Gdyby sobie wyobrazić, że Renigald pojawił się przez kominek w tym sklepie za pomocą Fiuu, od swojego mieszkania, nie unikniona byłaby jego irytacja na widok zabarykadowanego przejścia kartonami i listą przekleństw ze swojej strony. Rozpierdoliłby to prostymi zaklęciami. Chyba, że miałby dobry dzień, to w szacunku do pracy swojej koleżanki i kolegi rozsunąłby jakoś ten bałagan. A w jeszcze lepszym, może by nawet im to poukładał? W przeciwieństwie do swojego brata, lubił porządek i elegancję.
Największą z kolei niespodzianką byłoby dowiedzieć się, że oni ten kominek tutaj jednak mają. Ułatwiłoby to mu życie, dręcząc ich swoją osobą wychodzącą w poświacie zieleni z kominka! Szkoda tylko, że to brudny transport. Zabrudziłoby to jego drogocenne ubrania i cerę.
- Ten problem sam do mnie przychodzi. Choćby w postaci mojego brata, chcącego Cię poznać. Penny.Odegrał się słowami, że nawet siedzenie w domu, w mieszkaniu nic nie pomoże. Musiałby dosłownie wyjechać z Londynu, z Anglii? Nie głupi pomysł. Rozważy go przy jakiejś okazji. Choć będzie wewnętrznie cierpiał z tęsknoty za tą dwójką, to chociaż może sprawa z tymi ich zaręczynami ucichnie na dobre.
Z kolejną sprawą następnym razem do niej przyjdzie? Bzdury? Uniósł brew ku górze. Następnie spoważniał. Podszedł do niej bliżej. Stanął naprzeciwko. Wpatrywał się w jej oblicze twarzy. "Dlaczego musi nazywać się Weasley?"
- Dbam o Twoje bezpieczeństwo. Płacę żebrakom za pilnowanie Twojego lokalu. Nie myśl, że Twoje życie jest mi obojętne. Nie narażaj się bez potrzeby.Bywał dupkiem. Ale potrafił być także wspierającym kolegą. Umiał odgrywać swoją rolę dżentelmena, jaką mogła ujrzeć podczas ostatniej tamtego wspólnego spotkania w śmietance towarzyskiej celebrytów i innych bogaczy. Poznała jego świat od innej strony. On znał jej od tej.
Uniósł dłoń, aby swoimi długimi palcami zgarnąć jej kosmyk rudych włosów za ucho. Wpatrywał się w jej oczy. W wyobraźni widząc podirytowanego kuzyna Aidana. Kusiło go zrobić coś jeszcze, ale wycofał się z tego pomysłu. Wizja oberwania drugi raz w twarz od niego, nie była satysfakcjonująca.
- Uważaj na siebie. I nie szalej.Ucałował ja w policzek, zanim się zorientowała. Zgarnął swój kapelusz. Założył na głowę, uśmiechnął się i teleportował, znikając z jej sklepu, zanim przyszłoby jej do głowy zrobić mu cokolwiek. Albo powiedzieć. Niech oszczędza słowa. Niech wie, że nie jest mu obojętna.