25.08.2024, 15:35 ✶
-Tak wiem, pamiętam. Świadkowie milczą, albo idą do piachu... - skinęła głową. Miał racje, świadkowie i kapusie są niesamowicie niewygodni. Kto wie, może i wtedy, jakby wystarczająco ja nastraszyła, to ta zganiłaby to na wypadek. Problem był w tym, że wtedy huk zwabił osoby nieporządane. A mogła jej upierdolić język, wtedy nic by nie powiedziała. A na pewno niezbyt szybko.
-Niedaleko domu Fridy taki jeden stary, hoduje świnie, więc nowy rodzaj paszy z pewnością przypadłby im do gustu - zaśmiała się cicho.
Cóż, poczucie humoru dzisiaj jej nie opuszczało. Chociaż nie był to głupi pomysł, a wręcz całkiem dobry. Nikt by tam nie szukał, a jakby już zaczął to nie byłoby nic co można by znaleźć.
-Yhym - skinęła głową. Miał racje. Nie było to niczym nowym. Problemem był jedynie jej temperament, dość narwany. Także musiała się pilnować, bo w tak delikatnych sprawach mogłaby przypadkiem zrobić sobie krzywdę.
Rozejrzała się po jadalni, aby pochwycić spojrzeniem sylwetkę skrzata
-Jesteś niezastąpiony, Agnarrze - stwierdziła z zadowoleniem - nikt nie robi lepszych Smørbrødów od ciebie - dodała, racząc skrzata uśmiechem. Może i to tylko kanapeczki, ale jakoś te robione przez niego zawsze smakowały najlepiej.
Usiadła przy stole, przez moment racząc spojrzeniem jedzenie, a zaraz jej ślepia powróciły na sylwetkę Richarda
-To dobrze - skinęła głową. Żałowała jedynie, że wraz ze swoim ewentualnym wyjazdem nie mogłaby zabrać ze sobą Agnarra i jego kuchni, która była jej bardzo bliska.
-Ej tato? - zapytała, gdy zabrali się za jedzenie - Właściwie to... wiesz dlaczego Leo postanowił wyjechać? W sensie.. - umilkła na moment - podał ci powód? - dodała niepewnie, chyba badając teren. W sumie same pytanie w jej wykonaniu było dość dziwne, gdyż ta jeśli już o kogoś pytała to o młodszego z braci.
-Niedaleko domu Fridy taki jeden stary, hoduje świnie, więc nowy rodzaj paszy z pewnością przypadłby im do gustu - zaśmiała się cicho.
Cóż, poczucie humoru dzisiaj jej nie opuszczało. Chociaż nie był to głupi pomysł, a wręcz całkiem dobry. Nikt by tam nie szukał, a jakby już zaczął to nie byłoby nic co można by znaleźć.
-Yhym - skinęła głową. Miał racje. Nie było to niczym nowym. Problemem był jedynie jej temperament, dość narwany. Także musiała się pilnować, bo w tak delikatnych sprawach mogłaby przypadkiem zrobić sobie krzywdę.
Rozejrzała się po jadalni, aby pochwycić spojrzeniem sylwetkę skrzata
-Jesteś niezastąpiony, Agnarrze - stwierdziła z zadowoleniem - nikt nie robi lepszych Smørbrødów od ciebie - dodała, racząc skrzata uśmiechem. Może i to tylko kanapeczki, ale jakoś te robione przez niego zawsze smakowały najlepiej.
Usiadła przy stole, przez moment racząc spojrzeniem jedzenie, a zaraz jej ślepia powróciły na sylwetkę Richarda
-To dobrze - skinęła głową. Żałowała jedynie, że wraz ze swoim ewentualnym wyjazdem nie mogłaby zabrać ze sobą Agnarra i jego kuchni, która była jej bardzo bliska.
-Ej tato? - zapytała, gdy zabrali się za jedzenie - Właściwie to... wiesz dlaczego Leo postanowił wyjechać? W sensie.. - umilkła na moment - podał ci powód? - dodała niepewnie, chyba badając teren. W sumie same pytanie w jej wykonaniu było dość dziwne, gdyż ta jeśli już o kogoś pytała to o młodszego z braci.