25.08.2024, 22:54 ✶
- Myślisz, ze na Polanie Ognisk też może czekać stado duchów? - zamyślił się. W sumie nie weszli na samą polanę z Sebastianem, ale i tak egzorcysta zajrzał gdzieś za zasłonę. Atreus nie do końca wiedział jak działała umiejętność zaglądania do Limbo, ale jak dla niego całkiem prawdopodobne wydawało się, że wpływały na nią zaburzenia magii, takie jak w Stonehenge.
Obrócił kamień w powietrzu, przyglądając mu się lepiej, ale gdzieś spod tej jego zamyślonej, skupionej teraz twarzy, wychodziło zaskoczenie. Nie spodziewał się, że przyjdzie im tutaj wyciągać kamień Shafiqów, albo raczej artefakt który wyglądał jak brat bliźniak zguby, którą swego czasu zajmowała się Brenna. Zerknął zresztą na nią znacząco, jednocześnie chcąc sprawdzić jak ona reagowała na niespodziewane znalezisko.
- Jego połączenie jest takie - zaczął, bardzo cicho, bo zależało mu na tym by nikt niepowołany nie wyłapał jego słów, nawet jeśli reszta ekipy znajdowała się dość daleko. - Że to ten sam kamień, który Voldemort zabrał ze sobą do limbo. Nie, przepraszam, nie ten sam. Taki sam. Możliwy do pochłonięcia ogromnych pokładów energii, jeśli ktoś użyłby go poprawnie - wymruczał, znowu obracając kamyk, juz chyba tylko dla własnej zabawy. Czy Sebastian musiał to wiedzieć? Nie. Ale chyba fakt że zgadzali się co do tego, jak Departament Tajemnic był okropny w dzieleniu się informacjami, czuł się w obowiązku chociaż nieco go wtajemniczyć. Bo a nóż Macmillan wpadnie na coś ciekawego.
- Zgadzam się, że aby trafił w ręce niewymownych, to zwyczajne marnotrawstwo - spojrzał na jedno, a potem na drugie, ale dłuższe spojrzenie posłał Brennie, bo raz - była brygadzistką, a dwa - chodziło o zimnych i liczył na to, że podchwyci to z łatwością. - Ale nie ma co kombinować z Shafiqami, nawet jeśli chętni dostaliby z powrotem taki kamień do kolekcji. Na ten moment to dowód w sprawie, biorąc pod uwagę, że pięć dni temu Isobell chciała odprawić rytuał, który definitywnie wpłynął na to miejsce, podobnie z resztą na to że duchy wyraźnie chciały się posłużyć tym wywoływaczem, żeby go wydobyć. - najchętniej to by ten kamień schował do kieszeni i wyszedł z nim z kamiennego kręgu. Dał komuś, kto zbadałby jak miał działać i do czego dokładnie służyć, bo może dzięki temu mieliby lepszy ogląd na to co Voldemort chciał zrobić w limbo i czego tak blisko się znaleźli z Patrickiem, Victorią i Mavelle. Ale niestety nie mógł tego zrobić. Nie przy Macmillanie.
Obrócił kamień w powietrzu, przyglądając mu się lepiej, ale gdzieś spod tej jego zamyślonej, skupionej teraz twarzy, wychodziło zaskoczenie. Nie spodziewał się, że przyjdzie im tutaj wyciągać kamień Shafiqów, albo raczej artefakt który wyglądał jak brat bliźniak zguby, którą swego czasu zajmowała się Brenna. Zerknął zresztą na nią znacząco, jednocześnie chcąc sprawdzić jak ona reagowała na niespodziewane znalezisko.
- Jego połączenie jest takie - zaczął, bardzo cicho, bo zależało mu na tym by nikt niepowołany nie wyłapał jego słów, nawet jeśli reszta ekipy znajdowała się dość daleko. - Że to ten sam kamień, który Voldemort zabrał ze sobą do limbo. Nie, przepraszam, nie ten sam. Taki sam. Możliwy do pochłonięcia ogromnych pokładów energii, jeśli ktoś użyłby go poprawnie - wymruczał, znowu obracając kamyk, juz chyba tylko dla własnej zabawy. Czy Sebastian musiał to wiedzieć? Nie. Ale chyba fakt że zgadzali się co do tego, jak Departament Tajemnic był okropny w dzieleniu się informacjami, czuł się w obowiązku chociaż nieco go wtajemniczyć. Bo a nóż Macmillan wpadnie na coś ciekawego.
- Zgadzam się, że aby trafił w ręce niewymownych, to zwyczajne marnotrawstwo - spojrzał na jedno, a potem na drugie, ale dłuższe spojrzenie posłał Brennie, bo raz - była brygadzistką, a dwa - chodziło o zimnych i liczył na to, że podchwyci to z łatwością. - Ale nie ma co kombinować z Shafiqami, nawet jeśli chętni dostaliby z powrotem taki kamień do kolekcji. Na ten moment to dowód w sprawie, biorąc pod uwagę, że pięć dni temu Isobell chciała odprawić rytuał, który definitywnie wpłynął na to miejsce, podobnie z resztą na to że duchy wyraźnie chciały się posłużyć tym wywoływaczem, żeby go wydobyć. - najchętniej to by ten kamień schował do kieszeni i wyszedł z nim z kamiennego kręgu. Dał komuś, kto zbadałby jak miał działać i do czego dokładnie służyć, bo może dzięki temu mieliby lepszy ogląd na to co Voldemort chciał zrobić w limbo i czego tak blisko się znaleźli z Patrickiem, Victorią i Mavelle. Ale niestety nie mógł tego zrobić. Nie przy Macmillanie.