24.08.2024, 21:07 ✶
Tego wieczoru miała zamiar nieco się rozluźnić. Niedługo po kolacji wymknęła się z domu, co nie było zaskoczeniem dla nikogo, o ile ktoś sprawdził. Scarlett od najmłodszych lat niczym czarny wyklęty kot chadzała własnymi ścieżkami, włócząc się często bez większego celu.
Cóż, ojciec mógł nie być zachwycony, aczkolwiek był zapracowany. Miał na głowie na tyle dużo, aby nie zawracać sobie nią głowy.
Ona zaś uważała się za dorosłą dziewczynkę. Musiała jedynie uważać, aby nie wpakować się w kłopoty. Ojciec tym razem by ją udusił, gdyby po raz kolejny urządziła sobie rozbijanie luster cudzą twarzą.
Siedziała i męczyła szklankę koniaku, zastanawiając się nad wszystkim co krążyło dookoła zarówno jej rodziny, co i jej życiu w Norwegii.
Ubrana była na czarno, nie było w tym nic dziwnego, jednakże tym razem miało to charakter żałoby. Niedawno pochowała swoją mentorkę.
Było wiele spraw, które musiała sobie poukładać, a dom nie był do tego odpowiednim miejscem. Cóż, speluna zapewne również.
Słysząc głos uniosła pierw brew, wpatrując się w szklankę
-dra til helvete - mruknęła całkiem odruchowo, nim zdążyła powiązać głos z czymś znajomym. Znaczyło to tyle co "odpierdol się", w dodatku nieświadome, że natręt mógłby zrozumieć. Dopiero po chwili zrozumiała, że ten głos z pewnością zna, ale za cholerę nie potrafiła go przypisać do nikogo. To właśnie wtedy uniosła wzrok na Felicjana. Zrozumiała jedno. Nie chciała się pakować w kłopoty, więc kłopoty przyszły do niej same.
Dziewczyna lustrowała go nieco zdziwionym spojrzeniem, ale mógł być pewnym, że go poznała. Chyba bardziej zastanawiała się, jak to możliwe, że los wykręca jej tego typu niespodzianki. Jej nastawienie widocznie się nieco zmieniło. Przechyliła delikatnie głowę, mrużąc ślepia, które nabrały kociego wyrazu.
-Podać Ci adres, abyś mógł mu donieść? - zagaiła z zaczepnym uśmiechem - od razu wyjaśnisz mu zdarzenia z sześćdziesiątego dziewiątego... - dodała, a uśmiech na jej ustach się poszerzył.
Cóż, ojciec mógł nie być zachwycony, aczkolwiek był zapracowany. Miał na głowie na tyle dużo, aby nie zawracać sobie nią głowy.
Ona zaś uważała się za dorosłą dziewczynkę. Musiała jedynie uważać, aby nie wpakować się w kłopoty. Ojciec tym razem by ją udusił, gdyby po raz kolejny urządziła sobie rozbijanie luster cudzą twarzą.
Siedziała i męczyła szklankę koniaku, zastanawiając się nad wszystkim co krążyło dookoła zarówno jej rodziny, co i jej życiu w Norwegii.
Ubrana była na czarno, nie było w tym nic dziwnego, jednakże tym razem miało to charakter żałoby. Niedawno pochowała swoją mentorkę.
Było wiele spraw, które musiała sobie poukładać, a dom nie był do tego odpowiednim miejscem. Cóż, speluna zapewne również.
Słysząc głos uniosła pierw brew, wpatrując się w szklankę
-dra til helvete - mruknęła całkiem odruchowo, nim zdążyła powiązać głos z czymś znajomym. Znaczyło to tyle co "odpierdol się", w dodatku nieświadome, że natręt mógłby zrozumieć. Dopiero po chwili zrozumiała, że ten głos z pewnością zna, ale za cholerę nie potrafiła go przypisać do nikogo. To właśnie wtedy uniosła wzrok na Felicjana. Zrozumiała jedno. Nie chciała się pakować w kłopoty, więc kłopoty przyszły do niej same.
Dziewczyna lustrowała go nieco zdziwionym spojrzeniem, ale mógł być pewnym, że go poznała. Chyba bardziej zastanawiała się, jak to możliwe, że los wykręca jej tego typu niespodzianki. Jej nastawienie widocznie się nieco zmieniło. Przechyliła delikatnie głowę, mrużąc ślepia, które nabrały kociego wyrazu.
-Podać Ci adres, abyś mógł mu donieść? - zagaiła z zaczepnym uśmiechem - od razu wyjaśnisz mu zdarzenia z sześćdziesiątego dziewiątego... - dodała, a uśmiech na jej ustach się poszerzył.