24.08.2024, 13:44 ✶
Było coś absolutnie satysfakcjonującego w widoku odrzucanych przez zaklęcie Śmierciożerców, zwłaszcza gdy jeden z nich upadł na śnieg, rozsypując wszędzie lodowate drobinki. Może zimno odmrozi mu mózg i przez to trochę zmądrzeje. Niestety Śmierciożerca wstał, a z samego faktu, że postanowił rzucić w nich kolejnym zaklęciem, Selwyn wnioskował, że chyba jednak nic, a nic nie zmądrzał.
– Ja miałem ochraniać tyły – mruknął nieco niezadowolony, bo ochranianie tyłów brzmiało zdecydowanie bardziej heroicznie, niż jazda z przodu, ale przecież nie zamierzał się kłócić o coś takiego w samym środku walki. Tak samo, jak dzielnie, dzielnie bo przecież naprawdę ciężko było powstrzymać się od komentarza, nie zamierzał dodawać, że gdyby Woody miał na sobie swój klasyczny kapelusz, nie potrzebne byłoby żadne zaklęcie rozpraszające, bo ich przeciwnicy i tak nie byliby zdolni do rzucania żadnych czarów, zbyt zapatrzeni na tę nieboską abominację. Dlatego też po prostu skinął głową, rzucił kolejny czas, ktory niestety nie przebił się przez ochronę ich przeciwników, ale przynajmniej ich czymś na chwilę zajął i szybko ruszył do przodu, by usiąść wraz z Bobem, który już szykował się do wylotu. Gdzieś tam kątem oka, Selwyn dostrzegł że pomiędzy drzewami spoglądał na nich tamten kurier, ale widząc że walka dalej trwała, a jego powóz zostawał właśnie przejmowany, najwidoczniej się poddał i postanowił ponownie uciec z miejsca zdarzenia, za im ktokolwiek zdążył zareagować. Chyba całkiem słusznie. No chyba że był z nimi w zmowie. Wtedy to było to typowe tchórzostwo popleczników największego idioty w historii magii.
– Musimy ruszać! – krzyknął w stronę towarzysza, chcąc dać mu znać, by szybko pakował się na swoje miejsce. Czarnoksiężnicy jednak zdecydowanie nie chcieli dać im odlecieć tak po prostu, a może któryś z nich najzwyczajniej na świecie nie miał zbyt dobrego cela, bo nagle, stojący jeszcze na ziemi powóz, zaczął bardzo dziwnie się trząść, jakby wpadł we wredne powietrzne wiatry, lub ktoś postanowił zrobić sobie z niego zabawę pod tytułem Kto najdłużej utrzyma się na wozie i z niego nie spadnie.
– Amatorka – mruknął pod nosem ich woźniaca, ale Selwyn nie miał czasu na zgodzenie się (bo przecież wszystko co robili Śmierciożercy było amatorką), zbyt zajęty rzucaniem szeregu różnych zaklęć rozpraszajacych, które mogłyby uspokoić ich wóz, jednocześnie trzymając się ręką poręczy, aby z niego nie zlecieć.
– Ja miałem ochraniać tyły – mruknął nieco niezadowolony, bo ochranianie tyłów brzmiało zdecydowanie bardziej heroicznie, niż jazda z przodu, ale przecież nie zamierzał się kłócić o coś takiego w samym środku walki. Tak samo, jak dzielnie, dzielnie bo przecież naprawdę ciężko było powstrzymać się od komentarza, nie zamierzał dodawać, że gdyby Woody miał na sobie swój klasyczny kapelusz, nie potrzebne byłoby żadne zaklęcie rozpraszające, bo ich przeciwnicy i tak nie byliby zdolni do rzucania żadnych czarów, zbyt zapatrzeni na tę nieboską abominację. Dlatego też po prostu skinął głową, rzucił kolejny czas, ktory niestety nie przebił się przez ochronę ich przeciwników, ale przynajmniej ich czymś na chwilę zajął i szybko ruszył do przodu, by usiąść wraz z Bobem, który już szykował się do wylotu. Gdzieś tam kątem oka, Selwyn dostrzegł że pomiędzy drzewami spoglądał na nich tamten kurier, ale widząc że walka dalej trwała, a jego powóz zostawał właśnie przejmowany, najwidoczniej się poddał i postanowił ponownie uciec z miejsca zdarzenia, za im ktokolwiek zdążył zareagować. Chyba całkiem słusznie. No chyba że był z nimi w zmowie. Wtedy to było to typowe tchórzostwo popleczników największego idioty w historii magii.
– Musimy ruszać! – krzyknął w stronę towarzysza, chcąc dać mu znać, by szybko pakował się na swoje miejsce. Czarnoksiężnicy jednak zdecydowanie nie chcieli dać im odlecieć tak po prostu, a może któryś z nich najzwyczajniej na świecie nie miał zbyt dobrego cela, bo nagle, stojący jeszcze na ziemi powóz, zaczął bardzo dziwnie się trząść, jakby wpadł we wredne powietrzne wiatry, lub ktoś postanowił zrobić sobie z niego zabawę pod tytułem Kto najdłużej utrzyma się na wozie i z niego nie spadnie.
– Amatorka – mruknął pod nosem ich woźniaca, ale Selwyn nie miał czasu na zgodzenie się (bo przecież wszystko co robili Śmierciożercy było amatorką), zbyt zajęty rzucaniem szeregu różnych zaklęć rozpraszajacych, które mogłyby uspokoić ich wóz, jednocześnie trzymając się ręką poręczy, aby z niego nie zlecieć.