Gdyby tylko chodziło o gadanie tak długo, by kazano mu się wreszcie zamknąć... Jessie nie chciał nawet pozwolić im obejrzeć rany ani dokładnie go zbadać, czy aby ugryzienie nie wywoła jakichś dolegliwości, albo czy nie zmieni człowieka w drugiego wampira. Skończył jednak gadać i grzecznie poczekał, aż w końcu przestaną go oglądać i macać (co nie znaczy, że był tak zupełnie posłuszny) tylko dlatego, że nie chciał dostać tej odznaki Złego Pacjenta.
-Postaram się o tym pamiętać - ale jego ton wskazywał, że była na to mała szansa.
Oczywiście, jeżeli faktycznie stanie mu się krzywda, będzie grzecznie poddawał się badaniom i, oczywiście, wspomni o samochodzie, ale teraz, gdy chodziło właściwie o niegroźne przebicie skóry, cała ta szopka nie była potrzebna.
-Nie, wszystko jest w porządku - wręcz przeciwnie, było mu ciepło. -Powinniśmy mieć chyba jeszcze jakieś ciastka.
I wbrew przykazaniu wuja Jessie podniósł tyłek z krzesła i zaczął otwierać i zamykać po kolei wszystkie szafki w poszukiwaniu opakowania ciastek, które pamiętał, że jeszcze wczoraj chował.
-Wysysała krew z kogoś innego, więc na mnie już raczej nie miał miejsca - powiedział, zamykając ostatnią z szafek.
Tak właśnie znalazł ciastka. Z drugiej szafki wyjął talerzyk, na który przełożył słodycze i postawił je na stole, by Jonathan mógł brać je bez krępacji. -Nie, żebym go usprawiedliwiał, ale to ja się tam władowałem. Miałem pecha - wzruszył ramionami.
Na kolejne pytania Jonathana odpowiedział dopiero po dłuższej chwili, podczas której przyglądał się uważnie wujowi.
-...Powiedziałem "blondyn"? - zmarszczył brwi przez własną pomyłkę. Chyba jednak za mało spał. -Przepraszam, wuju. Jasny brąz, wyższy ode mnie. Miał trzy piegi na policzku. Ubierał się właściwie normalnie. Spodnie, czarny T-shirt... Niebieska koszula w kratę.
To zaskoczyło nawet jego - jeszcze kilka godzin temu był w stanie prawie dokładnie opisać wampira Brennie, a teraz zaczynały umykać mu fakty, o czym zdawał sobie sprawę, gdy usłyszał to na głos. Tak jak kolor jego włosów. Wampir nie był blondynem, ale z jakiegoś powodu właśnie to określenie padło w rozmowie.
-Do Brenny Longbottom, więc raczej nie mamy powodów do zmartwień, nie uważasz?