14.01.2023, 21:25 ✶
Nie myliła się tak bardzo z tym wyciąganiem z dna oceanu. Na całe szczęście, nie musiała po Flinta nurkować – a była na to jak najbardziej gotowa, nawet jeżeli nie przepadała za nurkowaniem i po zaklęciu bąblogłowy zawsze cierpiała na migrenę – bo Castiel wynurzył się sam.
Nie odpowiedziała na słowa o druzgotkach. Mogłaby go oświecić, że przemiana w takie stworzenie akurat raczej nie jest możliwa, bo nie wybierasz sam stworzenia, które jest pokrewne twojej duszy, ale to nie była pora na to, aby się wymądrzać. Poczekała cierpliwie aż Castiel wyjdzie na brzeg i sięgnie po ręcznik.
- Straszne miejsce, pozbawione światła, nadziei i pączków czekoladowych – odparła odnośnie Mordoru. Niby mogło to brzmieć jako żart, ale zostało wypowiedziane tonem pozbawionym choćby grama humoru, a usta Brenny nie wygięły się w zwykłym uśmiechu. A że Castiel jej nie rozumiał? Ani trochę jej to nie dziwiło. Fascynacja mugolską literaturą, wyniesiona jeszcze z Hogwartu, gdy w trzeciej klasie zabrała książkę Tolkiena bratu, miała się u niej dobrze, rozkwitała i sprawiała, że czasem czarodzieje czystej krwi mieli wrażenie, że Brenna mówi w obcym języku. Albo jest szalona.
Wiele o niej mówiło, że nie zmieniła z tego powodu swoich zwyczajów.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że doskonale wiesz, gdzie leży wina. Gdybyś nie wiedział, byłabym jeszcze bardziej rozczarowana niż jestem – powiedziała ze spokojem. Nie zaczęła na niego krzyczeć, nie wyzywała od idiotów, nie rzuciła się natychmiast do duszenia, chociaż faktycznie miała na to ochotę. Ale też nie udawała, że nic się nie stało. Gdyby chodziło o nią, może mogłaby tak do tego podejść. W tamtym gabinecie omal jednak nie zginęli Fergus i sam Castiel, bo zostawił Ollivandera z niezabezpieczonym, czarnomagicznym artefaktem. Dlatego jego mina nie sprawiła, że zmiękła choć odrobinę. Okazała litość Fergusowi, ale głównie dlatego, że uzdrowiciele zakazali go denerwować i z tego, co powiedział, wynikało, że cała sytuacja była jednak winą zaniedbań klątwołamacza.
– Będę wdzięczna za twoją wersję wydarzeń. Z Fergusem już rozmawiałam. Muszę zamknąć raporty.
Nie odpowiedziała na słowa o druzgotkach. Mogłaby go oświecić, że przemiana w takie stworzenie akurat raczej nie jest możliwa, bo nie wybierasz sam stworzenia, które jest pokrewne twojej duszy, ale to nie była pora na to, aby się wymądrzać. Poczekała cierpliwie aż Castiel wyjdzie na brzeg i sięgnie po ręcznik.
- Straszne miejsce, pozbawione światła, nadziei i pączków czekoladowych – odparła odnośnie Mordoru. Niby mogło to brzmieć jako żart, ale zostało wypowiedziane tonem pozbawionym choćby grama humoru, a usta Brenny nie wygięły się w zwykłym uśmiechu. A że Castiel jej nie rozumiał? Ani trochę jej to nie dziwiło. Fascynacja mugolską literaturą, wyniesiona jeszcze z Hogwartu, gdy w trzeciej klasie zabrała książkę Tolkiena bratu, miała się u niej dobrze, rozkwitała i sprawiała, że czasem czarodzieje czystej krwi mieli wrażenie, że Brenna mówi w obcym języku. Albo jest szalona.
Wiele o niej mówiło, że nie zmieniła z tego powodu swoich zwyczajów.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że doskonale wiesz, gdzie leży wina. Gdybyś nie wiedział, byłabym jeszcze bardziej rozczarowana niż jestem – powiedziała ze spokojem. Nie zaczęła na niego krzyczeć, nie wyzywała od idiotów, nie rzuciła się natychmiast do duszenia, chociaż faktycznie miała na to ochotę. Ale też nie udawała, że nic się nie stało. Gdyby chodziło o nią, może mogłaby tak do tego podejść. W tamtym gabinecie omal jednak nie zginęli Fergus i sam Castiel, bo zostawił Ollivandera z niezabezpieczonym, czarnomagicznym artefaktem. Dlatego jego mina nie sprawiła, że zmiękła choć odrobinę. Okazała litość Fergusowi, ale głównie dlatego, że uzdrowiciele zakazali go denerwować i z tego, co powiedział, wynikało, że cała sytuacja była jednak winą zaniedbań klątwołamacza.
– Będę wdzięczna za twoją wersję wydarzeń. Z Fergusem już rozmawiałam. Muszę zamknąć raporty.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.