14.01.2023, 16:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2023, 16:40 przez Brenna Longbottom.)
- Musiałam go sobie wyrobić, inaczej za łatwo znikłbyś mi z oczu, kiedy byliśmy mali i nie miałabym się z kim bawić - powiedziała Brenna lekko. Nawet po części zgodnie z prawdą, bo faktycznie lubiła włóczyć się za bratem. Chociaż brak kogoś do zabawy akurat jej nigdy nie groził. Liczne kuzynostwo, które bardzo chętnie wciągała w kłopoty, a i charakter, sprawiający, że gdy się nudziła, po prostu upatrywała sobie jakąś ofiarę i ta niewiele miała do gadania.
- Mamy sporo różnych szpargałów czy starszych, nieużywanych mebli... jak choćby ta szafa - powiedziała Brenna, wskazując mebel, który opróżniała właśnie z pudeł. - Myślałam, żeby je poprzerabiać. Jeżeli się na tym znasz, chętnie przyjmę pomoc.
Sama na stolarce nie znała się wcale. Na transmutacji za to całkiem nieźle, po OPCM był to drugi przedmiot, w którym radziła sobie najlepiej... chociaż raczej ze względu na ośli upór, związany z tym, że ze względu na brata postanowiła zostać animagiem, niż faktyczne, wrodzone zdolności. Pracy było jednak sporo, ona nie dysponowała wcale jakimś nadmiarem czasu, a Rookwoodowi może i dobrze zrobiłoby jakieś zajęcie. Obiecała wprawdzie, że jeśli chce walczyć, spróbuje się to załatwić, ale po pierwsze, działalność Zakonu była raczej doraźnym reagowaniem na nakazy z góry, po drugie, w tej chwili Patrick wciąż jeszcze badał sprawę dotyczącą Christie, zaś sam Charlie musiał dojść do siebie...
- Większość szaf jest normalna. Większość, bo nie dziadkowa. I jeszcze jest ta mamy. Zaklinała ją babcia. W środku zmieściłaby się Narnia z przyległościami – powiedziała Erikowi, wyłapując jego spojrzenie. Cóż, matka z domu Potterów, oczywiste, że bardzo zwracała uwagę na wygląd i pewnie w głębi ducha bolała nad tym, jak mocno geny Longbottomów uwidoczniły się u jedynej córki, która nie to, że na ubrania nie zwracała uwagi zupełnie, ale na co dzień chodziła albo w mundurze, albo w czymś, co było po prostu wygodne. I tak, oczywiście, że Brenna orientowała się w zagadkach rodzinnych szaf. Zwiedziła w ten czy inny sposób większość szaf w posiadłości już jako mała dziewczynka. Z ciekawości czy podczas zabaw w chowanego.
Jeżeli zaś szło o Charliego i zmiennokształtność…
Brenna przesunęła pudełka, część odkładając na jedną kupkę, a drugą obok. Pozornie nie zrobiło to na niej wrażenia, chociaż umysł już pracował na wysokich obrotach, zastanawiając się, jak to wykorzystać. Brenna Brygadzistka powinna oczywiście wymusić na nim rejestrację i nałożyć mandat. Brenna z Zakonu Feniksa jednak od razu pomyślała, że to jest coś, co naprawdę może się im przydać. Sama się zmieniała i nie rozgłaszała tego, ale też nie ukrywała zbytnio – zarejestrowała się po Hogwarcie i wykorzystywała to w pracy.
- To może być przydatne. Masz coś przeciwko, żebym podała tę informację komuś, kto… może ją wykorzystać? – spytała wprost, czekając też aż odpowie na pytanie Erika. Co ma na myśli Charles raczej mógł odgadnąć. Wiedział już, że istnieją ludzie, którzy sprzeciwiają się Voldemortowi i nawet miał okazję jednego z nich poznać. Brenna miała wrażenie, że niezarejestrowana animagia może być w tym przypadku argumentem przemawiającym za tym, aby Charliego za jakiś czas włączyć w jakąś akcję.
Choćby dlatego, że może się okazać, że rozpaczliwie niezarejestrowanego animaga potrzebują.
- Mamy sporo różnych szpargałów czy starszych, nieużywanych mebli... jak choćby ta szafa - powiedziała Brenna, wskazując mebel, który opróżniała właśnie z pudeł. - Myślałam, żeby je poprzerabiać. Jeżeli się na tym znasz, chętnie przyjmę pomoc.
Sama na stolarce nie znała się wcale. Na transmutacji za to całkiem nieźle, po OPCM był to drugi przedmiot, w którym radziła sobie najlepiej... chociaż raczej ze względu na ośli upór, związany z tym, że ze względu na brata postanowiła zostać animagiem, niż faktyczne, wrodzone zdolności. Pracy było jednak sporo, ona nie dysponowała wcale jakimś nadmiarem czasu, a Rookwoodowi może i dobrze zrobiłoby jakieś zajęcie. Obiecała wprawdzie, że jeśli chce walczyć, spróbuje się to załatwić, ale po pierwsze, działalność Zakonu była raczej doraźnym reagowaniem na nakazy z góry, po drugie, w tej chwili Patrick wciąż jeszcze badał sprawę dotyczącą Christie, zaś sam Charlie musiał dojść do siebie...
- Większość szaf jest normalna. Większość, bo nie dziadkowa. I jeszcze jest ta mamy. Zaklinała ją babcia. W środku zmieściłaby się Narnia z przyległościami – powiedziała Erikowi, wyłapując jego spojrzenie. Cóż, matka z domu Potterów, oczywiste, że bardzo zwracała uwagę na wygląd i pewnie w głębi ducha bolała nad tym, jak mocno geny Longbottomów uwidoczniły się u jedynej córki, która nie to, że na ubrania nie zwracała uwagi zupełnie, ale na co dzień chodziła albo w mundurze, albo w czymś, co było po prostu wygodne. I tak, oczywiście, że Brenna orientowała się w zagadkach rodzinnych szaf. Zwiedziła w ten czy inny sposób większość szaf w posiadłości już jako mała dziewczynka. Z ciekawości czy podczas zabaw w chowanego.
Jeżeli zaś szło o Charliego i zmiennokształtność…
Brenna przesunęła pudełka, część odkładając na jedną kupkę, a drugą obok. Pozornie nie zrobiło to na niej wrażenia, chociaż umysł już pracował na wysokich obrotach, zastanawiając się, jak to wykorzystać. Brenna Brygadzistka powinna oczywiście wymusić na nim rejestrację i nałożyć mandat. Brenna z Zakonu Feniksa jednak od razu pomyślała, że to jest coś, co naprawdę może się im przydać. Sama się zmieniała i nie rozgłaszała tego, ale też nie ukrywała zbytnio – zarejestrowała się po Hogwarcie i wykorzystywała to w pracy.
- To może być przydatne. Masz coś przeciwko, żebym podała tę informację komuś, kto… może ją wykorzystać? – spytała wprost, czekając też aż odpowie na pytanie Erika. Co ma na myśli Charles raczej mógł odgadnąć. Wiedział już, że istnieją ludzie, którzy sprzeciwiają się Voldemortowi i nawet miał okazję jednego z nich poznać. Brenna miała wrażenie, że niezarejestrowana animagia może być w tym przypadku argumentem przemawiającym za tym, aby Charliego za jakiś czas włączyć w jakąś akcję.
Choćby dlatego, że może się okazać, że rozpaczliwie niezarejestrowanego animaga potrzebują.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.