Słysząc taki komplement z ust Richarda, uśmiechnął się pod nosem. W końcu mieli kilka wspólnych elementów z Robertem i dało się to dostrzec. Jeżeli dostrzegali to inni członkowie rodziny, było to całkiem w porządku. Tak długo, jak tylko nikt nie podnosił żadnego rabanu i nie zadawał zbędnych pytań. Dużo gorzej było, jeżeli dostrzegali to też ludzie obcy - tacy, którzy nie powinni byli tego wiedzieć.
- Powiedziałbym, że groźby są karalne... Ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal czy jakoś tak - odparł na słowa wuja - Jednak rozumiem taką reakcję. Gdybym sam miał brata, który... Cóż... Wymaga opieki? Też bym wolał wiedzieć gdzie się może znajdować - skwitował, wzruszając odrobinę ramionami. Co innego miał zrobić w zaistniałej sytuacji? Robert był po prostu niereformowalny i nic nie mogli z tym zrobić. Ich jedyną możliwością była ta, która mówiła, że powinni mieć na niego oko. To tyle i aż tyle co mogli poczynić.
- Miałby jakieś powody, aby nie dzielić się z Tobą tą informacją? Bo o ile jestem w stanie zrozumieć, że nie podzielił się tą informacją z Sophie, Charlie'm czy Leaonardem... Tak nie pojmuję dlaczego akurat z Tobą nie. Bardzo dziwne - dodał jeszcze od siebie, patrząc się na to jak Richarda przygotowuje się do listu. Wyglądało to trochę jak jakiś rytuał, ale nie jemu było to oceniać.
Cierpliwie czekał, aż list zostanie dokończony. Nie śpieszyło się. Wujas miał wystarczająco dużo czasu, aby to sobie napisać i przekazać wszystko to, co tylko chciał.
- Jasne. Brzmi rozsądnie - zgodził się, odbierając od niego list. Stanley długo nie musiał czekać i zastosował się do jego zaleceń. Podpisał list, a w dodatku naskrobał jeszcze jeden od siebie. Czym prędzej schował obydwa listy do koperty i podszedł w kierunku drzwi, które następnie otworzył.
- Francis - zawołał swojego barmana, który przyszedł w mgnieniu oka. W końcu salę, a biuro dzieliło jakieś kilka metrów - Wyślij proszę ten list do Roberta. Do Francji. Tak jak ostatnio - polecił, przekazując mu kopertę z wiadomościami. Borgin wiedział, że jego prośba zostanie spełniona, więc nie czekając, ani chwili dłużej, odwrócił się do Richarda.
- Jeżeli teraz zawołasz skrzata to po prostu tu przyjdzie. Powinien usłyszeć - zakomunikował, wskazując na korytarz, który jawił się po otworzeniu drzwi - Masz wolną dłoń do działania. Tu rozumiem, że zabierasz Belenosa, bo wątpię, że to wszystko byłoby po to, abyś pozwolił go przetransportować do Roberta - stwierdził, powracając powolnym krokiem do biurka - Alkoholu może jeszcze? - zaproponował, opierając się o oparcie swojego fotela.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972