26.08.2024, 00:13 ✶
Czy spodziewał się, że wywoła u niej pełnoprawny monolog? Raczej nie, choć zdecydowanie powinien. Na tyle to jeszcze ją pamiętał, powinien się spodziewać, a tak to znowu nie był przygotowany na odnoszenie się do takiej ilości słów. Choć z drugiej strony lepsze to było niż garstka, z którą nie ma co zrobić.
Lekko zmarszczył brwi, może nie tyle w niezadowoleniu, co zwykłej dezaprobacie. Że nie obchodziło go zdanie starego Mulcibera, to swoją drogą, ale nie musiała mu przypominać, że to działało w dwie strony.
— Ach tak? A kiedy nie miał? — wymruczał trochę sceptycznie. Ważne osoby w rodach to do siebie miały, że ciągle coś ważnego zaprzątało im głowę. Nie dziwił się, że tylko wybryków córek im do szczęścia brakuje.
Upił whisky. A zaraz potem przewrócił oczami.
— No to najwyraźniej nie zna Londynu... i jest pesymistą — skwitował opinię jej szanownego ojca. Może Mulciber nawet nie sądził ile rzeczy można wynieść z jego uprzedzeń, ot choćby to pierwsze albo drugie dałoby się zastąpić właśnie nielubieniem Anglików albo złymi wspomnieniami, albo wiedzą na temat czegoś, czego Felician jeszcze nie wie, tak też mogło być.
Zerknął na nią kątem oka, kiedy zaczęła się śmiać. Może i nie było tak źle, w zasadzie to było nawet dobrze, ale pewnych okoliczności ich spotkania wolałby nie powtarzać.
Skrzywił się tylko i zamieszał alkohol w szklance. Słuchał skrawka jej historii z zainteresowaniem i szczyptą zaskoczenia. Nie spodziewał się, że będzie skłonna opowiadać i chyba znacznie bardziej intrygował go sam ten fakt niż wspominane wydarzenia.
— Mhm... — odparł, ostatecznie rezygnując z jakichś bezsensownych dopowiedzonek rzeczy oczywistych. Na zadane pytanie prychnął cicho. — Jeszcze tego mi brakuje... — Umilkł na moment. — Można powiedzieć, że... ta, niewiele się zmieniło. Dalej się włóczę po świecie, chociaż... trochę bliżej niż zwykle — wymruczał i dopił alkoholu, odłożył szklankę na blat, ale nie puszczał jej, kręcąc w tę i z powrotem. Chyba nie do końca to chciał jej powiedzieć, a na pewno nie tak dużo, ale stało się. Teraz musiał wymyślić, jak z tego wybrnąć.
Lekko zmarszczył brwi, może nie tyle w niezadowoleniu, co zwykłej dezaprobacie. Że nie obchodziło go zdanie starego Mulcibera, to swoją drogą, ale nie musiała mu przypominać, że to działało w dwie strony.
— Ach tak? A kiedy nie miał? — wymruczał trochę sceptycznie. Ważne osoby w rodach to do siebie miały, że ciągle coś ważnego zaprzątało im głowę. Nie dziwił się, że tylko wybryków córek im do szczęścia brakuje.
Upił whisky. A zaraz potem przewrócił oczami.
— No to najwyraźniej nie zna Londynu... i jest pesymistą — skwitował opinię jej szanownego ojca. Może Mulciber nawet nie sądził ile rzeczy można wynieść z jego uprzedzeń, ot choćby to pierwsze albo drugie dałoby się zastąpić właśnie nielubieniem Anglików albo złymi wspomnieniami, albo wiedzą na temat czegoś, czego Felician jeszcze nie wie, tak też mogło być.
Zerknął na nią kątem oka, kiedy zaczęła się śmiać. Może i nie było tak źle, w zasadzie to było nawet dobrze, ale pewnych okoliczności ich spotkania wolałby nie powtarzać.
Skrzywił się tylko i zamieszał alkohol w szklance. Słuchał skrawka jej historii z zainteresowaniem i szczyptą zaskoczenia. Nie spodziewał się, że będzie skłonna opowiadać i chyba znacznie bardziej intrygował go sam ten fakt niż wspominane wydarzenia.
— Mhm... — odparł, ostatecznie rezygnując z jakichś bezsensownych dopowiedzonek rzeczy oczywistych. Na zadane pytanie prychnął cicho. — Jeszcze tego mi brakuje... — Umilkł na moment. — Można powiedzieć, że... ta, niewiele się zmieniło. Dalej się włóczę po świecie, chociaż... trochę bliżej niż zwykle — wymruczał i dopił alkoholu, odłożył szklankę na blat, ale nie puszczał jej, kręcąc w tę i z powrotem. Chyba nie do końca to chciał jej powiedzieć, a na pewno nie tak dużo, ale stało się. Teraz musiał wymyślić, jak z tego wybrnąć.