— Jeśli masz tu jakieś ważne dokumenty, to też o nich pamiętaj. Nie wiadomo, czego tu szukali, oprócz cóż... Ciebie — dodał trzeźwo na sugestie siostry.
Wątpił, aby Śmierciożercy byli wyjątkowo chętni do współpracy, skoro nawet się zbytnio nie kryli z tym, że planowali kogoś, kolokwialnie mówiąc, zdjąć. Z jakiegoś powodu wzięli na celownik Thomasa, ale czemu? Na pewno nie zależało im na publiczności, bo w takim wypadku być może zdecydowali się na atak w innym miejscu, gdzie mieliby sporą widownię do zastraszenia swoimi działaniami. Zmełł w ustach przekleństwo.
— Nie wierzę, że zdążyłaś go jeszcze zabrać ze stołu — skomentował, wbijając skonfundowane spojrzenie w tosty. Ich miejsce raczej nie było w tym mieszkaniu, a w kuchni Longbottomów. Nawet nie przyszło mu do głowy, że Brenna mogła po prostu się nim zajadać, gdy dostali wiadomość.
Nie powstrzymał Thomasa, gdy ten postanowił zbliżyć się do swoich oprawców. Dalej trzymał jednak różdżkę w gotowości, zdecydowany wkroczyć, jeśli nagle wyniknie jakiś niespodziewany incydent. Wierzył jednak, że jego partner okiełzna złość, a przede wszystkim adrenalinę, która krążyła w jego żyłach i będzie w stanie utrzymać nerwy na wodzy. Zasznurował usta, zdając sobie sprawę, że być może prosi o zbyt wiele.
Gdyby ktoś wtargnął tak do rodzinnej posiadłości Longbottomów, ciężko byłoby przewidzieć, w jakim stanie taka banda delikwentów by ją opuściła i czy wszyscy domownicy zachowaliby się zgodnie z protokołem. Powłóczył wzrokiem po odsłoniętej twarzy rozbrojonej kobiety, ale w pierwszej chwili nie rozpoznał jej twarzy. Może to i lepiej. Spotkanie kogoś bliskiego w takiej sytuacji byłoby wręcz dewastujące.
— Ja pierdole — wyszeptał z niedowierzaniem, kiedy Hardwick odsłonił facjatę towarzysza kobiety. Zerknął kątem oka na Brennę. Ten chłopak mógł mieć nawet mniej niż dwadzieścia lat. Prawie że dziecko, które ledwo co opuściły szkolne mury. Ledwo co osiągnął pełnoletność, a już był na drodze do przekreślenia sobie najbliższych lat życia. — Chociaż nie mówcie, że to syn i matka.
Przejechał wolną dłonią po czole, mając nadzieję, że ten domysł nie okaże się prawdziwy. Nie mieściło mu się w głowie, że radykaliści powzięliby takie kroki. Jeszcze rozumiałby rodzeństwo lub męża i żonę, ale rodzica z dzieckiem? Brak odpowiedzialności, logicznego myślenia, czy przewidywania konsekwencji... Radykalizacja gdzieś wykiełkowała, pomyślał ze zgrozą.
— Wezmę służby. Pilnuj ich — powiedział do siostry, obrzucając pokonanych przeciwników pełnym zawodu spojrzeniem, zanim wycofał się do tego, co zostało z kuchni.
Jak bardzo musieli wierzyć w idee głoszone przez Czarnego Pana i Śmierciożerców? Jeśli ta dwójka faktycznie była ze sobą spokrewniona, to naprawdę nie rozumiał, co mogło ich przekonać do tego, aby powziąć tak drastyczne działania. Co ta kobieta mogła mieć w głowie, jeśli to było jej dziecko? Erik pokręcił głową. Dobrze, że Thomas uszedł z tej potyczki z życiem. To się w tej chwili liczyło najbardziej.
Longbottom wziął głęboki oddech i przymknął oczy, chcąc odsunąć na bok wszelkie negatywne myśli, które mu w tej chwili towarzyszyły. Zamiast tego wyciągnął z szufladek wspomnienia z młodości. Liczne spotkania z rodziną, szkolne przyjaźnie, długie popołudnia spędzone na błoniach z Brenną i Norą, chrzciny i następujące po sobie co roku kolejne urodziny Mabel.
— Expecto Patronum! — wyszeptał, wykonując wysoki obrót różdżką, a po chwili srebrno-niebieska mgiełka wystrzeliła z jej czubka, aby niedługo później uformować patronusa w formie psa.
Pierwszą wiadomość Erik wystosował do biur Brygady Uderzeniowej, podając miejsce zdarzenia, informując o obecności brygadzistów w cywilu oraz powołując się na kilka znajomych nazwisk, licząc, ze zgłoszenie nie trafi do jakichś żółtodziobów, którzy byli akurat na dyżurze, a kogoś o dłuższym stażu pracy. Druga zaś powędrowała do Szpitala św. Munga z prośbą o wysłanie medyków. Wprawdzie opatrzenie ran Thomasa nie mogło być zbyt trudne, jednak lepiej było się zdać na pomoc ekspertów.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞