23.08.2024, 22:15 ✶
Jonathan naprawdę gdyby mógł przychyliłby każdemu z dzieciaków Charlotte nieba, ale że nawet dla niego nie było to wykonalne, próbował robić zbliżone do tego rzeczy, nawet jeśli przyjaciółka nie była do końca zachwycona niektórymi z nich.
– Oh, nie moja droga, jestem pewny że zabiłaby tylko mnie za zachęcanie cię do takich pomysłów, więc ty byłabyś całkiem bezpieczna. Twoja matka, sprowokowana, byłaby pewnie zdolna do zamordowania każdego na tej planecie poza wami – powiedział lekkim tonem, jakby wizja śmierci z rąk Charlotte Kelly zupełnie go nie przerażała. Przecież gdyby naprawdę miałaby go zabić, zrobiłaby to już jakieś dwadzieścia lat temu, jak i nie więcej.
Jonathan skinął głową przyjmując do wiadomości, ze czarownica była gotowa radzić sobie ze wszystkim sama. Trochę go to przerażało, bo na Merlina, kiedy ta mała dziewczynka dorosła do tego stopnia, że zapewniała go, że poradzi sobie ze wszystkim w pracy i jak starym czyniło go to jego samego? Nie bardzo starym. Nie był przecież jeszcze nawet w połowie swojego życia. Jakoś tak energiczniej wbił widelczyk w swój kawałek brownie.
Pokręcił głową, wciąż uśmiechając się serdecznie.
– Ktoś musi pilnować biura, kiedy będziecie na miejscu – powiedział tonem głosu wskazującym, że nieszczególnie mu to przeszkadzało. W końcu na tym polegała jego praca. Zastępować swojego szefa kiedy nie przychodził do biura wyjeżdżał na tego typu wyjazdy. – Przypilnuj wujka Anthony'ego aby przywiózł mi jakiś ładny breloczek dobrze? I postaraj się tam coś pozwiedzać. Słyszałem, że jest tam kilka rzeczy wartych uwagi.
– Oh, nie moja droga, jestem pewny że zabiłaby tylko mnie za zachęcanie cię do takich pomysłów, więc ty byłabyś całkiem bezpieczna. Twoja matka, sprowokowana, byłaby pewnie zdolna do zamordowania każdego na tej planecie poza wami – powiedział lekkim tonem, jakby wizja śmierci z rąk Charlotte Kelly zupełnie go nie przerażała. Przecież gdyby naprawdę miałaby go zabić, zrobiłaby to już jakieś dwadzieścia lat temu, jak i nie więcej.
Jonathan skinął głową przyjmując do wiadomości, ze czarownica była gotowa radzić sobie ze wszystkim sama. Trochę go to przerażało, bo na Merlina, kiedy ta mała dziewczynka dorosła do tego stopnia, że zapewniała go, że poradzi sobie ze wszystkim w pracy i jak starym czyniło go to jego samego? Nie bardzo starym. Nie był przecież jeszcze nawet w połowie swojego życia. Jakoś tak energiczniej wbił widelczyk w swój kawałek brownie.
Pokręcił głową, wciąż uśmiechając się serdecznie.
– Ktoś musi pilnować biura, kiedy będziecie na miejscu – powiedział tonem głosu wskazującym, że nieszczególnie mu to przeszkadzało. W końcu na tym polegała jego praca. Zastępować swojego szefa kiedy nie przychodził do biura wyjeżdżał na tego typu wyjazdy. – Przypilnuj wujka Anthony'ego aby przywiózł mi jakiś ładny breloczek dobrze? I postaraj się tam coś pozwiedzać. Słyszałem, że jest tam kilka rzeczy wartych uwagi.