15.01.2023, 04:18 ✶
Cierpliwości. Tak łatwo powiedzieć, o wiele trudniej rzeczoną cierpliwość w istocie zachować, skoro ciekawość zżerała aż do cna. Ale nie było jednak innego wyjścia, jak uśmiechnąć się i faktycznie w rzeczoną cierpliwość uzbroić – w końcu nie miała czekać całych godzin, dni, tygodni, lecz zapewne raptem parę chwil. Te zaś miały minąć bardzo szybko – z jakiegoś powodu czas zawsze zdawał się przyspieszać, gdy była z Patrickiem, czego wiecznie żałowała; wszak chciałaby zatrzymać te chwile na dłużej. A tu…
… zawsze kończyło się za szybko, o wiele za szybko.
Już niedługo jednak – jeszcze rok, rok, podczas którego mieli pozostać rozdzieleni. Rok, co będzie się ciągnął w nieskończoność. A potem – świat u ich stóp, w co mocno wierzyła. O ile uda się odwieść rodziców od jakże fatalnego pomysłu swatania jej z młodym Crouchem.
Musiało się udać, w ten czy inny sposób.
Tak jak ucieczka przed wielce wspaniałymi pomysłami Irytka, Filchem i wszystkimi innymi potencjalnymi problemami. Choć nie, może jednak nie takimi wszystkimi, skoro dźwięk otwieranej kabiny dobitnie świadczył o tym, iż nie znajdowali się w nieszczęsnej łazience sami; cóż, całus spalił na panewce. Pośpiesznie obróciła głowę, żeby się zorientować, kto ich śmiał im przeszkodzić w tej chwili czułości.
Och.
Znowu mnie rysowałeś, pierwsze zaskoczenie, nie licząc samej widmowej postaci. Znaczy, jej chłopak najwyraźniej nie odwiedzał DAMSKIEJ łazienki pierwszy raz. Ostatnio w ogóle nie przychodzisz, hmm, no nie kazała mu się spowiadać ze wszystkiego, owszem, niemniej to było dość… dziwne uczucie. Świadomość, że Steward najwyraźniej chodził do ducha.
Zainteresowana, gdy opowiadałem o tobie, kolejne zaskoczenie. Tak jak i następne słowa, aż zerknęła na niego i już-już otwierała usta, żeby spytać, o czym on, na brodę Merlina, w ogóle mówi. Ściśnięcie ręki.
Zrozumiała, w końcu dotarło.
Toteż zamiast pytania, przeczącego słowom chłopaka, usta dziewczyny opuściły zupełnie inne zdania niż początkowo zamierzała wypowiedzieć.
- No naprawdę, do tej pory słyszałam tylko, że tutaj najlepiej nie przychodzić! Ale Patrick mi tyle o tobie opowiadał, że mam wrażenie, iż ktoś mi tylko nakłamał, bo wydajesz się być bardzo miłą osobą, a nie postrachem wszystkich – wyrzuciła z siebie i posłała Marcie przyjazny uśmiech – No i naprawdę chcę usłyszeć tę historię od ciebie, bo... – urwała, zdając sobie sprawę z tego, że zaraz może zapędzić się w kozi róg. Nie opowiadał przecież żadnej historii, nie miała pojęcia, jak Marta umarła – … bo powtarzane historie mogą zostać zniekształcone i najlepiej, jeśli opowiadają je ci, do których należą – zakończyła po krótkiej przerwie, poświęconej na gorączkowy namysł i nabranie oddechu.
… zawsze kończyło się za szybko, o wiele za szybko.
Już niedługo jednak – jeszcze rok, rok, podczas którego mieli pozostać rozdzieleni. Rok, co będzie się ciągnął w nieskończoność. A potem – świat u ich stóp, w co mocno wierzyła. O ile uda się odwieść rodziców od jakże fatalnego pomysłu swatania jej z młodym Crouchem.
Musiało się udać, w ten czy inny sposób.
Tak jak ucieczka przed wielce wspaniałymi pomysłami Irytka, Filchem i wszystkimi innymi potencjalnymi problemami. Choć nie, może jednak nie takimi wszystkimi, skoro dźwięk otwieranej kabiny dobitnie świadczył o tym, iż nie znajdowali się w nieszczęsnej łazience sami; cóż, całus spalił na panewce. Pośpiesznie obróciła głowę, żeby się zorientować, kto ich śmiał im przeszkodzić w tej chwili czułości.
Och.
Znowu mnie rysowałeś, pierwsze zaskoczenie, nie licząc samej widmowej postaci. Znaczy, jej chłopak najwyraźniej nie odwiedzał DAMSKIEJ łazienki pierwszy raz. Ostatnio w ogóle nie przychodzisz, hmm, no nie kazała mu się spowiadać ze wszystkiego, owszem, niemniej to było dość… dziwne uczucie. Świadomość, że Steward najwyraźniej chodził do ducha.
Zainteresowana, gdy opowiadałem o tobie, kolejne zaskoczenie. Tak jak i następne słowa, aż zerknęła na niego i już-już otwierała usta, żeby spytać, o czym on, na brodę Merlina, w ogóle mówi. Ściśnięcie ręki.
Zrozumiała, w końcu dotarło.
Toteż zamiast pytania, przeczącego słowom chłopaka, usta dziewczyny opuściły zupełnie inne zdania niż początkowo zamierzała wypowiedzieć.
- No naprawdę, do tej pory słyszałam tylko, że tutaj najlepiej nie przychodzić! Ale Patrick mi tyle o tobie opowiadał, że mam wrażenie, iż ktoś mi tylko nakłamał, bo wydajesz się być bardzo miłą osobą, a nie postrachem wszystkich – wyrzuciła z siebie i posłała Marcie przyjazny uśmiech – No i naprawdę chcę usłyszeć tę historię od ciebie, bo... – urwała, zdając sobie sprawę z tego, że zaraz może zapędzić się w kozi róg. Nie opowiadał przecież żadnej historii, nie miała pojęcia, jak Marta umarła – … bo powtarzane historie mogą zostać zniekształcone i najlepiej, jeśli opowiadają je ci, do których należą – zakończyła po krótkiej przerwie, poświęconej na gorączkowy namysł i nabranie oddechu.
406/1585