał pocieszyć Felixa – choć nie był do końca pewien, czy dzieciak tak by to odebrał – uśmiechnął się więc tylko krzepiąco, próbując dodać sobie i młodszemu braciszkowi animuszu.
Mina mu jednak nieco zrzedła, kiedy usłyszał toast. Poza rodziną, Jim nie posiadał w życiu zbyt wielu przywiązań, ale wobec swojej ojczyzny żywił sentyment niezrozumiały dla czarodziejów, angażujących się wyłącznie w konflikty w obrębie magicznej kasty. Konflikt Irlandii z koroną brytyjską śledził na bieżąco. Dzisiaj mijało dokładnie pół roku od masakry w Derry, od ogłoszenia żałoby narodowej. Chwilę zajęło mu opanowanie twarzy.
Pokręcił wolno głową. Ostrzegawcze iskierki zamigotały w jego oczach.
– Za wolną, zjednoczoną Irlandię, Felixie – poprawił spokojnie, acz stanowczo brata. Młody był, gniewny i popędliwy, polityką się nie interesował, Jim potrafił to zrozumieć… Ale przecież młodsi od niego zostali haniebnie pomordowani podczas Krwawej Niedzieli.
Nie chcąc być gorszym, papryczkę przełknął w całości. Liczył, że ten sam ogień, który płynął w jego żyłach, nie zdradzi go, trawiąc trzewia na popiół, wystawiony na próbę Piekielnych pocałunków.
rzucam na af, żeby sprawdzić, czy papryczka poskłada mnie, czy ja papryczkę xD
Papryczka była... Wyjątkowo smaczna. Jim uniósł zaskoczony brwi, czując znajome pieczenie w gardle, trochę podobne do tego, które rozlewało mu się na języku, gdy wykonywał sztuczkę z połykaniem płonącej pochodni. A jednak coś było inaczej. Coś było nie tak. Jim zdążył zasłonić ręką buzię, zanim wydostało się z niej głośne beknięcie. Felix zdążył jednak dojrzeć błysk żaru, którym odbiło się Jimowi. Taki sam żar bił od buchającego życiem ogniska, którego płomienie powoli bawiły się coraz to żwawiej, coraz to gwałtowniej wznosiły się ku niebu. Papryczka przypominała zapalniczkę na stacji benzynowej, wino wylane na rozgrzaną patelnię, iskrę krzesaną nad laską dynamitu. Była zapalnikiem, który mógł striggerować klątwę żywiołów... Może dlatego Felix bez słowa schwycił Jima za fraki, i szybko odciągnął go od straganów, coby następne beknięcie brata nie zmiotło ryneczku z powierzchni ziemi.
Przesunął wzrokiem po oferowanych przez handlarza odmianach. Ognista grypa nie brzmiała zbyt zachęcająco, podobnie jak Smoczy żar… Zatrzymał się dłużej przy odmianie o bardziej poetyckiej nazwie: Piekielne pocałunki. Jim zmarszczył brwi. W tym miał doświadczenie.
Sięgnął po jedną z papryczek, widząc spanikowane spojrzenie brata. Najwyżej wyniosą nas na ołtarze jako świętych męczenników, chciał pocieszyć Felixa – choć nie był do końca pewien, czy dzieciak tak by to odebrał – uśmiechnął się więc tylko krzepiąco, próbując dodać sobie i młodszemu braciszkowi animuszu.
Mina mu jednak nieco zrzedła, kiedy usłyszał toast. Poza rodziną, Jim nie posiadał w życiu zbyt wielu przywiązań, ale wobec swojej ojczyzny żywił sentyment niezrozumiały dla czarodziejów, angażujących się wyłącznie w konflikty w obrębie magicznej kasty. Konflikt Irlandii z koroną brytyjską śledził na bieżąco. Dzisiaj mijało dokładnie pół roku od masakry w Derry, od ogłoszenia żałoby narodowej. Chwilę zajęło mu opanowanie twarzy.
Pokręcił wolno głową. Ostrzegawcze iskierki zamigotały w jego oczach.
– Za wolną, zjednoczoną Irlandię, Felixie – poprawił spokojnie, acz stanowczo brata. Młody był, gniewny i popędliwy, polityką się nie interesował, Jim potrafił to zrozumieć… Ale przecież młodsi od niego zostali haniebnie pomordowani podczas Krwawej Niedzieli.
Nie chcąc być gorszym, papryczkę przełknął w całości. Liczył, że ten sam ogień, który płynął w jego żyłach, nie zdradzi go, trawiąc trzewia na popiół, wystawiony na próbę Piekielnych pocałunków.
rzucam na af, żeby sprawdzić, czy papryczka poskłada mnie, czy ja papryczkę xD
Rzut Z 1d100 - 85
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 40
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Papryczka była... Wyjątkowo smaczna. Jim uniósł zaskoczony brwi, czując znajome pieczenie w gardle, trochę podobne do tego, które rozlewało mu się na języku, gdy wykonywał sztuczkę z połykaniem płonącej pochodni. A jednak coś było inaczej. Coś było nie tak. Jim zdążył zasłonić ręką buzię, zanim wydostało się z niej głośne beknięcie. Felix zdążył jednak dojrzeć błysk żaru, którym odbiło się Jimowi. Taki sam żar bił od buchającego życiem ogniska, którego płomienie powoli bawiły się coraz to żwawiej, coraz to gwałtowniej wznosiły się ku niebu. Papryczka przypominała zapalniczkę na stacji benzynowej, wino wylane na rozgrzaną patelnię, iskrę krzesaną nad laską dynamitu. Była zapalnikiem, który mógł striggerować klątwę żywiołów... Może dlatego Felix bez słowa schwycił Jima za fraki, i szybko odciągnął go od straganów, coby następne beknięcie brata nie zmiotło ryneczku z powierzchni ziemi.
Koniec sesji
gniew mój wybuchnie
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić