A może właśnie Little Hangleton potrzebowało takiego słoneczka na nóżkach, jakim był Morpheus Longobottom? Takiej "żywej duszy", która rozwiałaby z nieba niepotrzebne chmury, gdyby tych zebrało się aż za dużo, by dało się normalnie oddychać? Może tego słoneczka potrzebował nostalgiczny Anthony, by nie zatracił się zbyt głęboko w swojej melancholii, by nie zatracił się w swoim zamyśleniu i dobrym winie?
-Chciałem zaproponować wywieszanie na drzwiach karteczki "Nie przeszkadzać", kiedy wuj potrzebowałby chwili dla siebie, ale musiałbym nie znać mojej matki, żeby wierzyć, że to by zadziałało - kochana była ta mama Kelly.
Była to jedna z rzeczy, których zazdrościł Jeźdźcom, bo sam nie utrzymywał takiej więzi ze swoimi znajomymi ze szkoły, dlatego zawsze czuł takie przyjemne ciepło w klatce piersiowej, gdy myślał o tym, że jego mama i wujowie poznali się w szkole, wtedy trzymali się razem i nieuchronna, często niesprawiedliwa i będąca wrzodem na tyłku dorosłość nie zniszczyła ich relacji. Nawet rozłąka, gdy Charlotte wraz ze swoim mężem, którym został inny mężczyzna, niż było to planowane, przenieśli się za ocean, nie zrujnowała tej przyjaźni. Wujowie również wypełniali pustkę, którą pozostawił po sobie Ned i chociaż rana się zabliźniła, ale wciąż czasami nieprzyjemne o sobie przypominała, to Jessie był wujom ogromnie wdzięczny, bo nie był w stanie sobie wyobrazić ich życia bez ten cudownej trójki.
No i była jeszcze rodzina Morpheusa z jego krwi. Oni z całą pewnością również zadbają o to, by Morpheus nie cierpiał z samotności.
Każdy miał swoje sekrety, którymi nie chciał dzielić się z nikim, albo dzielił się bardzo ostrożnie wybranymi, zaufanymi osobami, których ilość można by policzyć na palcach jednej ręki. I może Jessie zrozumiałby, dlatego jego chrzestny nie powiedział mu o czyhającym na niego wampirze, a może zastanawiałby się, czy Jonathan nie ufał, że Jessie byłby w stanie mu pomóc. Z pewnością stałoby się dla niego jasne, dlaczego Jonathan wypytywał go o wygląd wampira, który w lipcu ugryzł Jessiego.
Zastanawiały go również ostatnie listy, które wymieniał z Jonathanem. Jego chrzestny zastanawiał się, czy jego matka nie wydawała się na niego wkurzona, nie klęła na niego, ani nie wyrzucała perfum, ale nie chciał powiedzieć, dlaczego właściwie miałoby się tak stać. Jessie mógł zapytać Morpheusa, czy Jonathan może czegoś mu nie powiedział, ale rozmowa miała zostać między nimi. Zacisnął więc usta i słuchał uważnie wuja Longbottoma.
Skrzek i pisk, które wydobyły z siebie drzwi, wywołał na jego twarzy grymas, ale zanim zdążył zaproponować wujowi pomoc, Morpheus zdołał otworzyć wejście siłą swojego barku. Gwizdnął krótko, kiedy weszli do środka.
-Ktoś się tutaj ładnie bawił - powiedział, przyglądając się rytualnym śladom. -Byłoby zabawne, gdyby zrobił to wuj na odwrót.
Czuł otaczające go resztki magii. Nie było to nieprzyjemne uczucie, jak wtedy, gdy czarodzieja otaczały resztki czarnej magii, ale uczucie oblepienia było niekomfortowe. Jego palce zacisnęły się na trzonku jego różdżki.