14.01.2023, 18:30 ✶
- Spędziłam tam każde Yule mojego życia. Mieszkam w Hogsmeade - wyjaśniła Mackenzie lakonicznie. Na początkach Hogwartu próbowała to ukrywać, ale potem sprawa i tak wyszła na jaw, wywołując wśród Gryfonów trochę plotek i sprawiając, że na czwartym roku Kenzie wdała się w kilka bójek. Teraz więc wprawdzie nie przechwalała się tym na prawo i lewo, ale i nie kryła tego jakoś specjalnie. Nie była już aż tak przewrażliwiona pod pewnymi względami, jak te parę lat temu.
Dla niej święta w Hogwarcie właściwie stanowiły odmianę, która nie była tak zła, jak mogłaby się wydawać. Posmak goryczy, jaki odczuwała, nie wynikał przecież wcale z tego, że szczególnie mocno zależało jej na ubieraniu choinki czy siedzeniem z matką przy wigilijnym stole.
- Dlaczego? Jeśli ścigający drugiej drużyny dobrze grają, bardzo dużo zależy od obrońcy. Musi nie tylko sprawnie łapać, ale też wyczuć, w którym momencie i w którą pętlę spróbuje strzelić ścigający. - Mackenzie pod tym względem się nie zgadzała. A że o quidditchu mogła rozmawiać godzinami, to oczywiście nie mogło być tak, że się swoim zdaniem w tej chwili by nie podzieliła. Do kariery obrońcy jednak faktycznie nie odczuwała szczególnego powołania, głównie dlatego, że lubiła latać na miotle szybko i zwrotnie, a w jej ocenie najlepiej pozwalała na to pozycja ścigającego. Chociaż pałkarz też się nadawał...
- Naprawdę? A myślałam, że raczej polega na tym, że mówisz "zobaczyłam w twojej filiżance symbol czarnego psa, to znaczy, że stanie się coś złego", i potem mówisz, że miałeś rację, bo każdemu prędzej czy później coś złego się stanie.
Opinię na temat wróżbiarstwa mieli całkiem podobną. Nie to, że Mackenzie w prorocze wizje zupełnie nie wierzyła (po prostu wątpiła, by zdarzały się często). Ale już w to, że jej przyszłość da się wyczytać z filiżanki fusów? Do tego nie przekonałaby jej żadna siła na niebie i ziemi, chyba że jakiś wróżbita podszedłby i przedstawił bardzo szczegółowe informacje o przebiegu najbliższych paru dni.
Kiwnęła tylko głową w odpowiedzi na jego życzenia. Sama zamilkła, bo skupiła się na przeżuwaniu indyka i frytek ze swojej yulowej kolacji. Dyrektor i gajowy zajęli swoje miejsca, i uczta z okazji Yule w Hogwarcie rozpoczęła się już na dobre.
Dla niej święta w Hogwarcie właściwie stanowiły odmianę, która nie była tak zła, jak mogłaby się wydawać. Posmak goryczy, jaki odczuwała, nie wynikał przecież wcale z tego, że szczególnie mocno zależało jej na ubieraniu choinki czy siedzeniem z matką przy wigilijnym stole.
- Dlaczego? Jeśli ścigający drugiej drużyny dobrze grają, bardzo dużo zależy od obrońcy. Musi nie tylko sprawnie łapać, ale też wyczuć, w którym momencie i w którą pętlę spróbuje strzelić ścigający. - Mackenzie pod tym względem się nie zgadzała. A że o quidditchu mogła rozmawiać godzinami, to oczywiście nie mogło być tak, że się swoim zdaniem w tej chwili by nie podzieliła. Do kariery obrońcy jednak faktycznie nie odczuwała szczególnego powołania, głównie dlatego, że lubiła latać na miotle szybko i zwrotnie, a w jej ocenie najlepiej pozwalała na to pozycja ścigającego. Chociaż pałkarz też się nadawał...
- Naprawdę? A myślałam, że raczej polega na tym, że mówisz "zobaczyłam w twojej filiżance symbol czarnego psa, to znaczy, że stanie się coś złego", i potem mówisz, że miałeś rację, bo każdemu prędzej czy później coś złego się stanie.
Opinię na temat wróżbiarstwa mieli całkiem podobną. Nie to, że Mackenzie w prorocze wizje zupełnie nie wierzyła (po prostu wątpiła, by zdarzały się często). Ale już w to, że jej przyszłość da się wyczytać z filiżanki fusów? Do tego nie przekonałaby jej żadna siła na niebie i ziemi, chyba że jakiś wróżbita podszedłby i przedstawił bardzo szczegółowe informacje o przebiegu najbliższych paru dni.
Kiwnęła tylko głową w odpowiedzi na jego życzenia. Sama zamilkła, bo skupiła się na przeżuwaniu indyka i frytek ze swojej yulowej kolacji. Dyrektor i gajowy zajęli swoje miejsca, i uczta z okazji Yule w Hogwarcie rozpoczęła się już na dobre.
Koniec sesji