Stanley był święcie przekonany, że Brenna doceniała jego starania w dbaniu o ich jakże trudną i przeklętą relację. Pomyśleć, że pierwszy poziom ich relacji, który opiewał tylko na uśmieszkach i miłych słówkach, właśnie ewoluował. Jednostronnie, ale ewoluował. Teraz czekała ich już tylko świetlana przyszłość, która była sygnowana wierszykami spod pióra Borgina. Te, oczywiście, były pisane tylko i wyłącznie dla tej przeklętej Longbottom. To miała być niejako kara za to wszystko, co musiał z nią przeżyć (i jak bardzo musiał się męczyć).
Victoria miała to szczęście, że spotkała Sauriela i ten, jako porządny kawaler, ustawił ją do pionu, tłumacząc to i tamto. Dzięki temu, a może i przez to, unikała teraz tej nieprzyjemności jaką były listy-anonimy kierowane do jej osoby. W Hogwarcie była niczym pirania, która poszukiwała krwi i ofiar. Na całe szczęście, w Ministerstwie, była już jak najbardziej w porządku. No i potrafiła ukisić ogórki! To był dopiero talent!
Tym razem, ku własnemu niezadowoleniu, musiał się posłuchać. Lestrange brzmiała jakby nie żartowała, ale nic straconego. W końcu miał zamiar donieść na nią do pewnego rodzaju instytucji, tudzież osoby jaką był jej przyszły - w niektórych względach aktualny - małżonek Rookwood Sauriel i to we własnej osobie. Już jej załatwi pogawędkę na ten temat. Szkoda tylko, że znając jego Ananaska, to odpowie mu coś w stylu "ok", a później zapomni o całej sprawie. Ciężko był to żywot Saurieliatką i musiał mu wybaczyć, bo co innego miał zrobić? Obrazić się i tupnąć nóżką? Bez szans. Już ostatnio się na siebie obrazili i wysyłali listy z biura do kuchni, a za sowę robił Francis, który po prostu przenosił te kartki papieru na przestrzeni 15 metrów jakie dzieliły ich dwójkę.
Ta, pracować jako model. Chyba w Azkabanie. Wtedy tytuł "Mistera Azkabanu" miałbym co roku Komentował we własnych myślach, nie chcąc podzielić się tą uwagą z Victorią, bo jeszcze by mu zrobiła jakąś krzywdę. Obcowanie z nią było niczym ryzyko zawodowe, którego był świadom, ale nie był na nie gotowy.
- Dzięki. Uznam to za komplement w takim razie - odparł mimo wszystko, aby nie puszczać takich słów mimo uszu. W końcu nie była to kolejna przypierdolka, co było zaskakujące - Jak chcę, to umiem się postarać - zapewnił z lekko zawadiackim uśmieszkiem. Jeden opierdol tu czy tam i człowiek chodził jak w Szwajcarskim zegarku.
Dla Victorii może nie była to praca, ale dla Stanleya już owszem. Wszelkie tematy związane z działalnością Borginów były przecież ich pracą - całego rodu. Nawet jeżeli ktoś nie był de facto zatrudniony w ich sklepie, dalej udzielał pomocy i służył radą, aby wszystko mogło funkcjonować w jak najlepszy sposób.
- Czy to znaczy, że jakiś przedmiot nawalił? - zapytał - Mam przekazać jakąś reklamację moim krewniakom? Jakaś rekompensata? Czy może coś innego preferujesz? - dodał jako propozycję rozwiązania problemu. Zależało mu przecież na dobrej opinii ich działalności. Dobrej na tyle, na ile się dało, a wiadomo jak z tym było.
- Ah... rozumiem - pokiwał głową - Hmm.... - zamienił się dalej w słuch, chcąc zrozumieć resztę rzeczy, które chciała mu przekazać.
- A wiesz może kiedy przedmiot został zakupiony? Tak mniej więcej? Pewne rejestry są prowadzone i zapewne można by było to sprawdzić... Może będzie tam coś zapisane? Jakieś informacje, które mogą być dla Ciebie przydatne - odparł, przejeżdżając po brodzie - Musiałabyś mi powiedzieć co dokładniej byś chciała się dowiedzieć. Tylko o to czy zostało zamówione, wykonane i przekazane w jej ręcę? Czy jeszcze coś? - tłumaczył - Bo jeżeli tylko to... To wystarczy, że podasz mi imię i nazwisko oraz szacunkową datę. Resztą już się zajmę na własną rękę - dokończył, mając nadzieję, że przedstawił sprawę wystarczająco jasno.
Długi należało spłacać i jeżeli mógł się odwdzięczyć Victorii, cóż... czemu miałby tego nie zrobić?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972