26.08.2024, 00:47 ✶
Zamrugała, nie wiedząc o co mu chodziło z tym, że myślał. Co miała mu na to odpowiedzieć? Good for you - to jej się nasuwało, ale przecież nie powie tego obcemu facetowi, nie? Ale zaplusował u niej nie tylko tym, że normalnie dałby jej cukierka, ale przede wszystkim tym, że podarował jej papierową torbę na rzygi. Idealnie. Przyjęła ją w lewą rękę ze spojrzeniem pełnym wdzięczności, a potem prawą dłonią złapała dłoń Figga. I zamknęła oczy.
*
Być może nie powinna zamykać oczu, ale podejrzewała że gdyby tego nie zrobiła, to efekt byłby jeszcze gorszy. Olivia poczuła, jak żołądek wywraca jej się na drugą stronę, jak się skręca, rozszczepia, jak szczepia z powrotem i śniadanie, które zjadła tego ranka, usilnie dobija się przez przełyk. Wędrowało w górę i w górę, a gdy tylko jej stopy dotknęły ziemi, rudowłosa runęła na kolana i złapała torbę. Pech jednak chciał, że nie zdążyła i jej bardzo obfite, typowo angielskie śniadanie (na wpół przetrawione, bo czemu by nie) wylądowało nie W torbie a NA torbie. Dobrze, że miała jako tako związane włosy, bo na bank by obrzygała rude pukle, o które przecież starała się dbać. I chuj by bombki strzelił. Oczywiście więc, że nie doceniła walorów fauny i flory, gdy żółć z kawałkami jedzenia niczym lawa wydobyła się z jej ust, lądując częściowo na torbie, a częściowo na jej dłoniach.
- Kurwa mać... Nienawidzę teleportacji - wybełkotała, mruganiem starając się odgonić łzy. Pierdolone gówno, czarodzieje powinni latać na miotłach a nie się teleportować! - Pomógłbyś? Zaklęciem.
Powinno pomóc pozbyć się i zapachu, i cóż. Wszystkiego.
*
Być może nie powinna zamykać oczu, ale podejrzewała że gdyby tego nie zrobiła, to efekt byłby jeszcze gorszy. Olivia poczuła, jak żołądek wywraca jej się na drugą stronę, jak się skręca, rozszczepia, jak szczepia z powrotem i śniadanie, które zjadła tego ranka, usilnie dobija się przez przełyk. Wędrowało w górę i w górę, a gdy tylko jej stopy dotknęły ziemi, rudowłosa runęła na kolana i złapała torbę. Pech jednak chciał, że nie zdążyła i jej bardzo obfite, typowo angielskie śniadanie (na wpół przetrawione, bo czemu by nie) wylądowało nie W torbie a NA torbie. Dobrze, że miała jako tako związane włosy, bo na bank by obrzygała rude pukle, o które przecież starała się dbać. I chuj by bombki strzelił. Oczywiście więc, że nie doceniła walorów fauny i flory, gdy żółć z kawałkami jedzenia niczym lawa wydobyła się z jej ust, lądując częściowo na torbie, a częściowo na jej dłoniach.
- Kurwa mać... Nienawidzę teleportacji - wybełkotała, mruganiem starając się odgonić łzy. Pierdolone gówno, czarodzieje powinni latać na miotłach a nie się teleportować! - Pomógłbyś? Zaklęciem.
Powinno pomóc pozbyć się i zapachu, i cóż. Wszystkiego.