26.08.2024, 02:17 ✶
Stanięcie na balustradzie dało mu swego rodzaju wolność. Paradoksalnie przecież powinien czuć strach i wątpliwości ,ale odczuwał jedyne co lekkość, jakby pierwszy raz od początku roku mógł swobodnie odetchnąć. Powiewy wiatry raz po raz rozwiewały mu włosy i łopotały uczniowskimi szatami. Mówiło się, że przy świadomości nadchodzącego końca ludzki mózg paraliżuje strach, lub pracuje na wzmożonych obrotach aby temu zapobiec, a on odczuwał jedynie błogą pustkę. Pierwszy raz od dawna mógł się uśmiechnąć faktycznie bez wymuszania tej reakcji, czuł lekkość jakiej nie czuł od dawna.
Przed oczami przeleciał mu cały ten rok, w którym wydawać by się mogło nie wydarzyło się nic szczególnego, ot zwykły rok szkolny w Hogwarcie. Jednak na przełomie marca był zmuszony pożegnać Szczęściarza swego wiernego kociego towarzysza, z którym spędził wiele wspólnych chwil przez co odczuwał pustkę. Stres związany z zajęciami przekładał się na jego samopoczucie i choć skrzętnie to ukrywał to jednak kiedy zostawał sam to nurzał się w zmartwieniach, wyrzutach sumienia i smutku - sam siebie nakręcał jak pozytywkę, tworząc wokół siebie kręgi za które nie wpuszczał nikogo. Ile razy musiał zrobić coś, żeby poczuć ulgę, nie zliczył.
Dosłyszał czyjś głos, który dochodził z dołu, więc zerknął w dół i aż mu się w głowie zakręciło, że aż się zachwiał i prawie spadł. Cóż za ironia, samobójca prawie zabił się przez przypadek. Co dziwne nie poczuł strachu z powodu tego, że mógłby spaść, tylko nie chciał tego robić nie na swoich warunkach. Ingerencja innej osoby zakłóciła mu wewnętrzny spokój, kiedy był już pogodzony z losem Eden wbiła z butami i namieszała mu. Zawahał się przed jakąkolwiek odpowiedzią, bo co miał powiedzieć? Odejdź bo skaczę? Już jej krzyk wystarczająco zaalarmował innych na zewnątrz i czuł na sobie wzrok innych. Czy zaczynał odczuwać wątpliwości? Być może, ale spychał je w najodleglejsze i najciemniejsze odmęty swego umysłu.
- Fajnie by było, jakbyś mogła się odsunąć - odpowiedział nabierając tchu, może i zamierzał skończyć ze sobą, ale nie znaczyło to, że miał kogoś pociągnąć za sobą.
Przed oczami przeleciał mu cały ten rok, w którym wydawać by się mogło nie wydarzyło się nic szczególnego, ot zwykły rok szkolny w Hogwarcie. Jednak na przełomie marca był zmuszony pożegnać Szczęściarza swego wiernego kociego towarzysza, z którym spędził wiele wspólnych chwil przez co odczuwał pustkę. Stres związany z zajęciami przekładał się na jego samopoczucie i choć skrzętnie to ukrywał to jednak kiedy zostawał sam to nurzał się w zmartwieniach, wyrzutach sumienia i smutku - sam siebie nakręcał jak pozytywkę, tworząc wokół siebie kręgi za które nie wpuszczał nikogo. Ile razy musiał zrobić coś, żeby poczuć ulgę, nie zliczył.
Dosłyszał czyjś głos, który dochodził z dołu, więc zerknął w dół i aż mu się w głowie zakręciło, że aż się zachwiał i prawie spadł. Cóż za ironia, samobójca prawie zabił się przez przypadek. Co dziwne nie poczuł strachu z powodu tego, że mógłby spaść, tylko nie chciał tego robić nie na swoich warunkach. Ingerencja innej osoby zakłóciła mu wewnętrzny spokój, kiedy był już pogodzony z losem Eden wbiła z butami i namieszała mu. Zawahał się przed jakąkolwiek odpowiedzią, bo co miał powiedzieć? Odejdź bo skaczę? Już jej krzyk wystarczająco zaalarmował innych na zewnątrz i czuł na sobie wzrok innych. Czy zaczynał odczuwać wątpliwości? Być może, ale spychał je w najodleglejsze i najciemniejsze odmęty swego umysłu.
- Fajnie by było, jakbyś mogła się odsunąć - odpowiedział nabierając tchu, może i zamierzał skończyć ze sobą, ale nie znaczyło to, że miał kogoś pociągnąć za sobą.