Jeśli chodziło o antyfanów owej koncepcji, to było ich już dwóch, bo on sam nie przepadał za tym połączeniem. Wystarczyło, że jego praca wiązać się mogła z mało przyjemnymi sytuacjami, więc wcale nie potrzebował takich ekscesów w życiu prywatnym. A jednak zdawał się je do siebie przyciągać. Lipiec był zdecydowanie dziwnym miesiącem. Dziwne sny, równie dziwne zdarzenia (powoli zapominał o żebraku, ale dowcip z wiecem wciąż siedział gdzieś z tyłu jego głowy), a teraz jeszcze ten wampir. I gdyby cała sprawa zakończyła się jedynie tym ugryzieniem, groźbą, ucieczką wampira i rozpoczętym przez Brennę śledztwem, to w sumie nie byłoby tak źle - niektórzy czarodzieje pewnie mogliby powiedzieć, że tak wyglądał ich typowy poniedziałek - ale doszły do tego informacje, których Jessie prawdopodobnie nie powinien był się dowiedzieć, ale dowiedział się, a przez to, że nie wiedział, komuś mogła stać się krzywda.
Na szczęście sprawa trafiła w odpowiednie ręce. I nawet jeśli jakimś cudem wampir zdoła wymsknąć się Brennie i jednak po niego wrócić, to raczej nie powinno być więcej ofiar. Oby...
-Całe szczęście, że miała swoich Rycerzy na Białych Koniach - albo smoku, z szacunku do wuja Anthony'ego -Co by było, gdyby te kłopoty ją gdzieś wchłonęły? - był to, oczywiście, żart, mało zabawny, ale skoro to po Charlotte dostał w genach ten "talent", to faktycznie powinni się cieszyć, że miała obok siebie kogoś, kto może czasami odciągał ją od tych kłopotów, albo pomagał jej się z nich wydostać, jeśli już w jakieś wpadła. -Niestety, muszę przyznać, że nawet w worku wygląda dobrze, ale chyba wolałbym jej w takim stroju nie oglądać. Jeszcze znowu by się ktoś zaczął do niej ślinić, a to trochę nieestetyczne - ciekawe, czy Madame Malkin wciąż trzymała na zapleczu ten worek.
Nie, Jessie nie miał najmniejszego zamiaru chodzić teraz po Pokątnej, Londynie czy gdzieś jeszcze indziej, tylko po to, by szukać jakichś zagubionych dusz, czy Dam w Opałach, które trzeba osłonić własnym ciałem, tylko dlatego, że Jonathan go pochwalił. Wolałby móc chodzić po Pokątnej bez ciągłego rozmyślania, czy ktoś znowu nie próbuje kogoś zabić gdzieś w zaułku.
-Albo niesmaczną krew - niektórzy powiedzieliby, że "brudną", ale kto ich o zdanie pytał.
Uśmiechnął się, wsuwając resztę ciastka do ust i sięgnął po kubek z herbatą.