14.01.2023, 17:03 ✶
Pewnie żadne z ich czwórki nie planowało spędzić tego dnia w ten sposób. Castiel i Fergus mieli plany na randkę, Brenna zamierzała pobiegać z psami, a potem kontynuować przemeblowanie na strychu, Dani odpocząć na dyżurze. Samo przeszkodzenie w spokojnym wieczorze nie było jednak czymś, o co Brygadzistka mogłaby być zła. Martwiło ją raczej to, jak blisko byli tragedii.
- To już zależy od tego, co jej powiesz – odparła. Nie chciała przekazywać szczegółów, bo nie czuła się do tego uprawniona. Nie planowała też wiadomości zaczynać od dramatycznego „Ferg omal nie umarł zabity czarną magią”, bo w tej chwili był żywy, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że dojdzie do siebie za kilka dni i ostatnia rzecz, na jaką Brenna miałaby ochotę, to przyprawienie Nory o zawał serca nad wiadomością.
- Tego się dowiem od Castiela i z dokumentacji – powiedziała tylko odnośnie tej magii. Pozwolenia już sprawdziła, ale o wpływie na umysł informacji albo tam nie zamieszczono, albo jeszcze się do niej nie dokopała. Co i nie było dziwne, bo minęło tylko kilka godzin, podczas których głównie starała się trochę ogarnąć i sporządzić pierwszy raport.
Kąciki ust drgnęły jej mimowolnie, gdy tak szybko zapewnił, że nie, żadnych zawiadomień.
- Miałam nadzieję, że to powiesz – przyznała. Nie tyle dlatego, że w ten sposób oszczędzał jej sporo pracy, ale po prostu sytuacja i tak była dość skomplikowana i Brenna wolała, aby zakończyło się to na raporcie Brygady, wystąpieniu ewentualnie z jakimś pismem do Gringotta i pewnie postępowaniem wewnętrznym, a nie oficjalnym śledztwem przeciwko Flintowi. Wprawdzie nie przypadło by w udziale raczej jej, bo za długo się znali, ale i tak nie chciała, by Castiel skończył z zakazem wykonywania zawodu czy ogromną grzywną.
- Odpoczynek? Co to jest? Jakaś egzotyczna choroba? – zapytała, przekrzywiając lekko głowę, i te słowa już były bardziej „w codziennym stylu” Brenny. – Odpocznę w grobie – dodała jeszcze, pół żartem, pół serio. W ostatnich miesiącach ciągle była w biegu albo nad czymś pracowała, wszystko stanowiło jednak wyłącznie jej własny wybór. Na całe szczęście przynajmniej póki co energii jej nie brakowało, a ewentualne deficyty szybko uzupełniała za pomocą cukru z kawiarni Nory i mocnej kawy.
- Nie musisz mnie przepraszać, mnie się nic nie stało – stwierdziła, machając lekceważąco ręką. O tym, że artefakt omal w nich nie wybuchł, zdawała się już nie pamiętać. – To ty byłeś tym gościem z ręką w śmiertelnej pułapce. Ale dlatego zrób coś dla mnie i nie wpychaj palców więcej w żadne podejrzane miejsca – poprosiła. – Chcesz, żeby przekazać wiadomość jeszcze komuś?
- To już zależy od tego, co jej powiesz – odparła. Nie chciała przekazywać szczegółów, bo nie czuła się do tego uprawniona. Nie planowała też wiadomości zaczynać od dramatycznego „Ferg omal nie umarł zabity czarną magią”, bo w tej chwili był żywy, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że dojdzie do siebie za kilka dni i ostatnia rzecz, na jaką Brenna miałaby ochotę, to przyprawienie Nory o zawał serca nad wiadomością.
- Tego się dowiem od Castiela i z dokumentacji – powiedziała tylko odnośnie tej magii. Pozwolenia już sprawdziła, ale o wpływie na umysł informacji albo tam nie zamieszczono, albo jeszcze się do niej nie dokopała. Co i nie było dziwne, bo minęło tylko kilka godzin, podczas których głównie starała się trochę ogarnąć i sporządzić pierwszy raport.
Kąciki ust drgnęły jej mimowolnie, gdy tak szybko zapewnił, że nie, żadnych zawiadomień.
- Miałam nadzieję, że to powiesz – przyznała. Nie tyle dlatego, że w ten sposób oszczędzał jej sporo pracy, ale po prostu sytuacja i tak była dość skomplikowana i Brenna wolała, aby zakończyło się to na raporcie Brygady, wystąpieniu ewentualnie z jakimś pismem do Gringotta i pewnie postępowaniem wewnętrznym, a nie oficjalnym śledztwem przeciwko Flintowi. Wprawdzie nie przypadło by w udziale raczej jej, bo za długo się znali, ale i tak nie chciała, by Castiel skończył z zakazem wykonywania zawodu czy ogromną grzywną.
- Odpoczynek? Co to jest? Jakaś egzotyczna choroba? – zapytała, przekrzywiając lekko głowę, i te słowa już były bardziej „w codziennym stylu” Brenny. – Odpocznę w grobie – dodała jeszcze, pół żartem, pół serio. W ostatnich miesiącach ciągle była w biegu albo nad czymś pracowała, wszystko stanowiło jednak wyłącznie jej własny wybór. Na całe szczęście przynajmniej póki co energii jej nie brakowało, a ewentualne deficyty szybko uzupełniała za pomocą cukru z kawiarni Nory i mocnej kawy.
- Nie musisz mnie przepraszać, mnie się nic nie stało – stwierdziła, machając lekceważąco ręką. O tym, że artefakt omal w nich nie wybuchł, zdawała się już nie pamiętać. – To ty byłeś tym gościem z ręką w śmiertelnej pułapce. Ale dlatego zrób coś dla mnie i nie wpychaj palców więcej w żadne podejrzane miejsca – poprosiła. – Chcesz, żeby przekazać wiadomość jeszcze komuś?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.