25.08.2024, 17:55 ✶
Przypatrywała się mu uważnie, mając takie dziwne wrażenie, że Atreus potrafiłby się uśmiechać cwaniacko, chowając za plecami urwaną dłoń, ale że po pierwsze, sama potrafiła postępować podobnie (tyle że ona raczej uśmiechała się wtedy pogodnie), po drugie, nie była raczej właściwą osobą do wyciągania z niego informacji, czy na pewno się nie wykrwawi, i po trzecie, stali w środku ledwo co opętanego Stonehange, uznała, że lepiej odpuścić.
– Voldemort i Isobell też chyba się na czymś wzorowali – mruknęła, bardzo cicho, po chwili wahania, czy w ogóle powinna o tym wspominać. – Tyle że wtedy nie wyszło, coś schrzanili, zdaje się, że nie dali rady zrobić tego co oni. Chyba jakoś skaziło to miejsce, jak Polanę Ogni, ale tak dawno, że tego już nie było widać. Te duchy to ofiary – powiedziała krótko, i zamilkła, gdy Sebastian znowu się do nich zbliżył. Zerknęła na egzorcystę, upewniając się, że nie wygląda, jakby miał zaraz zemdleć, a potem sięgnęła znów po różdżkę, na wszelki wypadek tworząc tarczę, gdy Atreus usunął resztę ziemi, wygrzebując to, czego szukał uzdrowiciel.
To był kamień.
Zniszczony, pęknięty w pół, pozbawiony kilku odłamków. Z pewnością niemożliwy już do wykorzystania, prawdopodobnie wyładowany. W oczach Sebastiana mógł być jednym z wielu, jakie oglądało się niekiedy w czarodziejskich muzeach, ale Brenna rozpoznawała go i to z dwóch miejsc. Podobny lub identyczny kamień znikł z domu Shafiqów, znaleziony w okolicach Stonehange właśnie. To on unosił się i promieniował błękitnym światłem, gdy składano tutaj ofiary. Atreus widział, jak zniszczono podobny kamień w Limbo – użył go Voldemort.
Brenna głęboko nabrała powietrza w płuca, a potem je wypuściła. W pierwszej chwili ukłuła ją panika: w drugiej zauważyła, że kamień był zbyt zniszczony, aby dało się coś z nim zrobić.
– Chyba mamy fant dla Niewymownych – rzuciła, niby to normalnym tonem.
Tymczasem gdzieś za nimi pracownicy Ministerstwa odeszli, zabierając ze sobą duchy i pudełko. I powietrze znów stało się ciepłe, dziwne, nieprzyjemne uczucie, jakie towarzyszyło im niedawno, znikło. Gdy Sebastian się rozglądał, przez moment zdawało się mu, że obraz nakłada się na siebie, że widzi coś zupełnie innego… może to znów krew Trelawneyów, a może zmęczenie… ale ziemię wokół porastały rośliny i na ten widok poczuł spokój.
A potem mrugnął i znów patrzył na Atreusa, Brennę i resztki kamienia.
– Voldemort i Isobell też chyba się na czymś wzorowali – mruknęła, bardzo cicho, po chwili wahania, czy w ogóle powinna o tym wspominać. – Tyle że wtedy nie wyszło, coś schrzanili, zdaje się, że nie dali rady zrobić tego co oni. Chyba jakoś skaziło to miejsce, jak Polanę Ogni, ale tak dawno, że tego już nie było widać. Te duchy to ofiary – powiedziała krótko, i zamilkła, gdy Sebastian znowu się do nich zbliżył. Zerknęła na egzorcystę, upewniając się, że nie wygląda, jakby miał zaraz zemdleć, a potem sięgnęła znów po różdżkę, na wszelki wypadek tworząc tarczę, gdy Atreus usunął resztę ziemi, wygrzebując to, czego szukał uzdrowiciel.
To był kamień.
Zniszczony, pęknięty w pół, pozbawiony kilku odłamków. Z pewnością niemożliwy już do wykorzystania, prawdopodobnie wyładowany. W oczach Sebastiana mógł być jednym z wielu, jakie oglądało się niekiedy w czarodziejskich muzeach, ale Brenna rozpoznawała go i to z dwóch miejsc. Podobny lub identyczny kamień znikł z domu Shafiqów, znaleziony w okolicach Stonehange właśnie. To on unosił się i promieniował błękitnym światłem, gdy składano tutaj ofiary. Atreus widział, jak zniszczono podobny kamień w Limbo – użył go Voldemort.
Brenna głęboko nabrała powietrza w płuca, a potem je wypuściła. W pierwszej chwili ukłuła ją panika: w drugiej zauważyła, że kamień był zbyt zniszczony, aby dało się coś z nim zrobić.
– Chyba mamy fant dla Niewymownych – rzuciła, niby to normalnym tonem.
Tymczasem gdzieś za nimi pracownicy Ministerstwa odeszli, zabierając ze sobą duchy i pudełko. I powietrze znów stało się ciepłe, dziwne, nieprzyjemne uczucie, jakie towarzyszyło im niedawno, znikło. Gdy Sebastian się rozglądał, przez moment zdawało się mu, że obraz nakłada się na siebie, że widzi coś zupełnie innego… może to znów krew Trelawneyów, a może zmęczenie… ale ziemię wokół porastały rośliny i na ten widok poczuł spokój.
A potem mrugnął i znów patrzył na Atreusa, Brennę i resztki kamienia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.