24.08.2024, 23:51 ✶
Wywoływacz duchów nie zdążył się podnieść. Osunął się na ziemię, trafiony zaklęciem aurora. Evelyn syknęła i podbiegła ku nim, zanim jeszcze Atreus się odezwał, a potem przykucnęła, sprawdzając mężczyźnie puls. Jej aura wciąż była rozdrgana, teraz jeszcze bardziej niż wcześniej – być może duchy działały na nią jednak w pewien sposób, ale po prostu nie skupiły się na niej, najpierw biorąc za cel jej kolegę, a potem głównie Macmillana.
Chyba sobie, kurwa, żartujesz.
Właśnie to miała ochotę powiedzieć Brenna, gdy Sebastian wyciągnął małe pudełeczko, w którym chciał zamknąć… prawdopodobnie siedem duchów (a przynajmniej tyle ich naliczyła po szybkim rzucie okiem), krążących po polanie, wściekłych, chwilę wcześniej mieszających im w głowach i obniżających tu temperaturę. Zaklęcie Atreusa wciąż się utrzymywało, zaskakująco długo, ale nie mogło chronić ich w nieskończoność.
Jemu i Sebastianowi zdawało się, że niemal czują ich gniew i nienawiść. Może chodziło o ich umiejętności: a może tylko o to, że twarze wykrzywione w grymasach, postawy widmowych sylwetek, wszystko wręcz emanowało gromadzoną przez lata wściekłością, zrodzoną z cierpienia i poczucia niesprawiedliwości.
Najpierw jeden, potem drugi, potem trzeci zbliżyły się ku nieprzytomnemu, tłocząc nad nim i Evelyn. Niewymowna spróbowała rozproszyć magię – ale chociaż czar wyraźnie się udał, najwyraźniej nie mógł sięgnąć tego, co niematerialne. Do tego potrzebowali egzorcysty.
– Zabierz go stąd – poprosiła Brenna, na moment zapominając, że opętanie nie jest, a przynajmniej nie powinno być możliwe, i oczyma wyobraźni już widząc wywoływacza opanowanego nie przez jednego, a przez trzy duchy. – Powiedz w Ministerstwie, że potrzebujemy egzorcystów. A jak nie mają egzorcystów to, do licha, chociaż niech szybko skombinują nam i dostarczą więcej pudełek.
Więcej pudełek! Jak Sebastian mógł przyjść tutaj z jednym! Do Stonehange po Lithcie! Gdzie wezwano go jako egzorcystę! Przysięgła sobie, że od tej pory w tych zaklętych, licznych kieszeniach albo w plecaku, który nosiła z kolei po Dolinie, zacznie nosić także pudełko na duchy! Zamówi jakieś!
Evelyn zawahała się. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie zdąży pewnie wrócić dostatecznie szybko, ale spojrzała na duchy i uznała, że po pierwsze, faktycznie zabranie stąd wywoływacza jest priorytetem, po drugie – absolutnie potrzebowali tych pudełek, niezależnie czy wstępny rytuał się powiedzie, czy nie, a i przecież nie była pewna, ile mu to zajmie. A w walce z duchami wiele zrobić nie mogła. Zaklęciem uniosła nieprzytomnego mężczyznę i pośpiesznie ruszyła na skraj kręgu, tam skąd mogła się teleportować.
Trzy duchy frunęły wokół niej, póki nie znikła.
Tymczasem Sebastian odprawiał egzorcyzmy, tak jak robił wiele razy wcześniej… ale dotąd chyba nigdy w takich warunkach. Najpierw jeden, potem drugi, wreszcie trzeci duch rozmywały się, wciągane do pojemnika. Tyle że Macmillan miał rację, jeżeli chciał usunąć stąd je wszystkie, upewnić się, że w Samhain zostaną uwolnione – tu nie będą w końcu cierpiały jak w tej czaszce… - to zdecydowanie to jedno pudełeczko na długo nie wystarczy…
Chyba sobie, kurwa, żartujesz.
Właśnie to miała ochotę powiedzieć Brenna, gdy Sebastian wyciągnął małe pudełeczko, w którym chciał zamknąć… prawdopodobnie siedem duchów (a przynajmniej tyle ich naliczyła po szybkim rzucie okiem), krążących po polanie, wściekłych, chwilę wcześniej mieszających im w głowach i obniżających tu temperaturę. Zaklęcie Atreusa wciąż się utrzymywało, zaskakująco długo, ale nie mogło chronić ich w nieskończoność.
Jemu i Sebastianowi zdawało się, że niemal czują ich gniew i nienawiść. Może chodziło o ich umiejętności: a może tylko o to, że twarze wykrzywione w grymasach, postawy widmowych sylwetek, wszystko wręcz emanowało gromadzoną przez lata wściekłością, zrodzoną z cierpienia i poczucia niesprawiedliwości.
Najpierw jeden, potem drugi, potem trzeci zbliżyły się ku nieprzytomnemu, tłocząc nad nim i Evelyn. Niewymowna spróbowała rozproszyć magię – ale chociaż czar wyraźnie się udał, najwyraźniej nie mógł sięgnąć tego, co niematerialne. Do tego potrzebowali egzorcysty.
– Zabierz go stąd – poprosiła Brenna, na moment zapominając, że opętanie nie jest, a przynajmniej nie powinno być możliwe, i oczyma wyobraźni już widząc wywoływacza opanowanego nie przez jednego, a przez trzy duchy. – Powiedz w Ministerstwie, że potrzebujemy egzorcystów. A jak nie mają egzorcystów to, do licha, chociaż niech szybko skombinują nam i dostarczą więcej pudełek.
Więcej pudełek! Jak Sebastian mógł przyjść tutaj z jednym! Do Stonehange po Lithcie! Gdzie wezwano go jako egzorcystę! Przysięgła sobie, że od tej pory w tych zaklętych, licznych kieszeniach albo w plecaku, który nosiła z kolei po Dolinie, zacznie nosić także pudełko na duchy! Zamówi jakieś!
Evelyn zawahała się. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie zdąży pewnie wrócić dostatecznie szybko, ale spojrzała na duchy i uznała, że po pierwsze, faktycznie zabranie stąd wywoływacza jest priorytetem, po drugie – absolutnie potrzebowali tych pudełek, niezależnie czy wstępny rytuał się powiedzie, czy nie, a i przecież nie była pewna, ile mu to zajmie. A w walce z duchami wiele zrobić nie mogła. Zaklęciem uniosła nieprzytomnego mężczyznę i pośpiesznie ruszyła na skraj kręgu, tam skąd mogła się teleportować.
Trzy duchy frunęły wokół niej, póki nie znikła.
Tymczasem Sebastian odprawiał egzorcyzmy, tak jak robił wiele razy wcześniej… ale dotąd chyba nigdy w takich warunkach. Najpierw jeden, potem drugi, wreszcie trzeci duch rozmywały się, wciągane do pojemnika. Tyle że Macmillan miał rację, jeżeli chciał usunąć stąd je wszystkie, upewnić się, że w Samhain zostaną uwolnione – tu nie będą w końcu cierpiały jak w tej czaszce… - to zdecydowanie to jedno pudełeczko na długo nie wystarczy…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.