24.08.2024, 15:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2024, 15:56 przez Brenna Longbottom.)
Absolutnie oszałamiającyXD pojedynek Eve i koleżki
Wokół Sebastiana i Brenny powietrze zamigotało i wszyscy dostrzegli półprzezroczyste sylwetki duchów – być może jego czar przyniósł jakiś efekt, a może te same postanowiły się ujawnić. Było ich kilka, wszystkie w prostych szatach czarodziejów, których krój wskazywałby na to, że umarli bardzo, bardzo dawno temu. Ich ubrania poplamione były krwią, twarze wykrzywiały się w szaleństwie i wściekłości. Byli tu mężczyźni, kobiety, a nawet drobniejsza sylwetka kogoś, kto musiał tu zginąć może nie jako małe dziecko, ale na pewno przed osiągnięciem dorosłości. Brenna być może mogłaby odpowiedzieć na pytanie Macmillana, skąd się tu wzięli: byli ofiarami, złożonymi tutaj w rytuale, który nie przebiegł tak jak powinien. I który chyba w jakiś sposób skaził to miejsce, uwięził ich, a działa dopełniła Isobell. Gdy umarli cisnęli się wokół niej, znów wzrok rozmazał się i przez chwilę nie widziała duchów, Macmillana, dopadającego do nich Atreusa: tylko wybuch błękitnego światła i rozpryskujący się na fragmenty kamień. Ale nie było na to czasu, nawet gdyby chciała się Sebastianowi do wizji przyznać.
Uniosła głowę na aurora: jego twarz rozmazywała się przed oczyma, słabo widoczna, ale Brenna odetchnęła z ulgą, bo gdy rzucił się przez Evelyn też w pierwszej chwili pomyślała o opętaniu, choć to nie było Samhain, Beltane ani nawet Litha. Wciąż jednak pozostał sobą.
Czar Atreusa owinął ich ciepłym powiewem.
Magia miała tu działać dziwnie i stali się świadkami właśnie takiej anomalii. Zaklęcie, i tak potężne, nie tylko sprawiło, że temperatura się podniosła, że szron, który zaczął osadzać się na trawie, stopniał natychmiast, ale ciała Sebastiana i Brenny natychmiast napełniło ciepło. Na skórze odczuwał je nawet Atreus, chociaż nawet taka moc nie mogła wyplenić wewnętrznego zimna z jego ciała. Na brzegach kopuły zaiskrzyła czerwień, a duchy z jakichś powodów cofnęły się nagle, poza jej krawędź. Czary nie wyrządzały krzywdy tym, którzy nie mieli ciała – nawet Sebastian nie był więc pewny, dlaczego zareagowały w taki sposób.
Brenna odetchnęła, gdy chłód przeminął, a dłoń pewniej zacisnęła się na różdżce. Za tę pomoc podziękuje później.
– Świece? Amulety? Krąg? Czego potrzebujesz? – syknęła Brenna do Macmillana. Wysłano go na misję egzorcysty, na pewno miał przy sobie potrzebne rzeczy, a mogli pomóc je rozstawić.
– Zniszczyć… to miejsce trzeba zniszczyć… – jęczał wywoływacz duchów, który się ku nim zbliżał. Nie był chyba opętany: nawet uszkodzona w Beltane zasłona, której nie naprawiono w pełni w Lithę, nie wystarczyła. Ale duchy wpłynęły na niego, gdy usiłował się z nimi skomunikować. Wyciągnął różdżkę i wycelował ją w stronę ołtarza, ale anomalia nie wzmocniła jego czaru – Evelyn nawet pośpiesznie rzuconą, niezbyt silną tarczą, zdołała odbić ten płomień, który wyczarował.
Pod edycję, kształtowanie od Bren
Brenna wycelowała w mężczyznę - i w powietrzu zalśniły sznury, które skrępowały go i sprawiły, że potknął się i upadł na ziemię, nim zdążył rzucić kolejne zaklęcie.
Wokół Sebastiana i Brenny powietrze zamigotało i wszyscy dostrzegli półprzezroczyste sylwetki duchów – być może jego czar przyniósł jakiś efekt, a może te same postanowiły się ujawnić. Było ich kilka, wszystkie w prostych szatach czarodziejów, których krój wskazywałby na to, że umarli bardzo, bardzo dawno temu. Ich ubrania poplamione były krwią, twarze wykrzywiały się w szaleństwie i wściekłości. Byli tu mężczyźni, kobiety, a nawet drobniejsza sylwetka kogoś, kto musiał tu zginąć może nie jako małe dziecko, ale na pewno przed osiągnięciem dorosłości. Brenna być może mogłaby odpowiedzieć na pytanie Macmillana, skąd się tu wzięli: byli ofiarami, złożonymi tutaj w rytuale, który nie przebiegł tak jak powinien. I który chyba w jakiś sposób skaził to miejsce, uwięził ich, a działa dopełniła Isobell. Gdy umarli cisnęli się wokół niej, znów wzrok rozmazał się i przez chwilę nie widziała duchów, Macmillana, dopadającego do nich Atreusa: tylko wybuch błękitnego światła i rozpryskujący się na fragmenty kamień. Ale nie było na to czasu, nawet gdyby chciała się Sebastianowi do wizji przyznać.
Uniosła głowę na aurora: jego twarz rozmazywała się przed oczyma, słabo widoczna, ale Brenna odetchnęła z ulgą, bo gdy rzucił się przez Evelyn też w pierwszej chwili pomyślała o opętaniu, choć to nie było Samhain, Beltane ani nawet Litha. Wciąż jednak pozostał sobą.
Czar Atreusa owinął ich ciepłym powiewem.
Magia miała tu działać dziwnie i stali się świadkami właśnie takiej anomalii. Zaklęcie, i tak potężne, nie tylko sprawiło, że temperatura się podniosła, że szron, który zaczął osadzać się na trawie, stopniał natychmiast, ale ciała Sebastiana i Brenny natychmiast napełniło ciepło. Na skórze odczuwał je nawet Atreus, chociaż nawet taka moc nie mogła wyplenić wewnętrznego zimna z jego ciała. Na brzegach kopuły zaiskrzyła czerwień, a duchy z jakichś powodów cofnęły się nagle, poza jej krawędź. Czary nie wyrządzały krzywdy tym, którzy nie mieli ciała – nawet Sebastian nie był więc pewny, dlaczego zareagowały w taki sposób.
Brenna odetchnęła, gdy chłód przeminął, a dłoń pewniej zacisnęła się na różdżce. Za tę pomoc podziękuje później.
– Świece? Amulety? Krąg? Czego potrzebujesz? – syknęła Brenna do Macmillana. Wysłano go na misję egzorcysty, na pewno miał przy sobie potrzebne rzeczy, a mogli pomóc je rozstawić.
– Zniszczyć… to miejsce trzeba zniszczyć… – jęczał wywoływacz duchów, który się ku nim zbliżał. Nie był chyba opętany: nawet uszkodzona w Beltane zasłona, której nie naprawiono w pełni w Lithę, nie wystarczyła. Ale duchy wpłynęły na niego, gdy usiłował się z nimi skomunikować. Wyciągnął różdżkę i wycelował ją w stronę ołtarza, ale anomalia nie wzmocniła jego czaru – Evelyn nawet pośpiesznie rzuconą, niezbyt silną tarczą, zdołała odbić ten płomień, który wyczarował.
Pod edycję, kształtowanie od Bren
Rzut W 1d100 - 85
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 29
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut 1d2 - 1
Brenna wycelowała w mężczyznę - i w powietrzu zalśniły sznury, które skrępowały go i sprawiły, że potknął się i upadł na ziemię, nim zdążył rzucić kolejne zaklęcie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.