26.08.2024, 01:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2024, 13:38 przez Olivia Quirke.)
- Och - powiedziała tylko, gdy ten się zaśmiał. Zmarszczyła brwi, bo przecież w jej głowie to wyglądało zupełnie inaczej, myślała że zaraz oberwie w zęby albo coś, a ten się śmiał. Chociaż... Zlustrowała go spojrzeniem. Nie, w sumie to wyglądał na takiego, co to by mógł walnąć kogokolwiek w ryj bo tak. Wzruszyła więc ramionami i sięgnęła po frytkę, a potem po pewnej chwili wahania przesunęła talerzyk w jego kierunku. - Chcesz?
Ona zwykle NIE dzieliła się jedzeniem, ale skoro Flynn pytał, czy Isaac jej się naprzykrza, to był chyba spoko gościem, prawda? Co prawda Bagshot się jej nie naprzykrzał, ale sam fakt że ten się poczuł w obowiązku żeby zapytać, był w jej uznaniu miłym gestem. No to odpowiedziała najmilszym, jaki znała: jedzeniem.
- Nie, po prostu jest pierdolnięty czasem - odpowiedziała szczerze a jednocześnie wymijająco zarazem, wzruszając ramionami. Co siedziało w głowie Isaaca Bagshota - tego nie wiedział nikt, a na pewno nie ona. Bo na pewno nie spodziewała się, że nosi jej aktualne zdjęcie tuż obok gumek, ja pierdolę.
Czy te popisy robiły na niej wrażenie? Kurde, skłamałaby gdyby powiedziała, że nie. Edge był typem faceta, za którym szalała jeszcze kilka lat temu. Nie napakowany, a smukły. Pewny siebie, wesoły, trochę faktycznie przypominający kota, gdy tak się przeciągał i rozkładał na stole. Miał coś w sobie z tej kociej gracji, ale ponieważ myśli i fantazje Olivii krążyły wyłącznie wokół Tristana, to w tej chwili jedyne o czym myślała, to że by wyciągnęła rękę i podrapała go za uchem, by zaczął mruczeć.
- Hm? Co? - uniosła wzrok, który sam się ześlizgnął na wyeksponowany brzuch. Wszyscy cyrkowcy tacy byli? Kurde, nie znała żadnego, to może tak. Potrząsnęła głową. Matko i Merlinie, jak on mógł chodzić w tej skórze? - Nie pocisz się jak jest gorąco?
Palnęła zanim pomyślała, bo już oczyma wyobraźni widziała wysokie temperatury i skóry, którymi Flynn się obwieszał. Zaczerwieniła się jednak zaraz, bo to co powiedziała było niegrzeczne. Przysunęła więc talerzyk z frytkami bliżej, jakby na przeprosiny.
- Cóż, na pewno się stresuję, bo nie wiem o co chodzi. To znaczy już wiem. Cóż... Nie widziałam za bardzo, bo miałam stoisko wtedy. Nagle ludzie się zbiegli i tylko zerkałam, chociaż ciężko było cię przegapić, fakt - wyjaśniła nieco przepraszająco, ale w sumie to było normalne że nie była w stanie aż tak dzielić swojej uwagi - nie w chwili, gdy ta ruda paskuda zaczynała wrzeszczeć i się szarpać. - Zająłeś ich i mogłam odpocząć, więc tak, jesteś zajebisty z tego co widziałam. Nie widziałam w sumie nikogo, kto by się tak ruszał. Ale przyszła ta ruda pajacera i rozwaliła nam stoisko, więc nie mogłam obserwować od początku do końca.
Nachmurzyła się nieco, gdy tylko przypomniała sobie o akcji z Penny na Lammas. Ruda wywłoka. Przez nią Tristan się na nią obraził.
- A co, płacisz za wejście do klubu, czy masz miejscówkę do której wchodzi się przez lodówkę? - odbiła piłeczkę, kończąc sok. Wyszaleć... Dawno nie szalała. A teraz rzuciła się w wir pracy, by nie myśleć o kłótni, o ile można to było tak nazwać. Bo przecież oni z Tristanem się nie kłócili - nawet nie mieli jak, bo Ward nie mówił. Ale czuła, gdy jest zły. Więc no...
Ona zwykle NIE dzieliła się jedzeniem, ale skoro Flynn pytał, czy Isaac jej się naprzykrza, to był chyba spoko gościem, prawda? Co prawda Bagshot się jej nie naprzykrzał, ale sam fakt że ten się poczuł w obowiązku żeby zapytać, był w jej uznaniu miłym gestem. No to odpowiedziała najmilszym, jaki znała: jedzeniem.
- Nie, po prostu jest pierdolnięty czasem - odpowiedziała szczerze a jednocześnie wymijająco zarazem, wzruszając ramionami. Co siedziało w głowie Isaaca Bagshota - tego nie wiedział nikt, a na pewno nie ona. Bo na pewno nie spodziewała się, że nosi jej aktualne zdjęcie tuż obok gumek, ja pierdolę.
Czy te popisy robiły na niej wrażenie? Kurde, skłamałaby gdyby powiedziała, że nie. Edge był typem faceta, za którym szalała jeszcze kilka lat temu. Nie napakowany, a smukły. Pewny siebie, wesoły, trochę faktycznie przypominający kota, gdy tak się przeciągał i rozkładał na stole. Miał coś w sobie z tej kociej gracji, ale ponieważ myśli i fantazje Olivii krążyły wyłącznie wokół Tristana, to w tej chwili jedyne o czym myślała, to że by wyciągnęła rękę i podrapała go za uchem, by zaczął mruczeć.
- Hm? Co? - uniosła wzrok, który sam się ześlizgnął na wyeksponowany brzuch. Wszyscy cyrkowcy tacy byli? Kurde, nie znała żadnego, to może tak. Potrząsnęła głową. Matko i Merlinie, jak on mógł chodzić w tej skórze? - Nie pocisz się jak jest gorąco?
Palnęła zanim pomyślała, bo już oczyma wyobraźni widziała wysokie temperatury i skóry, którymi Flynn się obwieszał. Zaczerwieniła się jednak zaraz, bo to co powiedziała było niegrzeczne. Przysunęła więc talerzyk z frytkami bliżej, jakby na przeprosiny.
- Cóż, na pewno się stresuję, bo nie wiem o co chodzi. To znaczy już wiem. Cóż... Nie widziałam za bardzo, bo miałam stoisko wtedy. Nagle ludzie się zbiegli i tylko zerkałam, chociaż ciężko było cię przegapić, fakt - wyjaśniła nieco przepraszająco, ale w sumie to było normalne że nie była w stanie aż tak dzielić swojej uwagi - nie w chwili, gdy ta ruda paskuda zaczynała wrzeszczeć i się szarpać. - Zająłeś ich i mogłam odpocząć, więc tak, jesteś zajebisty z tego co widziałam. Nie widziałam w sumie nikogo, kto by się tak ruszał. Ale przyszła ta ruda pajacera i rozwaliła nam stoisko, więc nie mogłam obserwować od początku do końca.
Nachmurzyła się nieco, gdy tylko przypomniała sobie o akcji z Penny na Lammas. Ruda wywłoka. Przez nią Tristan się na nią obraził.
- A co, płacisz za wejście do klubu, czy masz miejscówkę do której wchodzi się przez lodówkę? - odbiła piłeczkę, kończąc sok. Wyszaleć... Dawno nie szalała. A teraz rzuciła się w wir pracy, by nie myśleć o kłótni, o ile można to było tak nazwać. Bo przecież oni z Tristanem się nie kłócili - nawet nie mieli jak, bo Ward nie mówił. Ale czuła, gdy jest zły. Więc no...