25.08.2024, 12:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.08.2024, 12:59 przez Leonard Mulciber.)
Gdyby wiedział, jaki obrót przyniesie numer z głupimi, fallusowymi świeczkami, nigdy nie zachęcałby brata do ich stworzenia. Nawet jeśli Charlie i tak by się na to ostatecznie zdobył, przynajmniej jego własne, a i tak rzadko odzywające się sumienie byłoby nieskalanie czyste. Tymczasem musiał się zmagać z tym nieprzyjemnym, uwierającym go od środka uczuciem. Czy pomogłoby mu na to ukaranie Isaaca? A może wuja? Lorien? ...ojca? Nie wiedział i to dodatkowo go rozsierdzało. Nie znosił sytuacji, w których nie znał dobrej odpowiedzi na pytanie.
Sytuacja była nieprzyjemna, a atmosfera wręcz toksyczna. Mimo wielkiej chęci Leonard nie potrafił w swojej głowie znaleźć na nią odpowiedniej odtrutki.
W tym wszystkim żal mu było również Sophie. Dziewczyna ledwie skończyła szkołę, usiłowała się usamodzielnić, ale jednocześnie pozostawała pod silnym wpływem swojego ojca. Tak samo, jak Charlie pozostawał pod silnym wpływem ich własnego. Obydwoje skoczyliby dla nich w ogień. Tymczasem ani jeden, ani drugi nie wydawali się tego doceniać. Może to i dobrze, że emocjonalnie nie czuł się aż tak bardzo zżyty, jak czuł się obowiązkowo. Być może przyszła pora, żeby rozważyć przedstawienie swojej oceny zarówno jednemu, jak i drugiemu z młodszych członków ich dysfunkcyjnej rodziny?
- ...Zgadzam się. Wszyscy powinniśmy nieco ochłonąć - aczkolwiek niekoniecznie razem i w jednym gronie, jak dodał już w duchu. Ostatnim czego chciał, to wchodzić pomiędzy słowne dramy i żale dwóch, rozemocjonowanych młodzików. Niby co miałby zrobić, gdyby obydwoje zaczęli mu płakać albo histeryzować? - Aczkolwiek myślę, że lepiej będzie, żebym najpierw porozmawiał z Charlim na osobności. - położył bratu dłoń na ramieniu i lekko popchnął go w stronę wyjścia, jednocześnie przekręcając głowę w stronę odchodzącej dziewczyny. - Zajrzę do ciebie potem, Sophie!
Sytuacja była nieprzyjemna, a atmosfera wręcz toksyczna. Mimo wielkiej chęci Leonard nie potrafił w swojej głowie znaleźć na nią odpowiedniej odtrutki.
W tym wszystkim żal mu było również Sophie. Dziewczyna ledwie skończyła szkołę, usiłowała się usamodzielnić, ale jednocześnie pozostawała pod silnym wpływem swojego ojca. Tak samo, jak Charlie pozostawał pod silnym wpływem ich własnego. Obydwoje skoczyliby dla nich w ogień. Tymczasem ani jeden, ani drugi nie wydawali się tego doceniać. Może to i dobrze, że emocjonalnie nie czuł się aż tak bardzo zżyty, jak czuł się obowiązkowo. Być może przyszła pora, żeby rozważyć przedstawienie swojej oceny zarówno jednemu, jak i drugiemu z młodszych członków ich dysfunkcyjnej rodziny?
- ...Zgadzam się. Wszyscy powinniśmy nieco ochłonąć - aczkolwiek niekoniecznie razem i w jednym gronie, jak dodał już w duchu. Ostatnim czego chciał, to wchodzić pomiędzy słowne dramy i żale dwóch, rozemocjonowanych młodzików. Niby co miałby zrobić, gdyby obydwoje zaczęli mu płakać albo histeryzować? - Aczkolwiek myślę, że lepiej będzie, żebym najpierw porozmawiał z Charlim na osobności. - położył bratu dłoń na ramieniu i lekko popchnął go w stronę wyjścia, jednocześnie przekręcając głowę w stronę odchodzącej dziewczyny. - Zajrzę do ciebie potem, Sophie!