26.08.2024, 01:21 ✶
Cieszyło ją, że miała ręce do pomocy. Co prawda nie miała nic przeciwko temu, by wszystkim zająć się sama, ale zwyczajnie lubiła towarzystwo. I takie, które samo się zaoferowało i takie, które napatoczyło się całkiem przypadkiem, jak Samuel teraz. A w sumie im więcej tym weselej no i szybciej uda im się skończyć to, co na dzisiaj miała zaplanowane.
- Hm... w sumie tak sobie teraz pomyślałam, czy działa na ciebie czasem moje zaklęcie odstraszające od ogródka - wymruczała, wyraźnie w tym momencie odbiegając myślami od oglądanych naczyń. No bo skoro specjalnie próbowała obłożyć grządki zaklęciem odstraszającym psy, to kiedy Thomas się zmieniał to chyba powinno to na niego działać? Bo był wtedy psem? Dla niej przynajmniej było to poniekąd logiczne, bo się nie zastanawiała aż tak bardzo nad wielowarstwowością swojego zaklęcia, ale może?
Odłożyła oglądane przedmioty do koszyczka, niemal dokładnie tak samo jak wcześniej poukładał je w nim Samuel, a potem przeniosła spojrzenie na Hardwicka.
- Tak, mam tam takie, które będą odpowiednie, więc tyle dobrego że pod ręką - zdziwiłaby się w sumie, gdyby nie miała czegoś takiego. Bo to by znaczyło, ze pewnie znowu jakiś pies rozkopał jej ogródek i wszystko zniszczył. Dora ściągnął brwi na wzmiankę o strzelbie, bo to już było trochę dla niej za dużo, takie mordowanie ptactwa dla samego mordowania. Rozumiała oczywiście, że w niektórych sytuacjach były traktowane jak szkodniki, ale to człowiek wchodził na ich terytorium i naruszał równowagę środowiska. Może wynikało to z jej obrzydzenia do przemocy, a może z faktu że była czarownicą, ale o wiele bardziej podobały jej się te mało brutalne sposoby. Jak zwykły strach, nawet jeśli nie w stu procentach skuteczny, albo odstraszające zaklęcie.
- Oh, nie takie ciuchy - powiedziała z przepraszającym uśmiechem, jakby tą uwagą popsuła wszystkie plany Samuela. - Bren pokazywała ci takie odłożone na czarną godzinę, a ja mam na myśli takie, które się już do niczego nie nadają bo są poprzecierane, dziurawe albo podarte. Szmaty są na strychu albo w schowku. Można poprosić potem Malwę, żeby nam je dała, żeby nie trzeba było ich szukać. Ale zrobienie buzi strachowi to fenomenalny pomysł. Zróbmy to, proszę.
Klasnęła jeszcze wesoło w dłonie, wyraźnie zachwycona pomysłem rzeźbienia twarzy, a potem sama łyknęła piwa, w ślad za Thomasem. Chciała też rzucić zaklęcie na drugi kosz, ale McGonagall złapał za niego sam, więc zwyczajnie ruszyła za nimi w kierunku rozwieszonych na świeżym powietrzu sznurków. Niby mogli to pranie podsuszyć zaklęciami, ale była zdania że niektóre rzeczy lepiej kiedy działy się w naturalny sposób. Ale co mogła zrobić za pomocą magii, to zacząć rozwieszać pranie, kiedy już kosze znalazły się na ziemi. Prześcieradło wesoło uniosło się pod wpływem gestu jej dłoni i radośnie zaczęło wieszać się na sznurku, a spinacze zaraz powędrowały w ślad za nim, zabezpieczając je przed wiatrem.
- Hm... w sumie tak sobie teraz pomyślałam, czy działa na ciebie czasem moje zaklęcie odstraszające od ogródka - wymruczała, wyraźnie w tym momencie odbiegając myślami od oglądanych naczyń. No bo skoro specjalnie próbowała obłożyć grządki zaklęciem odstraszającym psy, to kiedy Thomas się zmieniał to chyba powinno to na niego działać? Bo był wtedy psem? Dla niej przynajmniej było to poniekąd logiczne, bo się nie zastanawiała aż tak bardzo nad wielowarstwowością swojego zaklęcia, ale może?
Odłożyła oglądane przedmioty do koszyczka, niemal dokładnie tak samo jak wcześniej poukładał je w nim Samuel, a potem przeniosła spojrzenie na Hardwicka.
- Tak, mam tam takie, które będą odpowiednie, więc tyle dobrego że pod ręką - zdziwiłaby się w sumie, gdyby nie miała czegoś takiego. Bo to by znaczyło, ze pewnie znowu jakiś pies rozkopał jej ogródek i wszystko zniszczył. Dora ściągnął brwi na wzmiankę o strzelbie, bo to już było trochę dla niej za dużo, takie mordowanie ptactwa dla samego mordowania. Rozumiała oczywiście, że w niektórych sytuacjach były traktowane jak szkodniki, ale to człowiek wchodził na ich terytorium i naruszał równowagę środowiska. Może wynikało to z jej obrzydzenia do przemocy, a może z faktu że była czarownicą, ale o wiele bardziej podobały jej się te mało brutalne sposoby. Jak zwykły strach, nawet jeśli nie w stu procentach skuteczny, albo odstraszające zaklęcie.
- Oh, nie takie ciuchy - powiedziała z przepraszającym uśmiechem, jakby tą uwagą popsuła wszystkie plany Samuela. - Bren pokazywała ci takie odłożone na czarną godzinę, a ja mam na myśli takie, które się już do niczego nie nadają bo są poprzecierane, dziurawe albo podarte. Szmaty są na strychu albo w schowku. Można poprosić potem Malwę, żeby nam je dała, żeby nie trzeba było ich szukać. Ale zrobienie buzi strachowi to fenomenalny pomysł. Zróbmy to, proszę.
Klasnęła jeszcze wesoło w dłonie, wyraźnie zachwycona pomysłem rzeźbienia twarzy, a potem sama łyknęła piwa, w ślad za Thomasem. Chciała też rzucić zaklęcie na drugi kosz, ale McGonagall złapał za niego sam, więc zwyczajnie ruszyła za nimi w kierunku rozwieszonych na świeżym powietrzu sznurków. Niby mogli to pranie podsuszyć zaklęciami, ale była zdania że niektóre rzeczy lepiej kiedy działy się w naturalny sposób. Ale co mogła zrobić za pomocą magii, to zacząć rozwieszać pranie, kiedy już kosze znalazły się na ziemi. Prześcieradło wesoło uniosło się pod wpływem gestu jej dłoni i radośnie zaczęło wieszać się na sznurku, a spinacze zaraz powędrowały w ślad za nim, zabezpieczając je przed wiatrem.